- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

Wspólnicy Hitlera

Pod koniec maja hamburski tygodnik „Der Spiegel” wywołał skandal, pisząc o zbrodniarzach z czasów II wojny światowej.

Nie, nie było to zwyczajowe u autorów zza Odry wyliczanie krzywd wyrządzonych spokojnym niemieckim cywilom przez okrutnych aliantów, bądź dzikich Sowietów. Tym razem redaktorzy „Spiegla” postanowili zmierzyć się z tematem Holocaustu. Trzeba przyznać, że do problemu podeszli w sposób nietypowy.

 

Biedni Niemcy patrzą na Auschwitz

Tytuł wzmiankowanego artykułu mówi wszystko: „Wspólnicy – europejscy pomocnicy Hitlera przy mordowaniu Żydów”. Autorzy stawiają tezę, że Niemcy nie zdołaliby wymordować aż tylu Izraelitów bez pomocy licznych nacji na terenach okupowanych. „Ukraińscy żandarmi, łotewscy policjanci, żołnierze rumuńscy, węgierscy kolejarze, polscy rolnicy, holenderscy urzędnicy, francuscy merowie, norwescy ministrowie, włoscy żołnierze – wszyscy oni współdziałali w zbrodni Holocaustu” – pisze „Spiegel”. Stąd ludobójstwo Żydów zasługuje na miano „projektu europejskiego”. Nie trzeba tłumaczyć, że przy takiej interpretacji rozmywa się odpowiedzialność Niemiec.

„Spiegel” chwali Francuzów i Włochów, że ci już zaczęli mówić o swej winie (choć zarazem wytyka obu nacjom, że zrobiły to „bardzo późno”). Niemieccy dziennikarze z ubolewaniem stwierdzają, że Polacy, Węgrzy oraz inne narody wciąż wymigują się od wzięcia na siebie odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy.


Polski rolnik żydożerca

Nie mam pojęcia, czemu „Spiegel” wyróżnił akurat polskich rolników, jako sztandarowy przykład współpracowników Hitlera w działaniach ludobójczych, wymieniając ich jednym tchem obok norweskich ministrów, żołnierzy armii sprzymierzonych z III Rzeszą czy funkcjonariuszy kolaboracyjnych formacji policyjnych.

Niewątpliwie, wśród polskich rolników również trafiały się kreatury. Ile ich było, wśród wielomilionowej masy naszych włościan? Tego, niestety, „Spiegel” już nie napisał. Zadowolił się ogólnikiem, który rzuca cień na całą warstwę społeczną.

Polska to dla niemieckich dziennikarzy dobry przykład na poparcie tezy, że nienawiść do Żydów była „niezależna od Niemiec”. Barwnie opisali masakrę w Jedwabnem, dokonaną ich zdaniem przez „40 Polaków-katolików” (widać „Spiegel” poddał wnikliwym badaniom życie religijne i duchowe sprawców zbrodni; zaś o roli, jaką w jedwabieńskiej rzezi odegrali Niemcy nie wspomniał zapewne tylko przez przeoczenie…).

Przypadki zabijania Żydów w Polsce po 1945 r. wyjaśniono równie przejrzyście – winien był polski „motłoch”, który „wymordował co najmniej 600, a być może nawet tysiące ocalonych z Holocaustu”.

Nie będę tu spierał się o liczby, choć wolę ufać obliczeniom historyka Marka Jana Chodakiewicza, wedle którego w powojennej Polsce zabito 400-700 Żydów. Ważniejsze, że ofiary te zgładzono z różnych przyczyn, w rozmaitych okolicznościach. Rzeczywiście, bywały haniebne przypadki, kiedy niewinnych Żydów mordowano za samo pochodzenie. Inni jednak ginęli z rąk pospolitych kryminalistów, bo czasy powojennego chaosu były trudne, a zdziczała bandyterka zabijała, gwałciła i rabowała każdego, kto się nawinął, niezależnie od narodowości.

Jeszcze innych Żydów dosięgła kula Żołnierzy Wyklętych za wysługiwanie się komunistycznej władzy. Bo jest prawdą, że wielu Semitów wstąpiło po wojnie do zbrodniczych czerwonych formacji. Tylko w UB opanowali 37 proc. stanowisk  jojokierowniczych (choć Żydzi stanowili wtedy zaledwie ok. 1 proc. polskiego społeczeństwa). Ok. 100-200 poległo w walce z polskim podziemiem.

Jak można zastrzelonych ubeków wrzucać do jednego worka z niewinnymi ofiarami bandyckich napadów, czy szowinistycznych pogromów? „Spieglowi” to się udało! Bo według dziennikarzy z Hamburga cały ówczesny dramat sprowadzał się do mordowania ocalonych z Holocaustu przez opętany nienawiścią polski motłoch…

 

Wojna w państwie duńskim

Niemieccy mistrzowie pióra chętnie rozdawali ciosy i kuksańce, jednak jedną nację zdecydowali się pochwalić. Otóż, ich zdaniem, wzorowo wobec Żydów zachowali się… Duńczycy. Uratowali oni bowiem 7.500 swych semickich współobywateli, przewożąc ich statkami do Szwecji.

