Były papież Benedykt XVI przerywa milczenie

Aktualizacja: 2019-05-17 9:51 am

11 kwietnia br. na łamach niemieckiego miesięcznika „Klerusblatt” Benedykt XVI opublikował dwunastostronicowy tekst, w którym zawarł swoje refleksje na temat skandali w Kościele, będącego ich skutkiem kryzysu oraz regularnych ataków mediów na jego instytucje. Jak wyjaśnił we wstępie, swoje przemyślenia opublikował za zgodą watykańskiego Sekretarza Stanu kard. Piotra Parolina oraz papieża Franciszka.

Wartość tego tekstu jest niezaprzeczalna – i to z kilku powodów. W atmosferze powszechnej dezorientacji jego autor stara się rzucić światło na pewne niepokojące zjawiska, nie wahając się przy tym ujawnić poważnych dysfunkcji w Kościele, zarówno w okresie minionym, jak i obecnym. Należy docenić odwagę tego aktu, który można postrzegać jako pewien rodzaj mea culpa. Być może na te przemyślenia wpłynęła w jakiś sposób coraz bliższa perspektywa przekroczenia progu wieczności?

 

Krytyka ze strony mediów

Mass-media wykazały się typową dla siebie czujnością i niebawem z rozmaitych stron zaczęły się podnosić głosy krytyki wobec tak niewygodnej dla nich analizy, a w celu zdyskredytowania przesłania byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary były wysuwane najbardziej absurdalne argumenty.

Niektórzy stawiali tezę, że został on w jakiś sposób „zmanipulowany” przez swoje najbliższe otoczenie, lub też podawali w wątpliwość jego autorstwo. Podnoszono również zastrzeżenia odnośnie do czasu jego publikacji. Znany progresywny watykanista Marek Politi nie wahał się napisać: „Papież emeryt ma obowiązek zachowania milczenia”, ponieważ „w najpoważniejszych momentach wyższa hierarchia [Kościoła] musi przemawiać jednym głosem; w przeciwnym razie przyczynia się jedynie do pogłębienia dezorientacji”. Wyraził też opinię, że Benedykt XVI znajduje się „pod wpływem ultrakonserwatywnych niemieckich kardynałów Waltera Brandmüllera i Gerharda Müllera”, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, którego argentyński papież usunął z urzędu w 2017 r.; dwóch prałatów, którzy – w jego opinii – mogą być „zaangażowani w rozległą akcję dywersyjną mającą na celu zrzucenie odpowiedzialności za pedofilię w Kościele na kulturę gejowską oraz zjawisko [powszechnej] utraty wiary”.

Wobec takich reakcji przemyślenia byłego niemieckiego papieża zasługują na spokojną i rzeczową analizę. Zostały one podzielone na trzy części: kontekst społeczny, jego konsekwencje dla ludzi Kościoła oraz poszukiwanie właściwego rozwiązania.

 

Część I: Przyczyny

Kontekst społeczny rewolucji seksualnej

Na wstępie Benedykt XVI zauważa, że „w latach 60. nastąpił potworny proces, który na taką skalę nigdy nie miał miejsca w historii. Można powiedzieć, że w ciągu 20 lat, od 1960 do 1980 r., dotychczas obowiązujące standardy w kwestiach seksualności całkowicie się załamały”.

Takie właśnie są (według Benedykta XVI – przyp. tłum.) źródła obecnych nadużyć: skrajnie liberalna rewolucja z lat 60. XX wieku oraz agresywne wprowadzanie coraz bardziej zdeprawowanej edukacji seksualnej, czemu towarzyszyła inwazja pornografii, zalewającej ekrany kinowe oraz telewizyjne. Z biegiem czasu bojownicy panseksualizmu doszli do pochwały oraz propagowania pedofilii.

