Polska polityka historyczna. Najwyższy czas na własną opowieść

Aktualizacja: 2019-11-10 6:21 pm

Kurczowe trzymanie się faktów nie wystarczy. Współczesna polityka historyczna oprócz pokazywania jak było naprawdę, musi zbudować odpowiednią legendę, mit, bajkę. Mniejsza zresztą o nazwę – chodzi bowiem przede wszystkim o to, by owa opowieść poruszyła serca odbiorców. Wielcy tego świata strofują maluczkich za próby opowiadania historii na własnych warunkach, sami głosząc swoje bajki całemu światu. Wykładnię swojej wersji historii posiadają USA, Izrael, Niemcy, Rosja, Chiny czy Wielka Brytania. Najwyższy czas by do tego grona dołączyła również Polska.  

Istnieje róża bez kolców. Jej imię – historia powszechna

„Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość” – powiedział George Orwell. Nie mniej prawdziwie wybrzmiewa także powiedzenie „zwycięzcy piszą historię”. Jedno i drugie zdanie jak najbardziej słusznie przekonuje, że dzisiejsza polityka historyczna nie polega na naukowej debacie ekspertów. Wygrywa ten, kto napisze atrakcyjniejszą opowieść.

Kto dziś pamięta, że Stany Zjednoczone dzięki Land Lease Act podczas wojny z Niemcami utrzymywały przy życiu Związek Sowiecki jak dziecko w inkubatorze? Do dzisiaj na zachodzie – nawet na katedrach historii – znajdują się osoby powtarzające ponad siedemdziesięcioletnią amerykańską propagandę  o Stalinie jako „wujku Joe”. Amerykańskim studentom przez głowę nie przejdzie, że USA postawiły na jednego zbrodniarza kosztem drugiego. Archipelag Gułag, Wielki Głód na Ukrainie, kolektywizacja, industrializacja czy działalność Czeka, KGB czy GRU nie istnieją w świadomości historycznej przeciętnego obywatela. No bo jak to? Najwspanialszy naród świata miał wspierać mordercę i kata całych narodów?

Skoro jesteśmy już przy Stanach Zjednoczonych, popatrzmy jaka narracja dominuje odnośnie II wojny światowej. Mieliśmy okazję słuchać tego podczas niedawnych obchodów 75–lecia lądowania w Normandii. Ową narrację można streścić jednym zdaniem: oto wojownicy światłości w postaci alianckich wojsk rozprawiają się z imperium zła i władcą ciemności, Hitlerem (aż chciało by się powiedzieć Sauronem). Niemiecki dyktator przedstawiany jest jako ostateczne zło tego świata, wcielenie Antychrysta i arcywróg całej ludzkości – reszta zaś nigdy nie dopuściła się niczego złego. Nie zestawiając rzecz jasna Hitlera i Stanów Zjednoczonych, warto zauważyć, że z amerykańskiej narracji nie dowiemy się bowiem np. o bombardowaniu przez brytyjskich i amerykańskich lotników Hamburga, Drezna, czy Kolonii. A rabunki, gwałty i grabież „ziem odzyskanych” i terenów III Rzeszy przez sojuszniczych czerwonoarmistów? Tony zażytej amfetaminy, dzięki której brytyjscy i amerykańscy piloci mogli odbywać 24-godzinne patrole? Bomba atomowa, mordowanie jeńców wojennych, bezmyślne niszczenie dzieł sztuki? Ani słowa.

Swoją historyczną bajkę opowiada także Rosja. W osiemdziesiątą rocznicę sowieckiej agresji na Polskę, MSZ naszego wschodniego sąsiada nie omieszkało „przypomnieć”, że… żadnej inwazji nie było, Armia Czerwona wkroczyła nie na polskie ziemie, ale na Białoruś i Ukrainę i to w celu ochrony własnych obywateli, bo przecież „polski rząd uciekł”. Do dzisiaj w rosyjskiej szkole uczy się, że II wojna światowa rozpoczęła się wraz z rozpoczęciem operacji „Barbarossa” (uderzenie Niemców na ZSRR w czerwcu 1941 r.).  

Niejako w odpowiedzi na narrację Amerykańską, zaangażować się w promocję własnej wersji historii musiały także Niemcy. Dzisiaj już nie poprzestaje się na zrzucaniu winy na mitycznych „nazistów”, którzy – w jakichś bliżej nieokreślonych okolicznościach – przejęli kontrolę nad wspaniałym narodem potomków Goethego, Wagnera, Nietschego czy Hegla. Dzisiaj w grach komputerowych o II wojnie światowej zabronione jest nawet używać symboli nazistowskich – rzekomo w ramach walki z promocją systemów totalitarnych. W praktyce prowadzi to do poważnego ograniczenia wiedzy na temat III Rzeszy wśród młodego pokolenia. O absurdach przekształcania prawdy historycznej niech świadczy zaproszenie na obchody okrągłej rocznicy lądowania w Normandii kanclerz Niemiec, Angeli Merkel. Można więc zapytać, kto bronił w tamtym czasie umocnień na plaży Omaha? Niemcy?

