Rammstein „DEUTSCHLAND” – Tomasz Gabiś

Aktualizacja: 2019-11-10 3:47 pm

Pesymista to człowiek, który opłakuje przyszłość
Isabelle C. Dickson

Po dziesięciu latach, wiosną tego [2019] roku, powróciła na rynek muzyczny, znana na całym świecie (popularna zwłaszcza w USA), niemiecka grupa Rammstein. I to powróciła w swoim stylu – głośno i prowokacyjnie. Ogłoszony już przed laty „niemieckim kulturalnym towarem eksportowym nr 1” zespół wydał nową płytę, której ukazanie się poprzedził zamieszczony na jutubie wideoklip pt. „Deutschland”; zawitał na kanale 28 marca i w ciągu tygodnia osiągnął (według kryteriów jutuba) kilka milionów wyświetleń – do końca czerwca ponad 63 miliony. Wielki „come back” Rammsteinu, starannie przygotowany pod względem marketingowym udał się znakomicie (gorąco zachęcam do obejrzenia wideoklipu – https://www.youtube.com/watch?v=NeQM1c-XCDc).

Występy grupy to zawsze sceniczny performance. Członkowie zespołu w archaicznych quasi-uniformach, skórzanych kamizelkach nabijanych ćwiekami, w ciężkich sznurowanych wojskowych butach wmaszerowywali na scenę z flagami, pochodniami, wystawiając heavy-metalową operetkę z pirotechnicznymi pokazami i innymi efektami specjalnymi – sceptycy podejrzewają, że pirotechniczne sztuczki, dym i decybele mają odwrócić uwagę słuchaczy od niezbyt wyrafinowanej muzyki.

Rammstein gra „teutońskiego rocka”, inscenizuje swoje muzyczno-sceniczne „ja” ogrywając klisze i stereotypy niemieckości, nakłada turboniemiecki kostium, prezentuje to, co świat uważa za „typisch deutsch”, ale ewidentnie przerysowane, na granicy autokarykatury jakby członkowie zespołu odgrywali „niemieckich mężczyzn”, bohaterów znanej książki Klausa Theweleita Męskie fantazje – owe „postacie ze stali” i „zmaszynizowane ciała” . Stylizują się na hipermaskulinistycznych, agresywnych, drapieżnych „brutalos”, by ten wizerunek skontrastować sentymentalnymi wstawkami , liryczną melancholią, przyprawić go odrobiną mistyki i ubarwić rekwizytami z niemieckiego romantyzmu. Ponieważ w RFN „nazi card“ jest zawsze kartą biorącą , w wideoklipie do singla Stripped (1998) użyli fragmentów słynnego filmu Leni Riefenstahl Olimpia. Jeśli do tego wszystkiego dodać gardłowe „r” wokalisty Tilla Lindemanna, brzmiące jak u spikera kronik filmowych (Wochenschau) okresu Trzeciej Rzeszy, to nie dziwi, że „liberalni” żurnaliści dość rutynowo zarzucali członkom zespołu gloryfikację przemocy, „kryptonacjonalizm“ i odwoływanie się do „faszystowskiej” estetyki, czemu ci , tak samo rutynowo, zaprzeczali.

Warto mieć też na uwadze, że, wywodzący się z punkowej sceny w NRD, Rammstein to nie tylko zespół muzyczny, to globalna marka i całe, wielkie przedsiębiorstwo rozrywkowe. Od 25 lat należy do wytwórni Universal Music, która należy do konglomeratu medialnego Vivendi z siedzibą we Francji. Ich mega-koncerty to megaspektakle (coś w rodzaju Gesamtkunstwerk dla mas) wymagające dobrze przemyślanej logistyki i zgranej rzeszy współpracowników.

* * *

Dwa dni przed umieszczeniem wideoklipu „Deutschland” na jutubie Rammstein „wrzucił na fejsa” jego zwiastun – czterech więźniów w obozowych pasiakach na szubienicy: homoseksualista, Żyd, więzień polityczny i jeden o niejasnym statusie. Prowokacja chwyciła, o wideoklipie natychmiast poinformowała bulwarówka „Bild”. Znane osobistości życia publicznego zarzuciły zespołowi bagatelizowanie i trywializowanie zbrodni, szkodzenie niemieckiej kulturze pamięci, cyniczne wykorzystywanie cierpienia i śmierci do celów reklamowych i komercyjnych. Historyk Michael Wolffsohn określił postępowanie zespołu jako „formę profanacji zwłok“. Zwiastun posłużył jako wabik, wywołał „skandal”, dobrze naoliwiona maszyneria marketingowa została puszczona w ruch, grunt pod wejście na jutuba z całym wideoklipem – przygotowany.

* * *

Nad wyprodukowaniem wideoklipu musiał pracować zespół profesjonalistów, dopracowujący szczegóły. Reżyseria, scenariusz, aktorzy, statyści, dekoracje, kostiumy (na końcu napisy jak w pełnometrażowym filmie). Wszystko to kosztowało dużo czasu i pieniędzy. Trwający 9 min.22 sek. film jest szaleńczym galopem przez 2000 lat niemieckich dziejów. Ma zaburzoną strukturę chronologiczną, miesza płaszczyzny czasowe, sceny i wątki powtarzają się i przenikają, sceny realistyczne przeplatają się z symbolicznymi, fantastycznymi, alegorycznymi. Zaczyna się od bitwy pod Idistaviso (16 r. po Chr. ) a kończy zamieszkami ulicznymi i płonącymi barykadami w RFN.