Szkoda, że „Spiegel” przemilczał, że okupacyjny reżim w Danii był najłagodniejszy w całej Europie – przez całą wojnę stracono tam niewiele ponad sto osób, a pięćset zmarło w obozach koncentracyjnych (na cztery miliony ludności). Pomagający Żydom Duńczyk nie ryzykował życiem swoim, ani tym bardziej swej rodziny (jak ryzykowali Sprawiedliwi w Polsce). Rybacy przewożący Żydów do Szwecji pobierali od nich słoną opłatę, a przerzut był możliwy dzięki pomocy… Niemców, którzy wycofali swe okręty do baz.

Dodam, że podczas agresji Niemiec na Danię w 1940 r. w obronie ojczyzny poległo aż… 16 żołnierzy duńskich. Za to, gdy okupant ogłosił tam dobrowolny nabór do swojej armii, zgłosiło się 8.000 wolontariuszy. Spośród nich 3.900 zginęło za Rzeszę i Führera, co stanowiło ponad połowę strat duńskich podczas II wojny światowej. Wzorowa postawa narodu, taaak…


„W pewnym stopniu”, „w pewnym sensie”…

W kraju nad Wisłą basowała redaktorom „Spiegla” pani dr Alina Cała, pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego, pono specjalistka od antysemityzmu.

W wywiadzie udzielonym „Rzeczypospolitej” (25.05.2009) ekspertka orzekła, iż Polacy zostali „przygotowani moralnie” do Zagłady Żydów przez antysemicką propagandę narodowców i Kościoła (w tym przez „Mały Dziennik” św. Maksymiliana Marii Kolbego). Jeszcze przed wojną, w latach 1935-1937 przez nasz kraj miała przejść fala ponad 100 antyżydowskich pogromów. „W pogromach tych ginęli ludzie” – zaświadcza pani pracownik naukowy (dr Alina Cała najwyraźniej nie wie, że przyczyny owych burd, na wyrost zwanych „pogromami”, były rozmaite; że nie zawsze wina leżała po polskiej stronie; że w tych stu zajściach zginęło łącznie bodaj 14 Żydów i znacznie więcej uczestników antyżydowskich wystąpień, bo interwencje polskich służb porządkowych wobec takich ekscesów bywały bezwzględne; np. w Odrzywole, gdzie podczas bójki z polskimi chłopami zginął jeden Żyd, interweniująca policja zastrzeliła aż 12 Polaków).

Wedle Aliny Całej, pod okupacją niemiecką Polacy słuchali najchętniej „propagandy nienawiści” głoszonej z ambon. Jeśli Polak lękał się Niemców, obawiał się donosu – „to świadczy o kondycji moralnej tego społeczeństwa”. Polacy „w pewnym stopniu” odpowiedzialni są za Holocaust. „W pewnym sensie” są winni śmierci trzech milionów polskich Żydów…

Dr Alina Cała dworuje sobie z 8.000 drzewek w Yad Vashem, upamiętniających udokumentowane postacie polskich Sprawiedliwych ratujących Żydów. „To strasznie mało” – ocenia niewiasta, która nigdy, w przeciwieństwie do tamtych ludzi, nie ryzykowała życiem (trzeba przyznać, że redaktorzy „Spiegla” byli łaskawsi od Aliny C., przytoczyli bowiem dane o 125.000 Polaków ukrywających Izraelitów przed Niemcami).

„Polacy jako naród nie zdali egzaminu” – konkluduje Alina Cała. Dla kontrastu, pani doktor łatwo usprawiedliwia żydowskich policjantów współuczestniczących w Holocauście, czy Żydów kolaborujących z Sowietami.

 

Alina Bubel

Nasze rodzime media często nagłaśniają postać niejakiego Leszka Bubla, autora prymitywnych paszkwili antyżydowskich, dając mu przykładny odpór. Nie tak dawno „medioci” demonstrowali święte oburzenie, gdy biskup-lefebvrysta plótł androny o komorach gazowych i rozmiarach Holocaustu; albo kiedy świeżo upieczony magister pisał o nieślubnym dziecku Lecha Wałęsy, powołując się na anonimowe źródła.

Jednak mało kto z tuzów dziennikarstwa miał odwagę zaprotestować, kiedy pracownica naukowa Żydowskiego Instytutu Historycznego przekłamywała historię i rzucała oskarżenia na naród polski.

Dr Alina Cała, prócz zawodowego „antyantysemityzmu”, dała się poznać jako wojująca proaborcyjna feministka. Cóż, kiedy zwolenniczka mordowania dzieci nienarodzonych bierze się za potępianie ludobójstwa, publiczność ma równie wątpliwą uciechę, jak wtedy, gdy Niemcy rozliczają Polaków za Holocaust.


Andrzej Solak

„Wzrastanie” lipiec-sierpień 2009

www.krzyzowiec.prv.pl

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]