Holokaustionizm

Nie mniej interesujące jest budowanie legendy  – czy w tym przypadku hagady – przez współczesny Izrael. Zaskakujące, jak z pozycji niechęci, czy wręcz wstydu, jakim było przywoływanie historii Holokaustu, Izrael przeszedł do ustanowienia opowieści o czasie zagłady jako mitu założycielskiego swojego państwa.

A o tym, że jest to historia dość osobliwa, najlepiej wiemy my, Polacy. Jesteśmy w niej bowiem przedstawiani jako mordercy Żydów, współpracownicy Hitlera, twórcy „warunków stanowiących doskonały grunt do przeprowadzenia Holokaustu”, a jako jedyne ofiary całej II wojny światowej wskazywani są europejscy Żydzi.

Skalę i rozmach z jakim promuje się taką wersję historii alternatywnej, ujawnił jeden z najsłynniejszych współczesnych historyków, Norman Davies. Niedawno dowiedzieliśmy się bowiem w jakich okolicznościach nie otrzymał on stanowiska kierownika katedry Historii Europy Wschodniej na Uniwersytecie Stanforda. Kiedy wydawało się, że wszystko jest już załatwione (Davies wygrał konkurs na stanowisko, planował zakupić dom na kampusie) jakieś „niewidzialne siły” w postaci anonimowych telefonów doprowadziły do tego, że brytyjski historyk nie zagościł w Kalifornii na stałe.

Dopiero po jakimś czasie uczony dowiedział się, że chodziło o jego… stosunek do relacji polsko-żydowskich, a zwłaszcza o przypominanie prawdy o Polakach ratujących Żydów za cenę własnego życia i życia swoich rodzin. Davies opisuje zjazd historyków w Londynie, podczas którego niewygodnymi pytaniami non-stop stop kontestował jedyną słuszną wykładnię (że bez Polaków holokaust by się nie udał). „Byłem na tym spotkaniu trudnym człowiekiem, takim trudnym uczniem, który kwestionuje to, co mówi nauczyciel. Przeszkadzałem, bo z całego spotkania miało wyniknąć, że Polska była historycznym ośrodkiem antysemityzmu, w związku z czym zasadne jest określanie Polaków mianem antysemitów. Zakrzyczano mnie. Usłyszałem: Siadaj! i polonofil” – wspomina spotkanie z 1974 roku.

Teraz Polska!

Najwyższy czas, by również Polska – kraj aspirujący do roli podmiotu na arenie międzynarodowej – posiadał swoją opowieść. I tu zwracam się do tych, którzy chcą zarzucić autorowi promocję kłamstwa – wcale nie chodzi o fałszowanie prawdy historycznej, ale o skupienie się na budowaniu historii pozytywnej. A taką buduje się głównie za pomocą popkultury.

Od wielu lat polscy patrioci powtarzają, że życiorysy wybitnych Polaków to scenariusze na niejeden „hollywoodzki” film; tu wystarczy chociażby wspomnieć działalność Witolda Pileckiego, Ojca Kolbego, Cichociemnych, polskiego wywiadu w międzywojniu, wrócić – niczym Henryk Sienkiewicz – do barwnych i burzliwych czasów I Rzeczpospolitej, kiedy walcząca z ryngrafami z Matką Bożą najlepsza ówczesna jazda – Husaria, dosłownie zmiatała wrogów ze swojej drogi, pokazać przywdzianych w lśniące zbroje rycerzy pod Grunwaldem, przybliżyć szlachetny, wynikający z nauki Kościoła rycerski etos. Przykłady chwalebnych i szlachetnych postaci z naszej historii jest aż nadto. Dzisiaj nie możemy także narzekać na brak twórców z wizją i talentem. Potrzeba jedynie środków i mądrej, przemyślanej promocji. Muzeum Polaków ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów to krok w dobrą stronę, lecz…mało spektakularny – potrzeba czegoś, co dosłownie – wgniecie przeciętnego obcokrajowca w fotel. Tym bardziej, że my, Polacy, możemy swoją narrację budować nie na kłamstwach, ale na prawdzie. Pytanie tylko, kiedy się wreszcie zdecydujemy robić to naprawdę skutecznie. 

Piotr Relich

[Wybrane wypowiedzi internautów pod w/w tekstem na stronie źródłowej:]

Budowanie polskiej narracji historycznej nie musi nic kosztować a nawet można na nim sporo zaoszczędzić. Wystarczy przestać finansować z pieniędzy polskich podatników instytucji wrogich Polsce i uprawiających antypolską propagandę tak jak np. Muzeum Polin oraz antypolskie produkcje filmowe vide “Ida” – tym już zajmuje się Hollywood.
Zbyszek

Wszystko to prawda. Szczególnie potężną bronią jest film i książka, aczkolwiek po tę drugą już niewielu sięga. Kto jednak miałby takie filmy robić, sponsorować, reklamować, rozpowszechniać? Przecież ci, którzy mają środki w większości nie są polonofilami, często wręcz- polonofobami. Nie cierpię takich słów, ale wpasowują się one w dzisiejsze nazewnictwo. A niektórzy zwracają uwagę tylko na wyrazy o takich zakończeniach.
L

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=110615 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]