Msza trydencka wcale nie wypiera Novus Ordo Missae

Aktualizacja: 2019-07-7 11:47 am

Tradycyjni katolicy są święcie przekonani o nieuchronności zwycięstwa w liturgicznych i doktrynalnych bojach jednak nie dojdzie do niego bez ewangelizacji. Tradycyjne społeczności są dla nas twierdzami, w których znajdujemy schronienie, lecz nie możemy zadowalać się życiem jedynie w obrębie ich murów. 

Wielu wiernych oraz księży wybierających Mszę trydencką uważa, że Novus Ordo umiera. Są powody, aby sądzić, że Kościół powróci do tradycyjnej liturgii. Ciekawych informacji dotyczących różnic między przekonaniami wiernych przywiązanych do liturgii łacińskiej a tymi, którzy uczestniczą w Novus Ordo Missae dostarcza badanie zrealizowane dla strony internetowej liturgyguy.com. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez ks. Donalda Klostera, dr Shę Balizet Fisher oraz Briana Williamsa pokazują, że tradycyjni katolicy surowo przestrzegają nauczania Kościoła w kwestii moralności, czego nie można powiedzieć o wiernych wybierających Novus Ordo. Na przykład: 99% tradycyjnych katolików twierdzi, że co tydzień uczestniczy we Mszy świętej, w porównaniu z jedynie 22% wiernych wybierających nową Mszę. Jeśli chodzi o kwestię akceptacji antykoncepcji to jest to odpowiednio 2% w pierwszej grupie respondentów oraz 89% w drugiej grupie.

Dane pochodzące z Center for Applied Research in the Apostolate (CARA), jednostki badawczej Konferencji Episkopatu USA, kreślą ponury obraz sytuacji. Od roku 1970, czyli od czasu, kiedy CARA zaczęło zbierać dane oraz kiedy wprowadzono NOM, liczba parafii w Stanach Zjednoczonych zmniejszyła się o 1000; liczba parafii bez stale posługującego kapłana wzrosła z 571 do 3533. Przybyło za to osób określających się jako „byli katolicy” – w tej statystyce zanotowano wzrost z 3,5 do 26,1 miliona. Natomiast spadła liczba księży – z 59192 do 36580. Widać w tych statystykach wyraźne spadki, które wskazują na poważne problemy wewnątrz samej instytucji jednak ci, którzy wieszczą koniec posoborowego Kościoła mogą być zawiedzeni.

Zauważyłem, że wierni funkcjonujący przez całe życie w obrębie tradycyjnych wspólnot oraz ci, którzy od dłuższego czasu pozostają poza orbitą oddziaływania Kościoła „głównego nurtu” zdają się mieć skrzywione pojęcie o rozmiarach tradycyjnej społeczności. To prawda, że liczba miejsc, gdzie celebrowana jest Msza trydencka stale rośnie, lecz warto spojrzeć na statystyki dla uzyskania odpowiedniej perspektywy. Dane pochodzące z CARA pokazują, że w Stanach Zjednoczonych jest 36580 księży, z czego 25254 to księża diecezjalni. Spośród nich zdecydowana większość (prawdopodobnie więcej niż 95%) sprawuje wyłącznie Novus Ordo Missae. Dla porównania, największe tradycyjne organizacje formujące księży, takie jak Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra, Instytut Chrystusa Króla, Instytut Dobrego Pasterza czy Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X skupiają w sumie około 1035 kapłanów na całym świecie . Statystyki przedstawiają się w następujący sposób: 25254 księży diecezjalnych w USA w stosunku do 1035 tradycyjnych kapłanów na całym świecie (W Polsce pracuje około 25 tys. samych tylko księży diecezjalnych – przypis UnaCum.pl). Autorzy wspomnianej wyżej ankiety przeprowadzonej dla liturgyguy.com zauważyli, że „co najmniej 489 niedzielnych Mszy jest celebrowanych dla tradycyjnych katolików na terenie całego kraju” a w każdą niedzielę 100000 wiernych w USA uczestniczy we Mszy trydenckiej.

Bez wątpienia te statystki pokazują znaczną poprawę kwestii uczestnictwa w tradycyjnej Mszy świętej. Jednak porównajmy 489 miejsc, gdzie dostępna jest Msza trydencka z ogólną liczbą 17000 parafii na terenie Stanów Zjednoczonych. Na liczbę 17000 parafii nie składają się wszystkie z 489 miejsc, gdzie celebrowana jest tradycyjna liturgia (jak na przykład placówki FSSPX), lecz nawet gdyby tak było, to liczba miejsc z łacińską Mszą stanowiłaby mniej niż 2,9% ogółu (w Polsce jest około 10400 parafii a 59 miejsc z tradycyjną Mszą coniedzielną – włączając w to placówki FSSPX, ostrożnie zakładając, że liczba miejsc z Mszą w Polsce to jakieś 12000, wówczas wskaźnik ten wynosi dla Polski 0,5% i jest sześciokrotnie niższy niż dla Stanów Zjednoczonych – przypis redakcji UnaCum.pl). W USA, w każdą niedzielę na Mszę wszechczasów uczęszcza około 100000 osób. Można powiedzieć, że tradycyjni katolicy mają znacznie bardziej liczne rodziny niż wierni wybierający NOM, którzy nie mają nic przeciwko antykoncepcji (a przynajmniej tak mówią statystyki) a młodzi ludzie dużo bardziej cenią sobie tradycję niż starsze pokolenia. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, 100000 nie jest oszałamiającą liczbą, biorąc pod uwagę to, że w zeszłym roku 556418 osób przyjęło sakrament bierzmowania.

