Olga Tokarczuk odebrała Nagrodę Nobla. “Z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk”

Aktualizacja: 2019-12-10 12:33 pm

Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice – powiedział Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

“Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci” – mówił Waesterberg.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje “połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te “czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”. “Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: +o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata+” – wyjaśnił Waesterberg. “Jej powieść +Bieguni+ to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice” – podkreślił.

“Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry” – ocenił Waesterberg.

“Księgi Jakubowe” laudator nazwał “największym dziełem” pisarki. Dodał, że “z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”. “Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie” – podsumował Per Waesterberg.

Źródło: PAPAutor: Agata Szwedowicz, Daniel Zyśk

Za: Stefczyk.info (2019.12.10)

 


 

Wicepremier Gliński skrytykował „noblowską mowę” Olgi Tokarczuk. „Zabrakło bardziej odważnego zmierzenia się z wartościami”

Olga Tokarczuk jest wybitnie utalentowaną osobą i dlatego słusznie dostała nagrodę Nobla – powiedział we wtorek wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński. Podkreślił, że ceni Tokarczuk przede wszystkim za „warsztat i język”.

We wtorek po południu Olga Tokarczuk, laureatka literackiego Nobla za rok 2018, podczas uroczystości w Sztokholmie odbierze medal i dyplom z rąk króla Karola XVI Gustawa.

„To jest piękna uroczystość i piękny moment – Polska otrzymuje nagrodę Nobla, rozsławia nasz kraj, naszą kulturę na całym świecie. Jeszcze raz serdecznie gratuluję pani Oldze Tokarczuk” – powiedział Gliński w rozmowie z dziennikarzami.

Poinformował, że zaprosił Tokarczuk do ministerstwa, żeby jej osobiście pogratulować. „Być może będę miał sposobność porozmawiać z nią na te szersze tematy, które poruszała także w swojej noblowskie mowie” – powiedział Gliński.

„Bardzo dobrze by było, żeby ta czułość była częściej widoczna, także w naszym społeczeństwie, także w ocenach naszego życia publicznego, czy rozumienia polskiego społeczeństwa” – ocenił Gliński, odnosząc się do wygłoszonego w sobotę przez Tokarczuk wykładu Noblowskiego „Czuły Narrator” – o potrzebie patrzenia na świat z czułością.

Dodał, że w wykładzie noblowskim polskiej pisarki zabrakło mu „bardziej odważnego zmierzenia się z wartościami”. „Nie ma tam pojęcia dobra, nie ma pojęcia instytucji, które kształtują ludzi do wartości, pojęcia wspólnoty. To na pewno by nam pomogło. Ta czułość, która tam jest definiowana jako coś więcej niż empatia, jako wyjście poza narrację jednostkową, poszukiwanie takiego czwartego punktu widzenia, jest pewnie ciekawa, ale moim zdaniem wciąż jest jeszcze niedostateczna i chyba troszeczkę naiwna” – ocenił wicepremier.

„Miłość, miłosierdzie to są pojęcia, które w wielkich systemach filozoficzno-światopoglądowych i religijnych funkcjonują w świecie od 2000 lat. W jakimś sensie ta czułość jest przy tym maleńka” – dodał.

Olga Tokarczuk została laureatką literackiego Nobla za rok 2018. To pierwszy literacki Nobel dla Polaka od 23 lat, gdy w 1996 r. otrzymała go poetka Wisława Szymborska. Jak podała Szwedzka Akademia, Tokarczuk otrzymała nagrodę „za wyobraźnię narracyjną, która z encyklopedyczną pasją prezentuje przekraczanie granic jako formę życia”.(PAP)

Za: Najwyższy Czas! (10/12/2019)

 


 

Tokarczuk i niewolnicy – Stanisław Lewicki

Oto Lech Wałęsa nie jest już jedynym żyjącym polskim noblistą. Obok niego stanęła Olga Tokarczuk i od razu stały się lepiej widoczne pewne jej koncepcje i osądy. Najwięcej chyba kontrowersji wzbudziła jej opinia, gdzie przyznaje, że Polacy byli właścicielami niewolników, kolonizatorami i antysemitami. Tak by wynikało z jej słów, w których oznajmia to wszystko w pierwszej osobie liczby mnogiej: „Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

Użycie zaimka „my” może wskazywać, że traktuje te wyznania także jakoś osobiście. Nie wiem jakie przesłanki i wiedza o historii swoich przodków skłania panią Olgę do czynienia takich rachunków sumienia. Jeśli czyni to mając na względzie wyłącznie własnych bliskich to jest to tylko jej sprawa, ale wtedy niepotrzebnie epatuje tym cały kraj, a nawet i Europę. Jeśli zaś w jakiś dziwny sposób, kierując się nie wiadomo czym, chce zabierać głos za cały naród i wszystkich Polaków to tutaj nie ma zgody na takie bezpodstawne obrzucanie błotem polskiej wspólnoty.

Weźmy pod rozwagę te jej twierdzenie o Polakach jako właścicielach niewolników. Zapewne doszła do takich konkluzji zajmując się przez wiele lat studiami nad stosunkami panującymi około 300 lat temu na dalekim Podolu i przygotowując się do pisania tej swojej powieści „Księgi Jakubowe” . Popełnia jednak tu ona od razu dwa błędy. Po pierwsze, pańszczyźniany chłop nie był niewolnikiem, a zakres wzajemnych relacji z właścicielem folwarku określał rodzaj kontraktu oraz prawo zwyczajowe. Te relacje, w stosunku do tego co było w krajach ościennych, musiały nie być najgorsze, skoro problemem dla Rosji, w tych czasach, było zbiegostwo poddanych do Rzeczpospolitej. W Rosji właściciel, szlachcic, mógł chłopa sprzedać bez ziemi, zesłać go na katorgę, jak też nawet pozbawić życia. W Rzeczpospolitej takich praktyk nie było.