Przedstawiona analiza spotkała się z silną krytyką ze strony „autorytetów” medialnych, aby jednak wyrobić sobie zdanie na tę kwestię, wystarczy sięgnąć chociażby do artykułu Apologie de la pédophilie (‘Obrona pedofilii’) opublikowanego we francuskojęzycznej internetowej encyklopedii Wikipedia. Już sam Wstęp jest bardzo wymowny:

Obrona pedofilii obejmuje wszystkie działania, publikacje i wypowiedzi mające na celu doprowadzenie do społecznej akceptacji pedofilii lub też ją pochwalające. Zjawisko to można było zaobserwować głównie w czasie rewolucji seksualnej, zwłaszcza w latach bezpośrednio po wydarzeniach z roku 1968, przy czym były weń zaangażowane nie tylko osoby same określające się jako pedofile, ale także szerokie grono ich sympatyków. W tym okresie niektóre osoby oraz grupy starały się przedstawiać pedofilię jako akceptowalną formę pociągu seksualnego, kwestionować uznawane przez większość kryterium wieku czy też pojęcie seksualnego wykorzystywania nieletnich. W tym samym czasie skłonności pedofilskie były publicznie bronione przez przedstawicieli mediów, polityków oraz intelektualistów. Ruch ten nigdy nie zdobył trwałej i szerszej akceptacji społecznej, pomimo że w latach 70. niektóre media oraz politycy udzielali mu ograniczonego poparcia.

We Francji dzienniki w rodzaju „Libération” od dłuższego czasu prowadziły kampanie na rzecz złagodzenia norm prawnych dotyczących deprawacji nieletnich, połączone z wieloma petycjami podpisywanymi przez znane osobistości, takie jak Aragon, Roland Barthes, Simona de Beauvoir, Franciszek Chatelet, Patryk Chéreau, Jakub Derrida, Franciszek Dolto, Michał Foucault, Andrzej Glucksmann, Feliks Guattari, Bernard Kouchner, Jakub Lang, Alan Robbe-Grillet, Jan Paweł Sartre, Filip Sollers itd. Daniel Cohn-Bendit, jedna z głównych postaci rewolucji roku 1968, publicznie pochwalał pedofilię, nawet z pięcioletnimi dziewczynkami. Benedykt XVI widzi w tym odrażającym spektaklu, którego uczestnicy publicznie uznawali pedofilię jako coś „normalnego i dopuszczalnego”, jedno ze źródeł deprawacji młodzieży, w tym całego pokolenia kapłanów, z których wielu porzuciło później stan duchowny.

Ewolucja teologii moralnej

W tym samym czasie nastąpił „upadek” teologii moralnej oraz nauczania Kościoła w kwestiach etycznych. Było to owocem prawdziwej rewolucji, zrodzonej ze świadomej pogardy dla prawa naturalnego.

Benedykt XVI pisze: „Aż do II Soboru Watykańskiego katolicka teologia moralna opierała się w dużej mierze na prawie naturalnym, podczas gdy Pismo Święte było przytaczane jedynie jako tło lub uzasadnienie. W zmaganiach soboru o nowe rozumienie Objawienia, opcja prawa naturalnego została w dużej mierze odrzucona, a domagano się teologii moralnej opartej całkowicie na Biblii”.

Wyznanie to jest niezwykle ważne, przyznano bowiem, że to sobór ponosi odpowiedzialność za porzucenie prawa naturalnego. Analiza Benedykta XVI uznaje ten fakt, nie stwierdzając jednak równocześnie, czy stanowiło to zerwanie z Tradycją. Teologia moralna nie może istnieć w oderwaniu od prawa naturalnego: łaska nie niszczy natury, ale na niej buduje. Próba odbudowy moralności bez odwołania się do prawa naturalnego byłaby czystym nonsensem (por. „Nouvelles de Chrétienté” nr 176, marzec–kwiecień 2019, ss. 5–9). Fałszywe jest również przeciwstawianie sobie prawa naturalnego oraz Objawienia, ponieważ prawo naturalne jest zawarte w Piśmie św. – źródle Objawienia – czego dowodem jest chociażby Dekalog. Prawo to jest wyryte w sercu człowieka przez samego Boga, stwórcę natury.

Sytuacja ta stała się źródłem licznych odchyleń nowej teologii, zwłaszcza relatywizmu moralnego, który Benedykt XVI słusznie potępia. Dążenie teologów do niezależności od Magisterium postrzega jako zagrożenie dla wolności i hamulec postępu teologii oraz rodzaju ludzkiego. Były papież wspomina o kilku epizodach tego konfliktu. Próbuje bronić siebie samego oraz Jana Pawła II, przypominając swoje własne inicjatywy z okresu, kiedy był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. To właśnie pod jego kierownictwem został opracowany nowy Katechizm Kościoła katolickiego, podczas gdy encyklika (Jana Pawła II – przyp. tłum.) Veritatis splendor, pomimo swych ograniczeń, potwierdzała istnienie nienaruszalnych fundamentów moralności.