Członkowie Rammsteinu wcielają się w kolejne emblematyczne figury; przez etapy i stacje niemieckiej historii prowadzi widza, personifikująca „niemieckiego ducha”, Germania grana przez czarnoskórą Ruby Commey z Berliner Ensemble, która zmienia przebrania, kostiumy i uniformy : germańska szamanka, królowa na czele rycerstwa, czarownica, funkcjonariuszka SS (jednooka „Nazi Domina”), oficerka Stasi, ofiara uprowadzenia przez terrorystów RAF-u itd. Na muzyczne intro wybrano „Our Darkness” Anne Clark, zapowiadające, że oto zanurzamy się w ciemność niemieckiej historii; większość postrzępionej akcji – dodajmy – rozgrywa się w ciemnościach, w półmroku, przy pochodniach lub w sztucznym świetle, w kryptach i podziemiach. Film, jako mroczny „Deutschland-show”, pokazuje wyłącznie „dark side of German history”: przemoc, okrucieństwo, zepsucie moralne, patologie, katastrofy, bratobójcze konflikty.

Charakterystyczne, że pominięto zwycięską bitwę w Lesie Teutoburskim (9 r. po Chr.) zaliczaną w poczet wielkich narodowych mitów – co ciekawe w niemieckiej wikipedii figuruje ona jako „bitwa Warusa” a nie „bitwa Hermanna Cheruska”: to mniej więcej tak jakbyśmy w Polsce naszą zwycięską bitwę pod Grunwaldem nazwali zamiast „bitwą Jagiełły” „bitwą Ulricha von Jungingena” – co byłoby oczywistym przyjęciem perspektywy zwyciężonego wroga. Widzimy jedynie krajobraz po bitwie w Lesie Teutoburskim oczami rzymskich legionistów przybyłych, by stoczyć bitwę pod Idistaviso. Na drzewach wiszą trupy ich kolegów, którzy dostali się do niewoli i zostali przez „barbarzyńców” złożeni w ofierze Wotanowi, a czarnoskóra germańska szamanka-wojowniczka odrzyna nożem głowę legioniście, zapewne Warusowi. Tym samym z heroicznego narodowego mitu założycielskiego, który był natchnieniem dla walki wyzwoleńczej przeciwko obcym potencjom – np. w walce przeciwko Napoleonowi – ostała się barbarzyńska masakra, która powodem do chwały ani patriotyczną inspiracją być nie może.

* * *

„Deutschland” będący swego rodzaju dystopią rzutowaną w przeszłość, jest utworem wieloznacznym, otwartym na różne interpretacje i nadinterpretacje. W zależności od światopoglądu odbiorca może różnorako odczytywać znaczenia jego symboli, ba, wpisywać weń własne oczekiwania i utwierdzać się we własnych przekonaniach. Na przykład z punktu widzenia „prawdziwych Niemców” hałas medialny, jaki wybuchł wokół wideoklipu miał ten skutek, że na kilka tygodni udało się skierować uwagę wielu obywateli w przeszłość, odciągając tym samym od palących problemów współczesności i od machinacji na szczytach władzy. Ataki na zwiastun to w rzeczywistości „ustawka”, żeby podbić zespołowi klikalność. Całą akcję należy też widzieć, zdaniem „prawdziwych Niemców”, w kontekście zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego – chodziło o pokazanie zagrożenia ze strony „nacjonalizmu” w ramach kampanii przeciwko Alternatywie dla Niemiec.

Według „prawdziwych Niemców” „Deutschland” jest jeszcze jednym z niezliczonych przykładów pedagogiki wstydu, opluwa i zohydza wszystko co autentycznie niemieckie. W filmie nie ma nic, absolutnie nic, za co można by kochać własny kraj, żadnego dobra, żadnego piękna, żadnej prawdy, nic wartościowego, z czego Niemiec mógłby być dumny. Nieobecne są pierwiastki heroiczne i martyrologiczne. Twórcy wideoklipu odmawiają Niemcom prawa do jakiejkolwiek pozytywnej narodowej identyfikacji, do, choćby szczątkowej, narodowej dumy. Kiedy pokazują mnichów, których można po habitach rozpoznać albo jako benedyktynów albo augustianów (zakon Lutra), to nie są to ani „budowniczowie Europy”, ani współtwórcy protestantyzmu jako siły kulturotwórczej w Niemczech i w Europie, lecz obrzydliwe typy obżerające się kiszoną kapustą i „wurstem”, a do tego bratające się z SA-manami – sugestia, że nie istnieją żadne niemieckie tradycje religijne i duchowe warte kontynuowania.

