- Bibula – pismo niezalezne - http://www.bibula.com -

Roraty to nie „liturgia dla dzieci”!

Czy naprawdę roraty mają stać się kolejną „Mszą Świętą dla dzieci”? Czy tzw. względy praktyczne lub duszpasterskie muszą uderzać w tradycję porannego spotkania z Chrystusem?

Roraty, czyli Msza Święta wotywna do Najświętszej Maryi Panny, przez wieki były odprawiane o świcie. Zimowy marsz z zapalonym lampionem, gdy mrok jeszcze nie został rozproszony przez blask dnia, wołanie o rosę z niebios jako wyraz oczekiwania na Chrystusa, który ma nadejść… Aż dziw bierze, że współcześnie zwyczaj ten w tak wielu parafiach zarzucono z prozaicznych powodów praktycznych.

Na czym polegają zmiany? Przede wszystkim na przełożeniu Mszy Świętej roratniej z godzin porannych na popołudniowe. Czym się to tłumaczy? Oczywiście względami praktycznymi – w roratach muszą brać udział dzieci, a te przecież niezbyt chętnie wstają o świcie. Przynajmniej według obiegowej opinii, bo wiele wskazuje na to – i niektórzy księża wcale tego nie ukrywają – iż z porannym wstawaniem mają problem przede wszystkim rodzice. A przecież to oni muszą przyprowadzić pociechę na Mszę Świętą.

Zostawmy jednak te nieszczęsne „względy praktyczne”, którymi wielu księży najczęściej tłumaczy liczne zmiany w liturgii. Zastanawiające jest jeszcze jedno– że roraty stały się Mszą Świętą dla dzieci. I to w rozumieniu – niestety – pejoratywnym. Towarzyszy im bowiem cała ta nieszczęsna oprawa – słodycze, naklejki lub inne nagrody w zamian za uczestnictwo w liturgii, konferencje wygłaszane nierzadko w nieznośnie infantylizujący wszystko sposób czy nieustanne przypominanie księży o koniecznej obecności dzieci. To wszystko sprawia, że dorośli mogą mieć niezręczne wrażenie, iż roraty to swoiste wydarzenie dla ich pociech, nie różniące się zbytnio od prezentów, wręczanych 6 grudnia czy wspólnego ubierania choinki.

Obraz taki kreują zresztą katolickie media. Gdy spojrzymy na zdjęcia lub okładki kościelnych pism, rzuci nam się w oczy, iż dominują na nich zdjęcia dzieci z lampionami, mające stanowić zachętę do uczestnictwa w roratach. Zachętę, ale dla kogo? Wszak przekaz wydaje się jasny: oto wielkie wydarzenie dla małych dzieci. Drodzy dorośli – wspomóżcie ich w tym!

To oczywiście piękne, że dzieci ruszają z lampionami w ręku, że do kościoła prowadzą je rodzice, że modlą się wspólnie, przyjmując Komunię Święta. To piękne, że rodziny rozbudzają w ten sposób głód Chrystusa. Nie róbmy jednak z rorat kolejnej „Mszy dla dzieci”! Nasze oczekiwanie na Chrystusa to poważna sprawa – zarówno jeśli chodzi o Święta Bożego Narodzenia jak i Paruzję. I warto byśmy w tę powagę weszli również z dziećmi, nie zaś dostosowywali adwentowe porządkowanie duszy do oczekiwań najmłodszych uczestników liturgii.

Zapomnijmy więc na moment o cukierkach, naklejkach i innych nagrodach dla dzieciaków. Zapomnijmy też, że roraty są o godzinie 18 i spróbujmy choć raz w trakcie adwentu wybrać się do kościoła na poranną godzinę, by tam rozbudzić w sobie pragnienie spotkania z Chrystusem. I prosić Jego Matkę, by dobrze przygotowała nas na Jego przyjście.

Tomasz Figura

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]