Ataki na Magisterium Kościoła

Benedykt XVI pisze również o pojawieniu się „tezy, że Magisterium Kościoła przysługuje ostateczna kompetencja («nieomylność») jedynie w sprawach wiary”. W konsekwencji szeroko upowszechniło się przekonanie, że „kwestie moralności nie mogą być przedmiotem nieomylnych decyzji Magisterium Kościoła”.

Choć Benedykt XVI uznaje, że w tej hipotezie „jest z pewnością coś słusznego” – jakiś element zapewniający jej wewnętrzną spójność – jednak broni istnienia „morale minimum, które jest nierozerwalnie związane z podstawową decyzją wiary”, bez którego nie mogłaby istnieć nieomylność Kościoła oraz papieża w sferze wiary i moralności. Najbardziej radykalni dysydenci, ignorując nawet to minimum, posuwają się do twierdzenia że „Kościół nie ma i nie może mieć żadnej własnej moralności”.

Odpowiedzią Benedykta XVI jest jednoznaczne przypomnienie, że fundamentem całej moralności jest prawda objawiona, zgodnie z którą człowiek został stworzony na obraz Boga, wiara w jednego Boga oraz pielgrzymi wymiar życia chrześcijańskiego. Podróżujemy ku naszej (wiecznej – przyp. tłum.) ojczyźnie, zaś Kościół ma obowiązek chronić wiernych całego świata na tej drodze.

 

Część II: Skutki

Druga część refleksji Benedykta XVI ukazuje spustoszenie będące skutkiem upadku etyki chrześcijańskiej oraz załamania się autorytetu Kościoła w sferze moralności. Krytykuje skutki, równocześnie starając się zdjąć odpowiedzialność za nie z soboru i będących jego następstwem reform. Uznaje przy tym jednak nieskuteczność sankcji – oraz remediów – jakie sam Kościół stosował w okresie posoborowym.

Zerwanie z tradycyjnym modelem formacji seminaryjnej

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, który jest doskonale zorientowany w tym zagadnieniu, zaczyna swe rozważania od kwestii formacji kapłańskiej. Otwarcie przyznaje, że „problem przygotowania do posługi kapłańskiej w seminariach wiąże się w rzeczywistości z szerokim załamaniem się dotychczasowej formy tego przygotowania”. Jak pisze, wskutek tego zerwania z dotychczasowym modelem formacji „w różnych seminariach powstały kluby homoseksualne, które działały mniej lub bardziej otwarcie i znacząco zmieniły klimat w seminariach. W seminarium w południowych Niemczech mieszkali razem kandydaci do kapłaństwa i kandydaci do świeckiej posługi referenta duszpasterstw”. Tym ostatnim „niekiedy towarzyszyła żona i dziecko, a czasami ich dziewczyny. Klimat w seminarium nie mógł pomóc w przygotowaniu do posługi kapłańskiej”.

Stolica Apostolska wiedziała o tych problemach – powszechnych zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych – i starała się je rozwiązać organizując wizytacje apostolskie. Jest to jedyna wzmianka o homoseksualizmie w seminariach (jaką znaleźć możemy w analizie Benedykta XVI – przyp. tłum.), choć bez wątpienia różnego rodzaju „autorytetom” medialnym trudno będzie przełknąć nawet to…

Zerwanie z dotychczasową selekcją kandydatów na biskupów

Benedykt XVI przyznaje również, że – w tym klimacie załamania się moralności – jedną z konsekwencji wdrażania postanowień soboru był wzrost liczby niekompetentnych pasterzy w wyższej hierarchii Kościoła.

Jako kryterium mianowania nowych biskupów była teraz przede wszystkim ich „koncyliarność”, którą oczywiście można było rozumieć na różne sposoby. W rzeczywistości w wielu częściach Kościoła usposobienie soborowe rozumiano jako postawę krytyczną lub negatywną wobec obowiązującej do tej pory tradycji, którą teraz należało zastąpić nowym, radykalnie otwartym stosunkiem do świata. Pewien biskup, który wcześniej był rektorem seminarium, zorganizował dla seminarzystów pokaz filmów pornograficznych, rzekomo z zamiarem uodpornienia ich na zachowania sprzeczne z wiarą. Byli – nie tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki – pojedynczy biskupi, którzy całkowicie odrzucili katolicką tradycję i dążyli do rozwinięcia w swoich diecezjach pewnego rodzaju nowej, nowoczesnej „katolickości”.