Kiedy twórcy „Deutschland” prezentują osiągnięcia niemieckiej techniki, wybierają niszczycielskie rakiety (aluzja do V1 i V2), do tego okupione cierpieniem i śmiercią pracujących więźniów ; kiedy demonstrują sterowiec to tylko dlatego, że lot zakończył się katastrofą – realnie płonie sterowiec, zaś symbolicznie osoba, której imię nosił – feldmarszałek i prezydent Hindenburg, czyli, jak interpretują scenę „prawdziwi Niemcy”, płonie postać wielkiego Niemca, żarliwego patrioty – w ostatnich latach w ramach „denazyfikacji” zmienia się nazwy ulic noszących jego imię (tych, które jeszcze przetrwały). W scenie z więzienia pojawia się Germania jako zwierzchnik feldmarszałka Hindenburga, cesarz Wilhelm II, właściwie ex-cesarz, bo po abdykacji, wyglądający nieco groteskowo w paradnym uniformie, złotym szamerunku i pióropuszu. Aby w symbolicznym skrócie przedstawić NRD, można było pokazać np. budowę i upadek muru berlińskiego, tymczasem w filmie NRD reprezentowana jest przez partyjno-policyjno-wojskową naradę, zamieniająca się w pijacką orgię, w trakcie której jeden z funkcjonariuszy napastuje seksualnie psa.

To, że nie występują obrazy represji aparatu bezpieczeństwa, że nie pokazano ofiar reżimu komunistycznego, zgodne jest z oficjalnym dyskursem, którego strażnicy dbają pilnie o to, aby nic nawet odrobinę nie przesłoniło Trzeciej Rzeszy i jej niegodziwości, obrazowanych przez scenę egzekucji więźniów. Jedyny czyn, z którego Niemcy mogą być dumni to zemsta na oprawcach : powieszeni więźniowie obozu „zmartwychwstają” jako mściciele i rozstrzeliwują swoich niemieckich katów, wśród nich czarną Germanię paradującą w esesmańskim mundurze. Oznacza to, że współczesnemu Niemcowi wolno być jedynie „antyfaszystą”, co dzisiaj równoznaczne jest – według „prawdziwych Niemców” – ze zwalczaniem wszystkiego, co „prawdziwie niemieckie”, patriotyczne, narodowe, tradycyjne.

Rammstein swoim teledyskiem pluje w twarz każdemu Niemcowi wiernemu narodowi i ojczyźnie; popularyzowany przez zespół patetyczny hurraantypatriotyzm, negatywny nacjonalizm, etnomasochizm prowadzi do tego, że nikt już nie powie: „Jestem dumny, że jestem Niemcem” a jedynie „Wstydzę się, że jestem Niemcem i jestem dumny z tego, że się wstydzę” . W sytuacji, kiedy nie znajdują żadnego oparcia dla pozytywnej tożsamości narodowej, wielu ludzi – ubolewają „prawdziwi Niemcy” – zrywa z samą ideą narodową, co najlepiej manifestuje się w ideologii politycznej najbardziej radykalnych grup tzw. anty-Niemców, młodych ludzi krzyczących na demonstracjach i piszących na transparentach Deutschland verrecke! (Niemcy sczeźnijcie !), Nie wieder Deutschland! (Nigdy więcej Niemiec!) , Deutsche raus! (Niemcy won!). Na pytanie , czy kochają swoją ojczyznę, odpowiadają: „nie jesteśmy nekrofilami”. Ich hymnem jest piosenka punkowej grupy Slime Deutschland muß sterben, damit wir leben können (Niemcy muszą umrzeć, abyśmy my mogli żyć), której tytuł jest odwróceniem wersu pochodzącego z patriotycznego wiersza Soldatenabschied Heinricha Lerscha z 1914 roku: „Niemcy muszą żyć, choćbyśmy my mieli umrzeć”. To takie wideoklipy jak „Deutschland” Rammsteinu tworzą atmosferę, w której w Dreźnie, na demonstracjach przeciwko „prawdziwym Niemcom” oddającym hołd ofiarom bombardowania miasta, wznosi się transparent z napisem Bomber Harris do it again!

Dlaczego Germania jest czarna? Nie tylko dlatego, że w zamyśle twórców jej czerń ma wyobrażać czerń historii Niemiec. Stosują oni – zdaniem „prawdziwych Niemców” – praktykę obsadzania czarnych aktorów filmowych i teatralnych w rolach białych bohaterów zakorzenionych w tradycji europejskiej historii i kultury. Wymienić tu można Joannę d’Arc odgrywaną przez Mulatkę Mathilde Edey Gamassou, czy też wprowadzenie wizerunków czarnej Marianny. „Susłowowie” panującej ideologii (anty)rasizmu i (anty)rasistowskiej polityki tożsamości pragną w ten sposób zablokować możliwość identyfikacji rdzennych Europejczyków z tymi postaciami, dewaluując „białość” a gloryfikując rasową „odmienność”. Czołowym reprezentantem tego nurtu w malarstwie jest murzyński malarz z USA Kehinde Wiley, który przerabia klasyczne obrazy malarstwa europejskiego wymieniając białe postaci na czarne.