Nie mam najmniejszego zamiaru za pomocą tych porównań demoralizować moich braci i sióstr, którzy wybierają tradycyjną Mszę i pragną, by była ona coraz bardziej powszechna. Chciałbym raczej przypomnieć, że musimy ciągle iść naprzód i że nie wolno nam popadać w samozadowolenie. Wciąż mamy wiele do zrobienia. Nie możemy po prostu zostawić tradycyjnej Mszy samej sobie i czekać na nowych wiernych. Nie ma nawracania bez skutecznego namawiania.

Musimy ewangelizować i przekonywać. Obecnie walczę o rozpowszechnianie łacińskiej Mszy świętej i wszystkiego, co wiąże się z tradycyjnym katolicyzmem. Jednak dorastałem w atmosferze NOM i nie miałem pojęcia, że starszy ryt – wbrew temu co mi wmówiono – zupełnie nie wymarł. W katolickich szkołach, do których uczęszczałem Vaticanum II przedstawiano jako tylko i wyłącznie pozytywne przedsięwzięcie, które wydaje jedynie dobre owoce. Nie miałem pojęcia, że istnieją ludzie, którzy mają odmienne zdanie na ten temat. Myślę, że duża liczba katolików znajduje się na tej samej wysokości, lecz bez wątpienia jest wielu, którzy pragną wznosić się wyżej.

Najlepszy dowód na to stanowi fakt, że bardzo wielu katolików głównego nurtu opuszcza Kościół na rzecz mniej niestabilnego i rzekomo bardziej wymagającego ewangelickiego chrześcijaństwa. Musimy takim ludziom pokazać, że dla tradycyjnych wspólnot katolicyzm wciąż stanowi wyzwanie i wezwanie do działania. Jednak nie stanie się tak, jeśli ukryjemy się w tradycyjnych społecznościach oczekując, że bez naszego wysiłku dojdzie do nowych nawróceń. Ksiądz Charles Pope pisze, że w jego archidiecezji waszyngtońskiej – pomimo tego, że Msza trydencka jest dostępna w wielu różnych miejscach – nigdy nie udało się zebrać więcej niż 1000 osób, co stanowi jedynie 0,5% wszystkich wiernych uczestniczących w niedzielnej Mszy świętej na terenie całej diecezji. Taka sytuacja oczywiście nie przekonuje biskupów, że NOM nie jest liturgią przyszłości i należy wrócić do tradycyjnej Mszy łacińskiej.

Spójrzmy na to w ten sposób: często przeceniamy stan zapotrzebowania na łacińską Mszę świętą, ponieważ ludzie potrzebują godziny lub nawet więcej czasu na dojazd. Z bólem mówimy: „ech, gdybyśmy tylko mieli tradycyjną Mszę niedaleko domu”. Być może lepiej spojrzeć na to z drugiej strony: pomyślmy, jak wielu wiernych mieszka bliżej niż godzinę drogi od kościoła i wcale nie przychodzi na łacińską Mszę. Ksiądz Pope dalej pisze:

Jeśli my, którzy kochamy tradycyjną Mszę świętą myśleliśmy, że ona sama zadba o swoją ewangelizację, to byliśmy w błędzie. To prawda, że jest piękna i na wiele sposobów oddaje cześć Bogu, lecz w świecie chwilowych przyjemności musimy pokazać innym niezmienną wartość i piękno tradycyjnej Mszy. Trzeba przyznać, że starożytna liturgia, odprawiana w starożytnym języku i w dużej mierze szeptana nie jest czymś, co od razu przemówi do współczesnego człowieka. Tak samo jest z wieloma prawdami naszej wiary, które wzywają do poświęceń, zaparcia się samego siebie i odrzucenia ziemskich przyjemności dla wiecznej chwały w Niebie. O tradycyjnej Mszy świętej często musimy świadczyć w świecie, w którym panuje zwątpienie i brak poczucia piękna. To prawda, że sytuacja Novus Ordo Missae nie jest najlepsza, lecz jeśli naprawdę umiera, to zanim ostatecznie wyzionie ducha, ma przed sobą dekady, o ile nie całe stulecie lub więcej ciężkiej choroby. Nie możemy czekać z założonymi rękami aż się to stanie. Jeżeli naprawdę wierzymy, że schorzenia współczesnego Kościoła należy uleczyć, to musimy do tego przekonać pozostałych katolików. Musimy opuścić naszą strefę komfortu, który gwarantują nam tradycyjne wspólnoty i wyjść do ludzi.

Bardzo często członkowie tradycyjnych społeczności (nie wyłączając mnie samego) kierują się tego typu myśleniem: „dlaczego hierarchowie Kościoła zdają się nie widzieć problemu – przecież to oczywiste, że musimy wrócić do tradycji i ortodoksji”. Sprawa jest jasna dla nas, ale patrząc szerzej na liczby, można stwierdzić, że dla wielu katolików nie jest to wcale takie proste. Musimy dążyć do tego, aby nasze racje dotarły do jak największej liczby wiernych.

Bój o przyszłość Kościoła wcale nie dobiega końca. Zaprzestanie walki dzisiaj byłoby dużym błędem.

Dan Banke

Źródło: OnePeterFive.com

Tłumaczenie: Michał Żaczek

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=108773 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]