W istocie należałoby raczej mówić o prawdziwej „czystce”, której ofiarami padali biskupi przywiązani do Tradycji, systematycznym ich marginalizowaniu lub zastępowaniu postępowymi prałatami będącymi entuzjastami nowych idei, idei soboru oraz aggiornamento, którym usprawiedliwiano de facto wszystko. Kluczowe znaczenie miało tu właśnie wdrożenie w życie postanowień soboru przez Pawła VI, które znalazło wyraz w selekcji kandydatów na biskupów. Temat ten zasługuje bez wątpienia na osobną analizę.

Nieskuteczność prawa kanonicznego

W dalszej części Benedykt XVI przechodzi bezpośrednio do kwestii pedofilii oraz nieskuteczności sankcji przewidywanych przez nowy Kodeks prawa kanonicznego. Ten ustęp jest szczególnie wymowny:

Kwestia pedofilii stała się paląca dopiero w drugiej połowie lat 80. Była już problemem publicznym w Stanach Zjednoczonych, więc biskupi szukali pomocy w Rzymie, ponieważ prawo kościelne, tak jak zostało opracowane w nowym Kodeksie, nie wydawało się wystarczające do podjęcia niezbędnych działań. […] Zaczęła się powoli kształtować odnowa i pogłębienie umyślnie luźno skonstruowanego prawa karnego nowego Kodeksu.

Źródłem tego „umyślnie luźno skonstruowanego prawa” był w ocenie Benedykta XVI „podstawowy problem w odbiorze prawa karnego. Tylko tak zwany gwarantyzm obowiązywał jako «koncyliarny». Oznacza to, że przede wszystkim należało zagwarantować prawa oskarżonych i to do tego stopnia, że w rzeczywistości wykluczono jakiekolwiek skazanie. Jako przeciwwagę dla często niewystarczających możliwości obrony oskarżonych teologów, ich prawo do obrony w ujęciu gwarantyzmu zostało rozszerzone do tego stopnia, że skazania były praktycznie niemożliwe”.

Benedykt XVI usprawiedliwia swą postawę w sposób następujący: „Zrównoważone prawo kanoniczne […] musi zatem dostarczać gwarancji nie tylko oskarżonemu […] Musi także chronić wiarę […] Wiara, w ogólnej świadomości prawa, nie wydaje się już mieć rangi dobra wymagającego ochrony”.

W obliczu tego gwarantyzmu usiłowano rozwiązać problem przenosząc uprawnienia do zajmowania się tymi sprawami z Kongregacji ds. Duchowieństwa (w normalnym trybie odpowiedzialnej wszczynanie postępowania ws. wykroczeń popełnianych przez kapłanów) na Kongregację Nauki Wiary, klasyfikując je jako „poważne przestępstwa przeciwko wierze”. Ta zmiana umożliwiła również stosowanie maksymalnego wymiaru kary, tj. wydalenia ze stanu duchownego, co w innym wypadku nie byłoby możliwe. Aby chronić wiarę, musiała zostać wdrożona prawdziwa procedura karna, z możliwością apelacji do Rzymu.

Właśnie w ten sposób nieugięta logika personalizmu, który stawia jednostkę ponad społecznością oraz dobrem wspólnym, w praktyce uniemożliwiała Kościołowi wymierzanie sprawiedliwości w oparciu o Kodeks prawa kanonicznego z 1983 r. Od tamtej pory Kuria Rzymska w celu przezwyciężenia tej przeszkody była zmuszona uciekać się do rozmaitych wybiegów prawnych, czego rezultaty nie zawsze były satysfakcjonujące. Jednym słowem, panował w tych kwestiach bałagan…

 

Część III: Perspektywy

Benedykt XVI kończy swe refleksje przedstawiając kilka propozycji rozwiązań.

