Plinio Correa de Oliveira w proroczym tekście o „polskim wzorze dla światowej lewicy”

Aktualizacja: 2019-12-13 12:18 pm

Doktor Plinio poznał na wylot komunistyczne metody działania. Poniżej przypominamy jego artykuł opublikowany 8 kwietnia 1981 roku na łamach tygodnika „Folha de S. Paulo”, w którym opierając się wyłącznie na informacjach czerpanych z mediów, trafnie przewiduje rozwój wydarzeń, jakiego wówczas większość Polaków się nie spodziewała (a i dziś wielu, pomimo coraz obfitszego materiału dowodowego, nie chce przyjąć do wiadomości). Brazylijski myśliciel zawsze podkreślał, iż rzetelna analiza sytuacji nieodmiennie rodzi właściwe wnioski. Uczmy się od niego.

[TEKST OPUBLIKOWANY NA ŁAMACH 70. NUMERU POLONIA CHRISTIANA]

Właśnie przeczytałem artykuł o zaciekłym sporze pomiędzy twardogłowymi a „umiarkowanymi” w szeregach polskiej partii komunistycznej na temat strajku zapowiadanego przez związek zawodowy „Solidarność”. Zwolennicy postawy „miękkiej” wzywają do ustępstw wobec „Solidarności” w celu zmiękczenia stanowiska orędowników strajku. Twardogłowi z kolei utrzymują, że ustępstwa nigdy nie zmiękczają postaw wzrastających w siłę organizacji pokroju „Solidarności”, za to stanowią ryzykowny objaw własnej słabości.

W istocie jednak ów rzekomy spór bynajmniej nie zawiera w sobie różnicy zdań – to nic innego jak hałaśliwe show i złowieszcze łotrostwo. Komuniści leninowskiego chowu od roku 1917 po dziś dzień realizują perfekcyjnie wystudiowaną strategię naprzemiennych ataków i ustępstw, gróźb i uśmiechów. W głębi ducha nieodmiennie dążą oni do zduszenia przeciwnika – taki jest ich cel, bez względu na środki, którymi się posługują, aby go osiągnąć: czy to groźbą i natarciem, czy uśmiechem i ustępstwem. Miękkich środków używają wyłącznie w celu uśpienia strony przeciwnej, sprowadzenia jej na manowce, by tym szybciej i skuteczniej pozbawić ją środków działania. Dla leninowskiego komunisty każde złagodzenie nacisku to nic innego jak taktyczna sztuczka. To jego sposób prowadzenia wojny.

Zatem nie wierzę w szczerość rzekomej kłótni między twardogłowymi a „umiarkowanymi” na posiedzeniach biura politycznego PZPR. Jedni i drudzy są przecież – czy to z przekonania, czy z osobistego interesu – marionetkami leninowskiego komunizmu z Moskwy. Jeżeli pozwalają przeciwnym opiniom przeciekać do ogółu społeczeństwa, czynią to dla jakichś szachrajskich celów, wspólnych dla jednych i drugich. Widząc, jak twardogłowi oskarżają „umiarkowanych” o bycie wtyczkami sowieckiej partii komunistycznej w szeregach polskiej partii komunistycznej, trudno nie podejrzewać, iż obserwujemy świetnie wyćwiczony spektakl.

Ale po co taki spektakl? – zapyta ktoś prostoduszny. Odpowiedź jest prosta: „Solidarność” – jak czytamy w gazetach – jest również podzielona na zwolenników twardego i miękkiego kursu. Ale „Solidarność” nie jest monolitem jak PZPR. Składa się z różnorodnych grup o odmiennych obliczach ideologiczno-politycznych, które w naturalny sposób kierują się własnymi postawami i taktyką. Stąd więc wobec wyboru: strajkować czy nie, w sposób naturalny, wręcz nieunikniony dojdzie między nimi do niezgody. Spaja je przecież wyłącznie wrogi stosunek do komunizmu.