Zdaniem „prawdziwych Niemców”, Rammstein zawsze był i pozostał na antypatriotycznej lewicy, zawsze płynął głównym nurtem, zawsze w doskonałej symbiozie z mediami. Jego prowokacje były płaskie i nudne, to jedynie pseudo-prowokacje typowe dla współczesnych masowych liberalnych demokracji – kazirodztwo, kanibalizm, nekrofilia, piromania, BDMS itp. Żadnych rzeczywistych tabu zespół naprawdę nigdy nie łamał, jest produktem i wyrazicielem „liberalizmu” oraz nihilizmu. Z taką, pod względem muzycznym mało oryginalną, „establishmentową”, konformistyczną kapelą „prawdziwi Niemcy” nie chcą mieć nic wspólnego.

* * *

Zupełnie inaczej niż „prawdziwi Niemcy” odebrali wideoklip ich przeciwnicy, „post-Niemcy”, czyli bardziej umiarkowana odmiana „anty-Niemców”. Powitali go z ogromnym entuzjazmem jako film „antynacjonalistyczny“, „antytożsamościowy” i „antyfaszystowski”, bezlitośnie odsłaniający i piętnujący ciemne strony niemieckiej historii, o których stale należy przypominać i z nimi się rozliczać. Przemoc, o której gloryfikowanie oskarża się czasami zespół, to nie heroiczna przemoc w służbie narodu czy imperium, nie przemoc mająca dopomóc rzekomemu Dobru w tryumfie, lecz przekleństwo złego czynu, który ciągle na nowo rodzi zło – oto prawdziwa historia Niemiec. I ją właśnie wizualnie udokumentował Rammstein. Wideoklip jest kamieniem milowym w rozwoju niemieckiej świadomości zbiorowej; trafił, zdaniem „post-Niemców”, idealnie na moment ofensywy „prawicowego populizmu”, może być skutecznym lekarstwem przeciwko Alternatywie dla Niemiec, przeciwko starym i nowym „nazistom”. Filmik najchętniej widzieliby „post-Niemcy” jako obowiązkowy materiał na lekcjach historii, którego edukacyjny walor dla wychowanego w obrazkowej popkulturze młodego odbiorcy jest nie do przecenienia.

Jeśli chodzi o początkowe sekwencje odnoszące się do bitwy w Lesie Teutoburskim i do bitwy pod Idistaviso, to zdaniem „post-Niemców”, zwycięstwa germańskich wojowników należałoby raczej opłakiwać, ponieważ stanowiły one w rzeczywistości klęskę rzymskiej misji cywilizacyjnej w Europie Środkowej: gdyby Germanie nie pokonali rzymskich legionów, gdyby obszary Germanii uległy latynizacji, w 1933 roku Adolf Hitler nie doszedłby do władzy.

Duże uznanie w oczach „post-Niemców” znalazło obsadzenie czarnoskórej Comney w roli Germanii. „Prawdziwych Niemców” marzących o hożej blond-dziewoi z orłem Rzeszy na piersi, spotkała przykra niespodzianka: dostali Murzynkę, która reprezentuje wyzyskiwaną, kolonizowaną Afrykę przybywającą dziś, w postaci mas imigrantów, do Europy. „Znegryzowanie” Germanii jest niszczącym ciosem w ideologię „aryjskości” i „etnicznej homogeniczności”. „Prawdziwi Niemcy” doprowadzeni do furii, „tożsamościowcy” i „rasiści” pienią się z wściekłości. Brawo Rammstein! Heil Black Queen!

* * *

Pewna grupa odbiorców wideoklipu „Deutschland”, doszukuje się w nim uniwersalnego przesłania i krytyki współczesności ukrytej pod historycznym kostiumem. Zdaniem tych „aktualizatorów”, teledysk opowiada o współczesnych Niemczech z ich dekadencją, arbitralnością rządzących, przemocą na ulicach i w kinie. Quasi-kanibalistyczne „wielkie żarcie” w wydaniu średniowiecznych mnichów symbolizuje zarówno powszechny dziś konsumpcjonizm, jak i obecny stan dzisiejszych instytucji kościelnych, które zatraciły ducha, żyją z podatków, stały się de facto częścią aparatu partyjno-państwowego RFN. Pod stołem, na którym spoczywa, obłożona typowo niemieckimi kulinariami, Czarna Germania, kłębią się, zamknięci w czymś na kształt akwarium „niewolnicy”, bijący się o ochłapy; ich maski sado-maso sugerują, że są seksualnymi niewolnikami klasy panującej. „Ciało narodu” jest pożerane przez pasożytnicze elity, naród niemiecki (Volk) był i jest niewolony, oszukiwany, zdradzany przez klasy rządzące. Eleganccy bankierzy, przedstawiciele wielkiego kapitału z uśmiechem obstawiają wynik walki bokserów (obozów polityczno-ideologicznych), spokojni, kiedy płonie sterowiec, zarobią nawet na katastrofie.