Należy pamiętać o istnieniu Boga, ponieważ społeczeństwo bez Boga znosi rozróżnienie pomiędzy dobrem a złem

Kierując swój tekst zasadniczo do kapłanów, Benedykt XVI wzywa ich do odnowienia ufności w miłość Bożą, ale również do zdecydowanego potwierdzania Jego istnienia wobec świata. Należy uznać fakt Bożej interwencji w historię rodzaju ludzkiego, ponieważ odrzucenie Boga prowadzi w konsekwencji do zniszczenia wolności.

Społeczeństwo, w którym Bóg jest nieobecny – społeczeństwo, które Go nie zna i traktuje Go jakby nie istniał, jest społeczeństwem, które traci swoją miarę. Kiedy Bóg umiera w społeczeństwie, staje się ono wolne – zapewniano nas. W rzeczywistości śmierć Boga w społeczeństwie oznacza także koniec wolności, ponieważ umiera cel, który daje ukierunkowanie. I ponieważ znika miara, która wskazuje nam kierunek, ucząc nas odróżniania dobra od zła. Społeczeństwo Zachodu jest społeczeństwem, w którym Bóg jest nieobecny w sferze publicznej i który nie ma mu nic do powiedzenia. I dlatego jest to społeczeństwo, w którym coraz bardziej zatraca się miara człowieczeństwa.

To właśnie wskutek nieobecności Boga niektórzy ludzie doszli do szerzenia swobody obyczajowej, a nawet pedofilii.

Benedykt XVI zauważa również, że obecnie ludzie Kościoła nie mówią wystarczająco dużo o Bogu w sferze publicznej. Zdaje się ubolewać, że „nie było już możliwe przyjęcie w konstytucji europejskiej odpowiedzialności przed Bogiem jako zasadą przewodnią”. Kogo jednak należy o to winić, skoro od czasu II Soboru Watykańskiego władze Kościoła starały się doprowadzić do likwidacji państw katolickich i usunięcia z ich konstytucji inwokacji do Trójjedynego Boga?

Kwestia liturgii

Benedykt XVI pisze dalej, że nie wystarcza jedynie pamiętać o istnieniu Boga – musimy również żyć wcieleniem, zwłaszcza poprzez Eucharystię; czyni przy tym dość szokujące spostrzeżenie:

II Sobór Watykański słusznie skupił się na przywróceniu tego sakramentu Obecności Ciała i Krwi Chrystusa, Obecności Jego Osoby, Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania do centrum życia chrześcijańskiego i samej egzystencji Kościoła. […] Eucharystia zostaje zdeprecjonowana do ceremonialnego gestu, kiedy uważa się za oczywistość, że grzeczność wymaga, aby udzielić jej na rodzinnych uroczystościach czy przy takich okazjach jak śluby i pogrzeby wszystkim tym, którzy zostali zaproszeni z powodów rodzinnych.

Uwagi te mogą budzić zdumienie, a zarazem wyraźnie ukazują ograniczenia analizy byłego papieża, który pozostaje przywiązany do reformy Pawła VI, ubolewając równocześnie, że liturgia stała się czymś banalnym, ponieważ została odarta z sacrum. Jeszcze do tego powrócimy.

Wiara w Kościół

Na koniec Benedykt XVI przechodzi do analizy tajemnicy Kościoła. Rozwodzi się z bólem nad różnymi formami (pseudo) odnowy, która ostatecznie przyniosła skutki odwrotne do zamierzonych. W podobny sposób, w jaki próbował wytłumaczyć, że II Sobór Watykański pragnął „powrotu” do sakramentu Eucharystii (czego rezultaty są raczej mizerne), usiłuje wyjaśnić. że sobór chciał uczynić Kościół rzeczywistością nie tylko zewnętrzną, ale też „obudzić go w duszach” wiernych. 50 lat później, „rozważając ten proces i spoglądając na to, co się wydarzyło, miałem pokusę, by zmienić to zdanie: «Kościół umiera w duszach»”.

