- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

KORONA nie na dziś – Mariusz Matuszewski

Grzegorz Braun ogłosił właśnie wolę założenia nowej partii politycznej o nazwie Konfederacja Korony Polskiej – w skrócie: KORONA. Wydany przez niego komunikat głosi, że „KORONA będzie właściwym narzędziem politycznego działania przedstawicieli Pobudki, sygnatariuszy Aktu Konfederacji Gietrzwałdzkiej, a także innych Polaków cywilizacji łacińskiej, życzliwie i z nadzieją podchodzących m.in. do mojego bezpośredniego zaangażowania w akcję polityczną w kampaniach wyborczych ostatnich lat”.

Sylwetki autora tych słów przedstawiać nie trzeba. Podobnie jak wielu z nas, śledzę działalność p. Grzegorza Brauna od dłuższego już czasu i bardzo cenię go zarówno za publicystykę – pełną fantastycznych analiz i głębokiej znajomości poruszanych tematów, jako gawędziarza, a także reżysera znakomitych filmów dokumentalnych. W środowisku monarchistycznym jest jednym z najwyżej i najgodniej prezentujących nasz sztandar na forum publicznym. A jednak, pomimo to (a może właśnie dlatego) od kilku miesięcy postawa p. Brauna coraz bardziej dziwi wskutek bardzo poważnej zmiany nastawienia do polityki bieżącej.

Otóż kilka miesięcy temu wyraził on (wcieloną potem w życie) chęć wejścia (w ramach Konfederacji) w koalicję z osobami i partiami z monarchizmem, integralnym konserwatyzmem oraz cywilizacją łacińską mającymi niewiele wspólnego. W tym z osobami politycznie dosyć dwuznacznymi czy wręcz skompromitowanymi, a także takimi, których poglądy da się co najwyżej podciągnąć pod niepodległościowy socjalizm. A wszystko to w celu zdobycia mandatu posła w instytucji stanowiącej dokładne przeciwieństwo wszystkiego, co p. Braun dotychczas głosił.

Zadać tu można pytanie: czy istotnie wierzy on w możliwość zmiany panujących tam stosunków? W realną szansę na rozsadzenie rządzących Europą sił, dysponujących nieosiągalną dla nas polityczną, medialną i finansową przewagą, przy pomocy haseł, których zsekularyzowane społeczeństwa Zachodu dawno już nie rozumieją? 

Ogłoszona właśnie inicjatywa polityczna nasuwa podobne wątpliwości. Nazwa jest rzecz jasna niezwykle podniosła, ale nie może być wątpliwości, że na rozdrobnionej polskiej prawicy jest to kolejny rozbłysk, który szybko zgaśnie i nie pozostawi po sobie żadnego realnego śladu. Tym bardziej, że jest on pokłosiem podziału w  środowisku, które powołało do życia Konfederację w celu zdobycia mandatów do PE, a zaraz po wyborach rozeszło się do własnych piaskownic, by tam dalej budować wizerunek głównych antysystemowców RP (cokolwiek to znaczy). KORONA powstaje zresztą na bazie haseł, które rozumieją tylko ludzie z naszego środowiska. Są chwalebne, ale w szerszym odbiorze społecznym, poddanym od lat bez mała 30 populistycznemu praniu szarych komórek i coraz bardziej świeckiej propagandzie, poparcia nie znajdą – bo znaleźć nie mogą. Nie padają wszak na grunt po temu przygotowany, za to wyjałowiony brakiem wpływu tradycyjnej katolickiej wykładni etyki politycznej, kręgosłupa zasad, których strażnikiem było polskie ziemiaństwo, a także brakiem odpowiednich wzorów.

Mam wrażenie, że p. Grzegorz Braun popełnia ten sam błąd, co onegdaj wielu przed nim: wchodzi na ruchome piaski demokratycznej polityki łudząc się, że będzie w stanie cokolwiek zmienić. Niestety piaski te wciągną każdego, kto się do nich zbliży. P. Braun dalej prezentować będzie sztandar konserwatywny, ale reguły gry pochłoną go co raz bardziej. Obawiam się, że straci dzięki temu na wiarygodności. Dawniej brzydził się wyborami, a jedyny wyjątek czynił spraw samorządowych argumentując, że dotyczą naszego bezpośredniego otoczenia. Teraz wydaje się, że hamulce te już nie istnieją, a przygotowania do kolejnej wyborczej kampanii absorbują autora Stałych wariantów gry w stu procentach. Potem będzie kolejna. A potem jeszcze jedna… Nie łudźmy się: wszystkie one z niewielkimi szansami na realne powodzenie.

Nie piszę tych słów dla samej tylko krytyki p. Brauna, jestem natomiast przekonany, że najlepszą drogą postępowania jest ta, którą kroczył on od wielu lat: organizując grupy formacyjne i edukując – czy to poprzez wykłady i pogawędki, czy też znakomite filmy i książki. Inicjatywy takie, jak integralnie konserwatywna partia polityczna, nie mają szans powodzenia tak długo, jak długo nie istnieje społeczeństwo przygotowane na ich przyjęcie. Ukształtować je może tylko zmiana perspektywy politycznej na tę, w której wysiłek obliczony będzie nie na krótkie okresy, oddzielające jedne wybory od drugich, lecz na długoletnią, żmudną pracę u podstaw.

Najważniejsze to nie zejść z obranej drogi i nie dać się omamić demokratycznej grze i ułudzie, którą ona stwarza. Nie ważne jak długo potrwa droga do Restauracji, ważne, by budować jej gmach w oparciu o zdrowy fundament. I pamiętać, że – jak uczy Hieronim hr. Tarnowski:  „W zasadach stanowiących podstawy konserwatyzmu jest prawda, a prawda jest nieśmiertelna. I dlatego konserwatyzm można zwalczać, można mu przeczyć, ale wymazać go z powierzchni ziemi nie podobna. Jedno tylko może go zabić: jeżeli dla celów oportunistycznych zboczy od swojej ideologii i wejdzie w kompromis co do tych zasad, które stanowią jego rację bytu. Wtedy popełni samobójstwo”.

Wszystkim, którzy chcą odbudowy majestatu Państwa, słowa te jasno wskazują drogę postępowania. Próba podjęcia gry z demokracją i jej zasadami zawsze kończy się zwycięstwem demokracji.

Chcę mieć nadzieję, że inicjatywa p. Brauna nie będzie kolejnym tego przykładem. Nie ma ona szans realnego powodzenia na scenie politycznej, zdominowanej przez PiS, PO i inne partie o podobnym profilu etycznym, dysponujące znacznie większymi środkami i doświadczeniem politycznym. Należy zatem zadać pytanie o to, czy warto marnować siły i środki na to, co bezcelowe? Czy nie lepiej zaangażować ich w przedsięwzięcia mogące przeciągnąć na naszą stronę kolejne dusze? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam autorowi(m) nowej inicjatywy.

Mariusz Matuszewski

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]