Scena palenia czarownicy na stosie mówi w rzeczywistości o eliminowaniu ze sfery publicznej ludzi nie poddających się dyktaturze poprawności politycznej, scena z paleniem książek ma kierować uwagę widza na rozmaite współczesne formy cenzury i ograniczania wolności słowa. Germania wydaje na świat psie szczenięta, co można odczytywać jako aluzję do faktu, że Niemki rodzą coraz mniej dzieci, przedkładając nad nie swoich psich ulubieńców. Motyw szczeniącej się Germanii widzieć należy w kontekście sprawy byłego członka zarządu Tureckiego Stowarzyszenia Rodziców w Hamburgu niejakiego Malika Karabuluta, który w 2016 roku na fejsbuku nazwał Niemców „rasą kundli”. Pewien Niemiec poczuł się tym obrażony i doniósł na niego do prokuratury, że „podżega do nienawiści na tle narodowościowym”. Jednak prokuratura śledztwo umorzyła , czym dowiodła, iż sama jest „skundlona”, gdyby bowiem ktoś w Niemczech nazwał Żydów, Turków czy Murzynów „rasą kundli”, to grzywna lub więzienie by go nie ominęły. Germania rodząca psie szczenięta jest symbolem samoskundlenia Niemców. Na to samo wskazuje scena, w której Czarna Domina stoi nad mężczyznami posuwającymi się na czworakach niczym psy.

Znacząca jest także, według „aktualizatorów”, postać, asystującego przy powiciu psich szczeniąt, mężczyzny w purpurze. Tym akuszerem bardziej niż katolicki kardynał, jest ubrany w swoją czerwoną togę członek Trybunału Konstytucyjnego – to sędziowie Trybunału są dziś prawdziwymi „kardynałami”, czuwającymi, wraz z Urzędem Ochrony Konstytucji, żeby potulne psy (skundleni Niemcy) nie zamieniły się w „wilczych” wrogów konstytucji.

Germania zostaje uprowadzona przez terrorystów z RAF, czyli ideologicznych fanatyków, będących stale aktualnym zagrożeniem, Germania jedzie na wózku inwalidzkim – niepełnosprawne, na wpół sparaliżowane Niemcy, Germania z pięcioma brytanami, a za nią pięciu uzbrojonych po zęby policjantów-antyterrorystów – symbol państwa policyjnego, na czele którego stoi dzisiaj niemiecka Wielka Czarna Mamuśka („czarni” to określenie chadeków), czyli kobiecy wódz Angela Merkel. Kiedy zawiedzie policja, do akcji wejdzie armia – na ulice miasta ogarniętego przez zamieszki wjeżdża czołg Bundeswehry Leopard.

Naczelne przesłanie wideoklipu jest, według „aktualizatorów”, następujące: Niemcy są swoim własnym największym wrogiem. Obca potęga pojawia się tylko raz w początkowej sekwencji; w wideoklipie nie umieszczono ani jednej sceny batalistycznej z pierwszej lub drugiej wojny światowej. Są tylko Niemcy przeciwko Niemcom, Niemcy, którzy ruszają na siebie i nawzajem się wyrzynają. Do walki prowadzi ich Czarna Walkiria, raz zabija i zagrzewa do przemocy, innym razem sama jest ofiarą – zjadana, palona, uprowadzana, ale nie przez wrogów zewnętrznych, tylko przez kolejne grupy i obozy wyłaniające się z niemieckiej historii. Germania jest albo przedmiotem, o który walczą, albo podmiotem inicjującym konflikt – wskrzesza wojowników, aby jeszcze raz rzucili się sobie do gardła. Ostateczny rezultat tej zaciekłej, w sumie bratobójczej, walki pokazuje końcowa sekwencja: Czarna Germania panuje nad ruinami Niemiec. Deutschland kaputt, „Niemcy likwidują się same” (Thilo Sarrazin). W końcówce Germania płacze nad Niemcami. Według „aktualizatorów” „Deutschland” ma stać dla Niemców przestrogą, pragnie ich obudzić z letargu, pobudzić do myślenia i działania.

* * *

Wieloznaczność i niejasność symboliki wideoklipu, nakładanie się na siebie miejsc i epok, mieszanina historii i mitu, anachronizmy, nasycenie aluzjami i odniesieniami do historii oraz współczesnej kultury, wywołały na plan „deszyfrantów” starających się odgadnąć znaczenie nawet najdrobniejszych, często zagadkowych, szczegółów.

W początkowej sekwencji pojawia się napis „Germania Magna. 16 A.D”. Datę umieszczono w formie „16 A.D.” a nie zgodnie z konwencją „A.D.16”, co odczytać można jako wskazówkę, iż opowiedziana historia będzie historią odwróconą, czy raczej wywróconą na lewą stronę, czyli opowieścią o „niemieckiej odrębnej drodze” (Sonderweg).

W tle obozowej egzekucji widać startujące rakiety, przy produkcji których wykorzystywano pracę więźniów, może to się kojarzyć z rakietami V1 i V2, tyle że tutaj startują ono pionowo jak stworzone dopiero po wojnie w USA rakiety Saturn V – rakiety V1 i V2 były wystrzeliwane z poziomej rampy startowej. Łącznikiem pomiędzy oboma typami rakiet jest Werner von Braun.