Komunistyczny spektakl jest ze wszech miar użyteczny. W istocie bowiem zwolennicy miękkiego kursu w łonie „Solidarności” rzeczywiście się za takim właśnie postępowaniem opowiadają. Żywią oni skłonność do wierzenia w szczerość przeciwnika (z wyjątkiem, rzecz jasna, twardogłowych komunistów), choć przecież życie za żelazną kurtyną rodzi doświadczenie, które nie pozostawia miejsca dla złudzeń. Oni jednak skłaniają się ku nadziei na uzyskanie czegoś od „umiarkowanych” komunistów. W ich optyce tylko krok dzieli nadzieję od negocjacji. Z kolei od negocjacji tylko krok do porozumienia. Wszystko więc da się łatwo ułożyć, gdy obie strony reprezentują miękką linię.

I tak oto lekki wietrzyk zgody między umiarkowanymi z obu stron barykady zaczyna powiewać nad stołem rokowań partii komunistycznej (której warszawski rząd jest wyłącznie marionetką) i przedstawicieli „Solidarności”.

Co z tego wyjdzie? Umiarkowani po obu stronach sprawiają wrażenie, jakby podnosili bunt przeciw własnym twardogłowym. Możliwe więc, że dojdzie do podpisania jakiegoś porozumienia zwolenników ugody z obu stron, które ma wyglądać na zwycięstwo pojednania i porażkę polityki twardej ręki.

Cóż za złudzenie! Jeżeli sprawy właśnie tak się potoczą, to za parawanem owych zwodniczych pozorów zaistnieje sytuacja diametralnie odmienna. „Umiarkowani” komuniści to przecież zwykłe marionetki w rękach swych twardogłowych towarzyszy. Poczynią tylko takie ustępstwa na rzecz „Solidarności”, na jakie im tamci pozwolą.

A jakie to będą ustępstwa? Takie, które okażą się niezbędne dla spowodowania głębokiego rozdźwięku w szeregach „Solidarności” – między zwolennikami twardego i miękkiego kursu – po to, by ci ostatni (zawsze i wszędzie będący w większości, gdyż – jak mówi Pismo Święte – głupich jest poczet nieprzeliczony*) objęli przewodnictwo w „Solidarności” poprzez wyrugowanie z niego zwolenników postawy radykalnej (zawsze i wszędzie stanowiących mniejszość, ponieważ utrzymywanie takiej postawy jest rzeczą trudną, niewdzięczną i bolesną).

Co uzyskają twardogłowi komuniści za pomocą tego makiawelicznego fortelu? To oczywiste. Z chwilą, gdy jedną z jakichkolwiek dwóch walczących ze sobą grup zaczynają kierować zwolennicy twardego kursu, a drugą zwolennicy kursu miękkiego, wszystkie ich starcia zaczynają przypominać zderzenia metalowego garnka z glinianym.

Miejmy odwagę dostrzec całą prawdę: w „Solidarności” musi istnieć szeroko rozgałęziona i sprawnie zarządzana komunistyczna piąta kolumna, która wspiera zwolenników miękkiego kursu w łonie tego sympatycznego ruchu. Komunizm od zawsze brutalnie tłumi wszelkie ruchy usiłujące mu się przeciwstawić. Jeśli jednak któryś z nich okazuje się zdolny przetrwać i stać się niebezpiecznym, wówczas komunizm nie ogranicza się do bezpośredniego zwalczania go od zewnątrz. Nie porzucając strategii siłowej, sięga również po przebiegłość.

Zaczyna, na przykład, infiltrować przeciwnika za pomocą agentów wpływu. Ci zaś z definicji charakteryzują się szczególnie wysokim stopniem przebiegłości – ich misja polega wszak na przenikaniu do samego jądra strony przeciwnej, by siać tam ziarno podziałów, proponować błędne manewry, podsycać zniechęcenie w razie najmniejszego niepowodzenia. A wszystko po to, by ją doprowadzić do klęski.

Drżę o „Solidarność”, kiedy o tym myślę. Czy nie jest infiltrowana przez agentów wpływu? Jaką jej wyrządzają szkodę?

Dokąd to wszystko prowadzi Polskę i świat? Tak, świat. Ponieważ w Polsce wykuwa się właśnie „wzór”, którego – zanim jeszcze zostanie zdefiniowany i poddany próbie – już z niecierpliwością oczekuje lewica na całym świecie.

* Koh 1, 15 – Biblia Jakuba Wujka

Plinio Corrêa de Oliveira

Aby zamówić, kliknij TUTAJ.

 


 

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=111131 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]