To jednoznaczne przyznanie się do porażki powinno było doprowadzić do odrzucenia eklezjologicznych zasad II Soboru Watykańskiego. Tak się jednak nie stało. Benedykt XVI przedstawia inne wyjaśnienie:

Kościół dzisiaj jest powszechnie postrzegany jako pewnego rodzaju aparat polityczny. Mówi się o nim niemal wyłącznie w kategoriach politycznych, a tyczy się to nawet biskupów, którzy formułują swoje wyobrażenia Kościoła jutra niemal wyłącznie w kategoriach politycznych. Kryzys spowodowany wieloma przypadkami nadużyć ze strony duchownych skłania nas do postrzegania Kościoła jako czegoś nieudanego, co teraz musimy ponownie wziąć w swoje ręce i ukształtować na nowo. Ale własnoręcznie skonstruowany przez nas Kościół nie może stanowić nadziei.

Na polu Pańskim obok pszenicy zawsze znajdzie się kąkol, a w sieciach Kościoła obok ryb dobrych – również ryby złe. Benedykt XVI kończy swą analizę pięknym nawiązaniem do ustępu z Księgi Apokalipsy (12, 10), w którym diabeł jest ukazany jako „oskarżyciel naszych braci”, podobnie jak w Starym Testamencie oskarżał przed Bogiem Hioba.

Naprzeciwko Boga Stwórcy stoi diabeł, który mówi źle o całej ludzkości i całym stworzeniu. Mówi nie tylko do Boga, ale przede wszystkim do ludzi: Spójrzcie, co ten Bóg zrobił. Pozornie dobre stworzenie. A w rzeczywistości jest ono pełne nędzy i obrzydzenia. To zniesławianie stworzenia jest w rzeczywistości zniesławianiem Boga. Ma ono dowieść, że sam Bóg nie jest dobry i w ten sposób odciągnąć nas od Niego. […] W obecnym oskarżaniu Boga chodzi nade wszystko o to, by zdyskredytować Jego Kościół w całości i w ten sposób odciągnąć nas od niego. Idea lepszego Kościoła stworzonego przez nas samych jest w rzeczywistości propozycją diabła, za pomocą której chce nas odciągnąć od Boga żywego, poprzez kłamliwą logikę, na którą zbyt łatwo dajemy się nabierać. Nie, nawet dzisiaj Kościół nie składa się tylko ze złych ryb i chwastów. Kościół Boży istnieje także dzisiaj i także dzisiaj jest on właśnie narzędziem, za pomocą którego Bóg nas zbawia. Bardzo ważne jest przeciwstawianie kłamstwom i półprawdom diabła pełnej prawdy: Tak, w Kościele jest grzech i zło. Ale także dzisiaj jest święty Kościół, który jest niezniszczalny.

Ten piękny ustęp, choć krzepiący, nie może jednak przesłonić istoty kryzysu, którego źródłem jest bezkarne szerzenie fałszywych doktryn przez niegodnych pasterzy.

 

Komentarz

Niekompletna analiza

Diagnoza postawiona przez Benedykta, choć surowa i pozornie klarowna, jest oparta na objawach. Opisuje on chorobę na podstawie tego, w jaki sposób manifestuje się ona na zewnątrz. Wymienia niektóre z jej przyczyn, jednak nie jest w stanie zidentyfikować jej prawdziwych i najgłębszych źródeł, ani też nazwać po imieniu samej choroby. W konsekwencji może zaproponować jedynie leczenie paliatywne, które łagodzi objawy choroby, nie docierając do jej źródeł. Nie ulega wątpliwości, że liberalna rewolucja w poważny sposób naznaczyła społeczeństwo, w którym żyjemy, i przyczyniła się do wypaczenia sumień. Rewolucja ta zbiegła się jednak w czasie z soborem, który podjął się „odczytania znaków czasu”, aby odpowiedzieć na oczekiwania świata. W konsekwencji Kościół zainicjował prawdziwą powódź reform, która porwała zarówno wiernych, jak i pasterzy.

