Kard. Burke: Synodalność sugeruje jakiś nowy „kościół”, gdzie zniszczy się autorytet papieża

Aktualizacja: 2018-12-6 9:36 am

Kardynał Raymond Leo Burke krytycznie odniósł się do wzrastającej w Kościele tendencji do odmieniania przez wszystkie przypadki słowa „synodalność”. Jego zdaniem termin ten sugeruje powstanie jakiejś nowej wspólnoty, w której zostanie podważony papieski autorytet.

Amerykański hierarcha wskazuje, że „synodalność” nie była jakoś szczególnie omawiana podczas Synodu Młodych, jednak – ku zaskoczeniu wielu ojców synodalnych – znalazła się w końcowym dokumencie. – To stało się jak slogan sugerujący powstanie jakiegoś nowego Kościoła, który jest demokratyczny, i w którym został podważony autorytet Ojca Świętego – podkreślił w rozmowie z LifeSiteNews.

To typowe dla Kościoła naszych czasów. Wykazywanie entuzjazmu wobec synodalności, ciągłe podejmowanie tego tematu, a jednak wciąż nie mogę znaleźć definicji tego co tak naprawdę oznacza ten termin – dodał.

Kardynał Burke zaznaczył, że sam Synod stał się politycznym narzędziem do przepychania politycznych pomysłów, bez ich poprzedniego omówienia czy poddania pod dyskusję. – To jest nieuczciwe – podkreślił. Komentując sam pomysł zwoływania biskupich synodów w historii, wyjaśnił, że od zawsze było to narzędzie dla potwierdzenia i afirmacji nauki Kościoła. Nigdy do wprowadzania nowej doktryny.

To spotkanie biskupów zwołane w celu asystowania papieżowi w jak najlepszym i jak najefektywniejszym wprowadzaniu nauki Kościoła (…) dzisiaj jednakowoż, termin synodalność jest użyty w celu sugerowania, że Konferencja Biskupów ma rangę autorytetu doktrynalnego – wskazał. Jedno zdaniem, takie bezmyślne określanie synodu stanowi ogromne zagrożenie dla dzisiejszego obrazu Kościoła. Wielu ludzi bowiem wychodzi z założenia, że jest jakimś demokratycznym ciałem z nową konstytucją.