Po drugie, Tokarczuk popełnia także błąd konstruując układ: szlachcic, Polak – właściciel folwarku i kolonizator oraz Rusin-chłop – ów „niewolnik”. Największymi właścicielami dóbr na Podolu czy Wołyniu byli potomkowie ruskiej prawosławnej szlachty, a nie żadni Polacy. Taki przykład; najbardziej chyba oskarżany o różne bezeceństwa wobec swoich „niewolników” i jednocześnie największy kresowy magnat, Jarema Wiśniowiecki był potomkiem Rurykowiczów, prawosławnych kniaziów i sam urodził się w tej wierze, którą potem zmienił. Nie da się go zatem uważać za etnicznego Polaka. Widzimy, że ten jej wymysł o Polakach jako właścicielach niewolników nie ma wiele wspólnego z prawdą. Na dodatek, chłop na Rusi podlegał takim samym prawidłom systemu pańszczyźnianego jak i chłop w typowo polskich częściach Rzeczpospolitej, a nawet na Rusi były one jakby łagodniejsze. O jakim zatem „kolonializmie” może tu być mowa?

Jest jednak jeszcze jeden, o wiele bardziej istotny, aspekt tej sprawy, który decyduje o tym, że jest ona wyjątkowo krzywdząca i obraźliwa dla każdego Polaka. Pozostawmy na boku te sprawy Podola sprzed 300 laty, a zajmijmy się czasami o wiele bardziej współczesnymi, gdzie żyją jeszcze bezpośredni świadkowie i ludzie którzy tego doświadczyli.

W poszukiwaniu panów i niewolników nie musimy się cofać aż o 300 lat i wędrować na Podole. Takie relacje miedzy ludźmi, że jedni byli panami a drudzy niewolnikami, istniały kilkadziesiąt zaledwie lat temu na obecnych ziemiach polskich. A stało się to za sprawą podbicia II RP przez Niemców i wprowadzenia ich porządków, które pozbawiały Polaków wszelkich praw, ustanawiały rodzaj apartheidu (Nur für Deutsche), zaś z ludzi czyniły niewolników, których część zwyczajnie wyłapywano i wywożono do niewolniczej pracy w obozach, przemyśle i gospodarstwach rolnych. Było to niewolnictwo rzeczywiste, a nie żadne wydumane i ci ludzie musieli nawet nosić odpowiednie oznaczenia na ubraniach, zaś kontakty intymne z rasą panów (Herrenvolk) były, także pod karą śmieci, zabronione.

Sytuacja tych niewolników była, pod pewnymi względami, jeszcze gorsza, niż w starożytnym Rzymie. Wszyscy polscy niewolnicy byli uważani za istoty nie w pełni ludzkie (Untermensch – podludzie). Na terytoriach podbitych już nawet 12 letnie dzieci kierowano do pracy, zaś uchylanie się od niej groziło pojmaniem z łapance i wywiezieniem do niewolniczej pracy w Niemczech. Takie były realia. Ta przerażająca rzeczywistość dotykała wszystkich Polaków jacy znaleźli się pod niemiecką władzą. Miliony z nich wykonywały niewolniczą pracę w Rzeszy niemieckiej.

Przez prawie sześć lat, takim niewolnikiem był mój ojciec. Tak, jestem potomkiem niewolnika. Mojej mamie kilka razy, wręcz cudem, udało się uniknąć pojmania w łapance i wywiezienia do Rzeszy. Nie jestem w Polsce żadnym wyjątkiem, gdyż takich jak ja, dzieci i wnuków niewolników III Rzeszy, jest pewnie w Polsce nawet większość. I teraz wychodzi pani Tokarczuk i mówi, że my Polacy powinniśmy się zmierzyć z tym, że byliśmy właścicielami niewolników. To także i mnie dotyka osobiście. Jak ona śmie coś takiego nam mówić?

Jakże o wiele bardziej pozytywnie, w tej konkretnej sprawie, wygląda niemiecki autor Arno Giese, który napisał książkę „Niewolnicy III Rzeszy w literą P”. Tak oto zadedykował swoje dzieło: „Byłym polskim niewolnikom z literą „P”, robotnikom przymusowym z lat 1939-1945 opracowanie to poświęcam. Proszę przyjąć je jako moje osobiste przeprosiny wszystkich pokrzywdzonych przez ociemniałych hitlerowską ideologią ludobójstwa przedstawicieli mojego Narodu.” Arno Giese jest mi o wiele bardziej bliski niż pani Tokarczuk i bardziej też go szanuję.

Publicysta i literat Piotr Bratkowski, pisząc w jednym z tygodników o biografii Tokarczuk, użył w tekście takiego stwierdzenia: „była prymuską”. I to jest dla mnie klucz do zrozumienia tej postaci. Bycie prymusem przytrafia się uczniom i nie musi powodować następstw, ale gdy zbyt długo jest się tym prymusem, to wówczas może dojść do zmian w osobowości i niemożności uwolnienia się od stałego już wypełniania tej roli. Prymus zaczyna wręcz wyprzedzać oczekiwania nauczyciela, mówi tylko to co, według niego, nauczyciel od niego oczekuje, co mu się powinno spodobać i za co można oczekiwać nagrody. I to właśnie, moim zdaniem, mogło przytrafić się pani Tokarczuk. Czy teraz, kiedy już żadna wyższa nagroda nie może jej spotkać, zmieni ona swoje podejście? Ja w to wątpię.

Stanisław Lewicki

Za: konserwatyzm.pl (16 grudnia 2019) – [Org. tytuł: «Lewicki: Tokarczuk i niewolnicy»]

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=111054 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]