Choć w maju 1968 r. uznano, że nadszedł czas „aby dokonać kategorycznego zerwania z przeszłością”, II Sobór Watykański przyjął tę zasadę już wcześniej, usiłując „dokonać kategorycznego zerwania z Tradycją”. Duch ten jest wyraźnie dostrzegalny w tekstach soboru, np. Dignitatis humanae, Unitatis redintegratio, Gaudium et spes, jak również w różnych deklaracjach ogłaszanych po jego zakończeniu. Rewolucja ta znajdowała wyraz w wielu różnych formach, zwłaszcza w seminariach. Młodzi kapłani i zakonnicy byli zatruwani atmosferą materialistycznego, ateistycznego i pogrążonego w rozwiązłości świata. Już jeden ze sloganów rewolucji roku 1968 głosił: „Zakazuje się zakazywać”. Pozbawiona swego fundamentu teologia moralna podjęła to hasło, akceptując relatywizm oraz odmawiając podporządkowania się Magisterium. Symptomy są oczywiste. Jednak Benedykt XVI nie chce uznać źródeł obecnego kryzysu w soborze oraz jego reformach, zamiast tego odwołując się do stworzonej przez siebie tendencyjnej interpretacji – do słynnej „hermeneutyki zerwania”, której przeciwstawiał „hermeneutykę ciągłości”, do interpretacji, która miała uwolnić Vaticanum II oraz późniejsze Magisterium od wszelkiej odpowiedzialności.

Niekwestionowana odpowiedzialność

Należy powiedzieć bez ogródek, że w burzliwym okresie trwającym od lat 60. XX wieku do dnia dzisiejszego władza nie działała skutecznie, co może być oznaką albo jej tragicznej słabości, albo współwiny. Czyż to jednak nie „święty” Paweł VI kierował wówczas łodzią św. Piotra? Czy w tej kwestii ów „święty” był słaby czy też współwinny?

Kiedy jakiś skutek jest regularnie obserwowany, można na jego podstawie określić przyczynę danego zjawiska. Tłumaczenie całego obecnego kryzysu samą tylko błędną hermeneutyką jest niesatysfakcjonujące. Należy być konsekwentnym i mieć odwagę cofnąć się aż do jego zarodków, które można dostrzec w soborze, bowiem w przeciwnym razie kwestionowałoby się w istocie samą zasadę przyczynowości.

Środki podejmowane w celu rozwiązania problemu wydają się jednoznacznie wskazywać na źródło choroby. Benedykt XVI jest zmuszony uznać niedoskonałość nowego prawa kanonicznego oraz swą własną niezdolność do rozwiązania problemów. Kto jednak promulgował ten kodeks? I idąc dalej – kto był zmuszony łączyć ze sobą różne środki zaradcze, same w sobie nieskuteczne? Czy nie był to „święty” Jan Paweł II?

A jakie jest źródło tej nieskuteczności? – Jest nim współczesna idea wolności, wprowadzona za pośrednictwem personalizmu do całej legislacji Kościoła i czyniąca ją praktycznie nieskuteczną i bezsilną. To sama władza związała sobie ręce głosząc, że od tej pory nie ma już zamiaru nikogo potępiać, jak o tym świadczą mowy wygłoszone przez Jana XXIII podczas otwarcia oraz Pawła VI podczas zamknięcia soboru.

Co do zaślepienia w kwestii szkodliwości reformy liturgicznej, to sprawia ona wrażenie wręcz groteskowe. Były papież przypisuje soborowi dobre intencje i piękne osiągnięcia. Następnie zauważa, że skutek jest katastrofalny, jednak usilnie stara się nie sformułować wniosku, który sam się tutaj narzuca. Fakt, że biskupi nie postrzegają już Kościoła inaczej niż tylko przez pryzmat polityki i socjologii, nie skłania go do zakwestionowania wartości nowej eklezjologii wprowadzonej przez Lumen gentium. Właśnie dlatego jego propozycje kuracji, pomimo pewnej wartości paliatywnej, nie będą w stanie wykorzenić samej choroby. Jak powiedział abp Lefebvre, modernizm jest rodzajem duchowego AIDS szerzącego się w Kościele, chorobą osłabiającą organizm poprzez zniszczenie mechanizmu obronnego. Dotknięci nią ludzie nie są już w stanie rozpoznać zagrożenia ani zastosować właściwych środków, aby je wyeliminować. Jedynie odnowienie wszystkich rzeczy w Chrystusie, poprzez wierność Kościoła jego własnej tradycji, jego świętym obrzędom, jego objawionej przez Boga doktrynie, jego nauczaniu moralnemu oraz wielowiekowej dyscyplinie będzie w stanie skierować łódź Piotrową na właściwy kurs oraz wyplenić z Kościoła nadużycia, które już zbyt długo zniekształcają jego oblicze.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

Tags: ,

Drukuj Drukuj

 

ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=107963 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


UWAGI, KOMENTARZE:

Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]