Źródło: lifesitenews.com

PR   

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Za: PoloniaChristiana - pch24.pl (2018-12-05Za elektromobilność zapłacą podatnicy, kierowcy i… środowisko Strona główna > Wiadomości Za elektromobilność zapłacą podatnicy, kierowcy i… środowisko Fot. MikesPhotos/Pixabay #COP24 #EKOLOGIA #GLOBALNE OCIEPLENIE #MIT GLOBALNEGO OCIEPLENIA #EKOLODZY #EKOLOGIZM #SZCZYT KLIMATYCZNY #SZCZYT W KATOWICACH #ELEKTROMOBILNOŚĆ #SAMOCHODY #SAMOCHODY ELEKTRYCZNE Elektromobilność oznacza napędzanie biurokracji i wyższe wydatki na transport, a co najważniejsze, bynajmniej nie wpłynie na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Podnoszona podczas oenzetowskiego szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach sprawa energetyki to tylko część zagadnień związanych z dążeniem do redukcji emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Mówi się też o transporcie, który aktualnie odpowiada za około jedną trzecią światowej emisji CO2, w tym o elektromobilności, czyli transporcie publicznym i prywatnym, opartym o napęd elektryczny. Nowe fundusze, kolejne miliardy w rękach urzędników Premier Mateusz Morawiecki przedstawił założenia polsko-brytyjskiej inicjatywy dotyczącej promocji elektromobilności o nazwie Driving Change Together – Katowice Partnership for Electromobility. Zakłada ona powstawanie sieci partnerstw między władzami miast, regionów, państw oraz organizacji pozarządowych. Celem przedsięwzięcia jest stopniowe przechodzenie na transport zeroemisyjny. – Polska razem z Bankiem Światowym powołuje także dedykowany fundusz elektromobilności w Funduszu Powierniczym Mobilności i Logistyki – poinformował premier Morawiecki. – Polska ma zamiar być aktywnym i efektywnym graczem w kreowaniu elektromobilnego, przyjaznego ludziom i planecie transportu przyszłości. Mamy nadzieję, że dokonamy tej pozytywnej i potrzebnej przemiany światowego transportu wspólnie, w duchu współpracy i otwartości – dodał szef polskiego rządu. Elektromobilność oczywiście nie jest niczym złym, pod warunkiem jednak, że zajmie się nią rynek, a nie urzędnicy. Dlatego nie jest dobrym pomysł produkcji przez państwo samochodów elektrycznych, bo skończy się to korupcją i marnowaniem miliardów z kieszeni podatnika. Niestety, premier Morawiecki już zapowiedział, że w najbliższych latach na rozwój elektromobilności polski rząd przeznaczy ponad 10 miliardów złotych a fundusz niskoemisyjnego transportu ma zacząć funkcjonować w 2019 r. Oznacza to wzrost biurokracji i większe wydatki z kieszeni podatnika. Skąd na to pieniądze? Jednym z nowych źródeł będzie – jak to zwykle bywa – nowy podatek. Ministerstwo Finansów pracuje nad całkiem nowym obciążeniem dla kierowców: akcyzę od sprowadzanych z zagranicy samochodów z silnikiem o pojemności ponad 2-2,5 litra. Czy więc chodzi o to, by to kierowcy zapłacili za rozwój elektromobilności według pomysłu premiera Morawieckiego? E-pojazdy nie są eko Jednak z elektromobilnością szczególnie w Polsce wiążą się poważne problemy. Po pierwsze, energia elektryczna do napędzania e-samochodów pochodzić będzie przecież w zdecydowanej większości z „brudnego” węgla. Jedynie emisja gazów przeniesie się z rur wydechowych do kominów elektrowni. Ponadto, choć sprawność silnika elektrycznego jest wyższa od silnika spalinowego, to nie można zapomnieć o stratach przy przesyle energii. Po drugie, w Polsce na razie praktycznie nie istnieje infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych i musiałaby dopiero zostać zbudowana. Po trzecie, nie tylko polski system elektroenergetyczny nie jest gotowy na nagły wzrost poboru energii przez e-samochody. Zbyt duża liczba pojazdów elektrycznych (szczególnie autobusów) może destabilizować sieć i doprowadzić do przestojów w dostawie energii elektrycznej do domów także na przykład w Danii. Po czwarte, pojazdy elektryczne nie są ekologiczne nawet w krajach, gdzie energię elektryczną pozyskuje się ze źródeł odnawialnych. Pomijając fakt, że budowa, a potem składowanie zużytych wiatraków i paneli słonecznych bardzo szkodzi środowisku, podobnie jest z litowo-jonowymi akumulatorami do pojazdów elektrycznych. Z analiz niemieckich, szwedzkich i brytyjskich naukowców wynika, że przy ich produkcji wydziela się więcej CO2 niż w czasie wieloletniego poruszania się samochodem spalinowym. Co więcej, w akumulatorach samochodów elektrycznych stosuje się metale ziem rzadkich, wydobycie których generuje toksyczne i radioaktywne odpady na gigantyczną skalę, a nieekologiczna jest również utylizacja takiego akumulatora. Po piąte wreszcie, na razie e-pojazdy są znacznie droższe od pojazdów spalinowych i na ich zakup stać albo ludzi bardzo bogatych, albo urzędników (komunikacja publiczna), którzy nie liczą się z pieniądzem podatnika. Z danych samego Ministerstwa Energii wynika, że autobus elektryczny zwraca się po… 29 latach użytkowania. Z jednej strony nie należy hamować rozwoju samochodów napędzanych energią elektryczną, ale z drugiej strony nie powinno się ich też dotować. Nowe technologie powinny pozostać domeną rynku, a nie państwa. „Rodziny powinny mieć prawo zakupu samochodu, jakiego chcą, bez wymuszania ze strony Waszyngtonu i bez finansowej pomocy współpodatników” – postuluje w swoim artykule Nicolas Loris, ekonomista zajmujący się sprawami energii i środowiska z amerykańskiego Heritage Institute. „Zamiast rozszerzać ulgi podatkowe na pojazdy elektryczne, Kongres powinien wyeliminować preferencyjne traktowanie wszystkich źródeł energii i technologii. W ten sposób innowacyjne firmy będą dostosowywać się do preferencji konsumentów, a nie czekać na kolejną jałmużnę z Waszyngtonu” – słusznie dodaje. Niestety, nie widać, by uczestnicy COP24 w Katowicach brali pod uwagę taki punkt widzenia. Tomasz Cukiernik DATA: 2018-12-05 Read more: http://www.pch24.pl/za-elektromobilnosc-zaplaca-podatnicy--kierowcy-i-srodowisko-,64616,i.html#ixzz5YukOv539 )
    Tags:

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=105632 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]