Spożywanie Germanii może mieć odniesienie do artystycznego wydarzenia zorganizowanego w 2011 r. w Museum of Contemporary Art (MoCA) w Los Angeles, w trakcie którego śpiewała Deborah Harry z nieistniejącego już zespołu Blondie, a następnie podano ciasta uformowane na naturalnej wielkości nagie ciała Deborah Harry i Mariny Abramović, które krojono długimi nożami i serwowano gościom.

Przez cały film przewija się odcięta głowa (w tej roli głowa Tilla Lindemanna); najpierw jest to odcięta przez Germanię głowa Warusa, następnie Germania namiętnie całuje głowę, trzyma ją na kolanach, przykłada do niej pistolet. Jest to niewątpliwe nawiązanie do biblijnej Judyty obcinającej głowę Holofernesowi, a ponadto do Salome z głową Jana Chrzciciela. Wspomniany wyżej murzyński malarz Kehinde Wiley namalował (według Caravaggia) obraz, na którym czarna kobieta trzyma w ręku obciętą głowę białej kobiety. Może to być też odniesienie do znanej fotografii zrobionej w 1945 r. w Berlinie przez korespondenta agencji TASS Jewgenija Chaldeja, przedstawiającej żołnierza sowieckiego trzymającego pod pachą, odrąbaną z pomnika, głowę Adolfa Hitlera. Przed kilkunastoma laty zdarzyło się, że pewien młody człowiek urwał głowę woskowej figurze Hitlera w berlińskim gabinecie Madame Tussaud. Z kolei Kathy Griffin sfotografowała się z obciętą głowę Donalda Trumpa („amerykańskiego Tweetlera”).

„Deszyfranci” zwracają uwagę na to, że jeden z walczących bokserów ma kastet na jednej ręce, drugi na obu. Co to może znaczyć? Dlaczego postaci grane przez Lindemanna mają kółko w nosie? Czyżby aluzja do książki Armina Mohlera Kółko w nosie. W gąszczu rozrachunku z przeszłością opisującej sposoby politycznej instrumentalizacji tytułowego „rozrachunku z przeszłością”? Co oznaczają czerwone promienie, pod koniec filmu niczym gromy rzucane przez bogów na ziemię? Dlaczego Germania ma opaskę raz na jednym, a raz na drugim oku, tak jakby była ślepa raz na lewe, raz na prawe ? W opasce na oku występują gwiazdy popu np. Madonna, co podobno ma jakieś odniesienia do kabały. Wśród „deszyfrantów” są i tacy, którzy uważają, że na bardzo głębokim poziomie odnaleźć można w wideoklipie właśnie wątki kabalistyczne, dokładniej rzecz biorąc, kabały luriańskiej, wprowadzone na zasadzie „inside jokes”. Czarna Germania to według nich nie kto inny jak Szechina. Jednak Szechina –zwracają uwagę inni „deszyfranci” – ma w siatce symbolicznych odniesień swój kontrapunkt w postaci „pierwszej Ewy” – mrocznej Lilith. To raczej żądna krwi wojów, demoniczna Lilith lepiej oddaje ładunkiem asocjacji postać czarnej Germanii, będącej jej awatarem.

Zanim Czarna Germania stanie się „suką” i się oszczeni, zstępuje z wysokości jako Lucyferzyca – kto w takim razie jest ojcem szczeniąt? Czyżby Germania kopulowała z wilkiem Fenrirem? Czy ze sparzenia się funkcjonariusza Stasi i psa narodzi się „psi Niemiec”? Dlaczego mężczyźni stojący obok rodzącej Germanii noszą ochronne kombinezony, jakby bali się, że zostaną zainfekowani? Ale czym? Scenę narodzin psich szczeniąt, w której występują takie elementy jak aureola nad głową Germanii, krzyż, zwierzęta i postać niby-biskupa niektórzy „deszyfranci” odczytują jako bluźnierczą parodię narodzin Jezusa w Betlejem, przedstawiającą narodziny antychrysta lub innego demona. Jest to też nawiązanie do sceny porodu w Dziecku Rosemary Romana Polańskiego.

Germania odlatuje w kosmos w kryształowym sarkofagu, wnoszonego na początku przez astronautów do bazy okrętów podwodnych. Martwa czy tylko śpiąca jak Królewna Śnieżka w szklanej trumnie? Czy może złożono ją do szklanego sarkofagu niczym „wiecznie żywego” Lenina? Czy będzie krążyć w nieskończoność po orbicie czy też obudzi się, powróci i wszystko zacznie się od początku, w kolejnym cyklu. Jesteśmy w pętli czasu, w kółko można puszczać teledysk, którego tytuł „Deutschland” i końcowy napis „Ende” zapisane są w renesansowej teksturze wywołującej dziś, ze względu na podobieństwo do szwabachy, automatyczne skojarzenie z niemieckością. Czy więc „Niemcy” i „koniec” mają się jakoś łączyć? Finis Germaniae? A może Finis Germania (co można tłumaczyć jako „Germania czasu końca”), jak brzmi tytuł wydanej pośmiertnie w 2017 roku książki zmarłego samobójczą śmiercią rok wcześniej socjologa i historyka Rolfa Petera Sieferlego, która „omyłkowo” trafiła na listę bestsellerów „Spiegla”? Pytania, na które nawet najbardziej dociekliwi „deszyfranci” nie znajdują jednoznacznej odpowiedzi. Czy jest przypadkiem, że reżyser teledysku Eric Remberg tworzy pod pseudonimem Specter Berlin? Wszak „specter” to „widmo” lub „upiór”? Czyli to „upiór” nakręcił teledysk o upiornej historii Niemiec! Ba, w pewnym momencie Germania ma na palcu pierścień z napisem „Specter”, taki sam, jaki w „w realu” nosi reżyser, co oznacza, że to z tą postacią Specter Berlin się identyfikuje.

