IPN: Irena Dziedzic kłamcą lustracyjnym

Aktualizacja: 2010-11-23 10:54 pm

IPN chce uznania Ireny Dziedzic za “kłamcę lustracyjnego”.  Warszawski sąd wyda wyrok 30 listopada.

We wtorek Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wysłuchał mów końcowych w trwającym od czerwca procesie autolustracyjnym 85-letniej Dziedzic, która sama wystąpiła o uznanie, że nie była agentką.  W 2006 r. “Misja Specjalna” TVP i Newsweek podały jej nazwisko wśród dziennikarzy PRL, którzy mieli być tajnymi współpracownikami SB.

Dziedzic zaprzecza, by była TW “Marleną”. “To mógł być ktoś inny” – mówiła sądowi. Uważa się ona za wieloletnią ofiarę tajnych służb, bo sprawa jej rzekomej współpracy ma być zemstą wysokiego rangą oficera służb PRL za to, że w latach 50. nie chciała z nim zatańczyć.

Pion lustracyjny IPN, który jest stroną procesu, choć formalnie nie oskarża dziennikarki, bo nie pełniąc funkcji publicznej, nie podlega ona lustracji – twierdzi, że od czerwca 1958 r. do kwietnia 1966 r. świadomie i tajnie współpracowała ona z kontrwywiadem MSW jako TW “Marlena”. Nie zachowała się ani teczka pracy “Marleny”, ani jej zobowiązanie do współpracy. Są jednak zapisy oficera prowadzącego Włodzimierza Lipińskiego i sześć dokumentów
z lat 60., pod którymi podpisała się Dziedzic, w tym jej pokwitowania wzięcia pieniędzy od SB.

Według akt IPN nieżyjący obecnie esebek Lipiński,  jesienią 1957 r. zaproponował Dziedzic, by udzielała informacji o dziennikarzach z Zachodu i kontaktach z nimi obywateli PRL. Miała się ona zgodzić i przekazać “wiele informacji o charakterze operacyjnym”, m.in. nt. poety Adama Ważyka, pewnego obywatela USA, romansu koleżanki.

Miała ona też dostać od SB 9 tys. zł pożyczki, którą zwróciła dopiero po 4 latach. Według prok. Jarosława Skroka z IPN, taka nieoprocentowana pożyczka z funduszu operacyjnego była rzadkością, wymagała zgody na “najwyższym szczeblu” i świadczy o znaczeniu współpracownika. Sama Dziedzic twierdziła, że “nie ma w jej świadomości”, by przyjmowała jakąś pożyczkę. “Nie zarabiałam tyle, ile byłam warta, ale na życie mi starczało” – dodała.
Adwokat dziennikarki, której długa kariera przypadła na lata PRL, podtrzymuje wniosek, by sąd uznał, że nie była ona agentką SB.

We wtorek prok. Skrok podtrzymał wniosek o wydanie wyroku o “kłamstwie lustracyjnym” Dziedzic i wniósł o zakazanie jej przez sąd pełnienia funkcji publicznych na 3 lata. Jej wyjaśnienia uznał za niewiarygodne, bo jej kontakty z SB miały charakter tajnej i świadomej współpracy. Podkreślił, że agent mógł być inwigilowany przez SB  w celu sprawdzenia np. czy nie oszukuje lub nie został “przewerbowany”.

Oprac. Maciej Marosz / Źródło: Niezależna.pl; Polskie Radio

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags:

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=28681 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]