* * *

Jeszcze inaczej podchodzą do wideoklipu „konserwatywni rewolucjoniści”. Uważają oni, że w przypadku zwiastuna nie było żadnej „ustawki”, a jedynie zręczne wykorzystanie mechanizmów rządzących sferą ideologiczno-medialną: znając, doskonale przewidywalne, reakcje zastawiono pułapkę na członków związku „zawodowych oburzonych”, aby zakpić z tych, którzy posiadają „copyright” na pewne tematy. Ciśnięto im gumową kość, a oni nie zawiedli, rzucając się na nią niczym pies Pawłowa, przez co się tylko ośmieszyli.

W scenie egzekucji umieszczono na szubienicy tabliczkę „Fotografowanie zabronione”, co jest oczywistą ironią, ponieważ masowe powielanie podobnych obrazów stanowi dziś normę, fotografowanie nie jest zakazane, przeciwnie, obowiązuje nakaz pamiętania i filmowego utrwalania, wszak żyjemy, by posłużyć się sformułowaniem Waltera Benjamina „w dobie masowej reprodukcji”. W tym kontekście „konserwatywni rewolucjoniści” zwracają uwagę na to, że teledysk jest postmodernistycznym fajerwerkiem cytatów i zapożyczeń z pop kultury, w tym autocytatów i przeróbek scen z innych wideoklipów Rammsteinu. Są też elementy ewidentnie farsowe np. Till (Dyl) Lindemann jako terrorysta-transwestyta. W scenie z więzienia jako statyści występują raperzy Olexesh, Manny Marc, Frauenarzt, DJ Maxxx i Harris, których obsadził , zapewne dla żartu, reżyser – autor rapowych filmów muzycznych, jak też klipów reklamowych np. Welcome To Farewell – A Blind Man’s Poem zrobiony na zlecenie koncernu Mercedes Benz Deutschland (https://www.youtube.com/watch?v=Rt2ITpeOQNQ). Jest tak, jakby twórcy brali wszystko w nawias, celowo nadawali teledyskowi umowny charakter gry, spektaklu w sztucznych dekoracjach – prawie wszystkie sekwencje rozgrywają się w zamkniętych pomieszczeniach, wewnątrz murów, ewentualnie w postindustrialnym pejzażu.

„Konserwatywni rewolucjoniści” uważają, że atakujący Rammsteina za scenę egzekucji, mieli realne powody do obaw. Zastosowano bowiem następujący zabieg: najpierw wyjęto scenę z całej „fabuły” eksponując ją w długim zwiastunie, następnie wprowadzono jako kilkusekundowe ścinki w „fabułę” filmu, przez co stała się tylko jednym z epizodów, zaczynającej się bitwą w Lesie Teutoburskim, historii narodu niemieckiego; pokazane w niej wydarzenie traci w ten sposób swoją wyjątkowość i unikalność – w całym teledysku wszystkie epizody stają się jednakowo ważne (lub jednakowo nieważne). Przypomnijmy tu, że przewodniczący Alternatywy dla Niemiec Alexander Gauland nazwał Rzeszę Hitlera „ptasią kupą” (Vogelschiß) na ponad 1000-letniej, pełnej wielu osiągnięć i sukcesów, historii Niemiec. Dzieje Niemiec przedstawione w teledysku można interpretować jako następujące po sobie „ptasie kupy” . Ponadto zamiast Auschwitz wybrano obóz Mittelbau-Dora, który był bardzo ciężkim obozem, ale jednak obozem pracy. I wreszcie egzekucji dokonuje się przez powieszenie, metodą znaną wszak ze wszystkich epok i kontynentów – w początkowej sekwencji widać Rzymian powieszonych na drzewach przez germańskich barbarzyńców. Wyeksponowanie tradycyjnej szubienicy jako narzędzia zadawania śmierci w związku z wydarzeniami z okresu II wojny światowej sprzyja relatywizacji i „historyzacji” tychże wydarzeń.

Rozpatrywane łącznie warstwa tekstowa i wizualna są wyrazem ambiwalencji i rozdarcia niemieckiej samoświadomości narodowej. Rammstein śpiewa: Niemcy – moje serce w płomieniach, chcę was kochać i przeklinać, Niemcy tak młode a tak stare, w duchu podzielone, w sercu zjednoczone, można was kochać i pragnąć nienawidzić, wasza miłość jest przekleństwem i błogosławieństwem, wiele płakałyście, od dawien dawna jesteśmy razem, nie chcę was nigdy porzucić.

„Post-Niemcy” podkreślają, że programowym „antynacjonalistycznym” hasłem jest deklaracja: „Niemcy – mojej miłości // nie mogę wam dać”, ale i tu kryje się pewna dwuznaczność, ponieważ, jeśli uwzględnić przerzutnię, pierwszy wers daje się odczytać (w oryginale) jako „Niemcy – moja miłość”. W refrenie piosenki padają słowa „Niemcy, Niemcy ponad wszystkich”, co jest, rzecz jasna, parafrazą pierwszego wersu niemieckiego hymnu zaczynającego się od słów „Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko w świecie”. Aby ich uniknąć, w RFN oficjalnie śpiewa się tylko trzecią zwrotkę. „Post-Niemcy”, nie mówiąc o „anty-Niemcach”, najchętniej w ogóle wprowadziliby całkiem nowy hymn. Tymczasem pierwotny sens słów wiersza Fallerslebena był jasny: „Niemcy [zjednoczone] ponad wszystko, ponad wszystko w świecie”, czyli dokładnie taki jak w zdaniu „kocham cię ponad wszystko w świecie”. Nie implikował hierarchii narodów, wyższości czy dominacji jednego narodu nad innymi. Kto zatem tak dezinterpretuje ten wers, fałszuje intencję poety, nieważne w jakim duchu to czyni: „tak, my jesteśmy ponad wszystkie narody, dobrze prawi poeta”, czy też „jakiż z poety szowinista, uważa, że górują nad wszystkimi innymi narodami”. W parafrazie ten, w obu przypadkach wypaczony sens, zostaje wyrażony wprost, wydobyty na powierzchnię – tak jakby autor tekstu, omijając nieoficjalną „cenzurę”, pragnął , aby powrócono do pierwotnego, prawdziwego znaczenia słów hymnu.

W interpretacji „konserwatywnych rewolucjonistów” pojawiające się w całym wideoklipie czerwone promienie skanują dzieje Niemiec. Mamy do czynienia z retrospektywną analizą niemieckiej historii obserwowanej z zewnętrznej perspektywy. Astronauci odwiedzający Ziemię biorą udział w archeologicznej ekspedycji badawczej, szukają obrazów i śladów zaginionego świata, odkrywają posągi niemieckich władców i bohaterów narodowych w rumowiskach zatopionej Atlantydy. Reprezentują nowoczesne społeczeństwo niemieckie, które z nadrzędnej perspektywy „po końcu”, śledzi własną historię i się z nią spiera. Oś czasu obróciła się bezpowrotnie, dzięki czemu Niemcy zyskują dystans wobec własnej historii, podchodzą do niej naprawdę krytycznie, ale „krytyczny” znaczy teraz – inaczej niż wcześniej, kiedy rozumiano go jako „samooskarżycielski” – różnicujący, historyzujący, relatywizujący, unieważniający obie skrajności: narodową autogloryfikację i narodowe samopotępienie. Słowa z refrenu „Niemcy, Niemcy ponad wszystkimi” można rozumieć w ten sposób, że Niemcy (Deutschland) jako idea polityczno-duchowa stoją ponad konfliktami o interpretację historii, ponad zwalczającymi się frakcjami, dążącymi do zdobycia hegemonii interpretacyjnej.

Jeśli chodzi o postać Czarnej Germanii „konserwatywni rewolucjoniści” zgadzają się z opinią, że chodziło także o to, aby obsadzając w tej roli Murzynkę, z góry uprzedzić atak zoologicznych antyrasistów, jednakże – w przeciwieństwie do „prawdziwych Niemców” – starają się ją zreinterpretować w duchu „nowego patriotyzmu”, wskazując na fakt, iż występuje ona w złocie i czerwieni ( imię aktorki Ruby oznacza „rubinowy”, „czerwony”) , co wraz z kolorem skóry daje barwy Niemiec (czarny-złoty-czerwony), symbolizuje zatem „wieczne” Niemcy.

Wszyscy – mówią „konserwatywni rewolucjoniści” – jesteśmy dziećmi Czarnej Germanii, przyjmujemy do wiadomości czerń naszej historii, akceptujemy jej jungowski cień, ale dla zachowania duchowej równowagi, musimy mieć też prawo do cieszenia się jasnymi stronami naszego narodowego bytu. „Konserwatywni rewolucjoniści” maja nadzieję, że zarówno hiperpatriotyzm „prawdziwych Niemców”, jak i negatywny patriotyzm „post-Niemców”, odchodzą w przeszłość.

Poprzez teledysk „Deutschland” Rammstein stał się w oczach „konserwatywnych rewolucjonistów” medium niemieckiej historii. Twórcy teledysku skupili się wprawdzie na jej ciemnych stronach, lecz nie uczynili tego w celu samooskarżania i samopotępiania, ale po to, by torować drogę „nowemu patriotyzmowi”, którego adherenci niczego złego, co zdarzyło się w ich historii, się nie wypierają, identyfikują się z całą historią narodu, jednak na moralne oskarżenia i bezustanne przypominanie dawnych win, powiedzą: Na und? (So what?)

Tomasz Gabiś

Źródło: nieco rozszerzona wersja tekstu, który ukazał się w „Arcanach” nr 148 (2019)

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: , , ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=110605 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]