Wielka pustka, czyli Wołyń w świadomości historycznej Ukraińców – Grzegorz Górny

Aktualizacja: 2018-07-13 3:58 pm

Przez ostatnie cztery dni przebywałem we Lwowie, gdzie brałem udział w uroczystościach związanych z 75. rocznicą rzezi wołyńskiej oraz w polsko-ukraińskiej konferencji zorganizowanej z tej okazji.

Oprócz spotkań z tamtejszymi postaciami życia publicznego, zaangażowanymi w dialog między obu krajami, odbyłem także szereg rozmów ze zwykłymi mieszkańcami miasta, których wypytywałem o obchodzoną właśnie rocznicę. Wrażenia, jakie odniosłem, pokrywają się w moimi wcześniejszymi doświadczeniami z poprzednich wizyt na Ukrainie.

Piszę te słowa na gorąco po powrocie, na podstawie bezpośrednich kontaktów z wieloma ludźmi. I muszę przyznać, że mam mieszane uczucia, podobnie zresztą jak inni obecni tam razem ze mną Polacy. Większość Ukraińców nie ma bowiem elementarnej wiedzy historycznej na temat tego, co działo się na Wołyniu w 1943 roku. Nie ma pojęcia o ideologii integralnego nacjonalizmu, którą stworzył Dmytro Doncow, a wyznawał Stepan Bandera. Nie ma świadomości, jaką rolę odegrali wówczas tacy ludzie, jak Roman Szuchewycz „Taras Czuprynka” czy Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur”.

Moje rozmowy ze zwykłymi Ukraińcami wyglądały najczęściej następująco: „Czy wiesz, kim był Bandera? Wielkim bohaterem narodowym. A co robił? Walczył z Moskalami o niepodległą Ukrainę. I co jeszcze? Został przez nich zamordowany. I co dalej?” Najczęściej dalej była cisza.

Jeśli świętują pod pomnikami Bandery czy Szuchewycza, to dlatego, że tamci byli antykomunistami i walczyli z Rosją. „Tak samo jak dziś nasi walczą z Moskalami w Donbasie”, pada dalej historyczna analogia.
Z kultem Bandery i gloryfikacją banderyzmu często idzie w parze sympatia dla Polaków, ponieważ mamy wspólnego wroga. Nic w tym dziwnego, skoro wiedzą, że UPA walczyła z Sowietami jeszcze wiele lat po wojnie, ale nie wiedzą, że wcześniej dokonała ludobójstwa na Polakach na Wołyniu.
Nie mają w ogóle świadomości, jakie miejsce w polskiej świadomości zbiorowej zajmuje tragedia wołyńska. Potrafią więc zaśpiewać gościowi z Polski banderowską piosenkę partyzancką, gdzie mowa jest o walce z Moskalami, bo są szczerze przekonani, że sprawią mu tym przyjemność.

Wszystkie przeprowadzane ostatnio badania opinii publicznej wskazują, że Ukraińcy to właśnie Polaków najbardziej lubią spośród innych narodów. Pisałem niedawno na naszym portalu, że z majowego sondażu agencji Rejting wynika, iż cieszymy się sympatią aż 90 proc. naszych sąsiadów zza Buga. Nie ma drugiego narodu w Europie (poza Węgrami), w którym bylibyśmy tak bardzo lubiani. To także kapitał społeczny.
Niby żyjemy w epoce internetu, gdzie wszystkie informacje są w zasięgu ręki; wystarczy tylko kliknąć. Jesteśmy sąsiadami, między którymi bariera językowa jest niewielka, więc nie ma problemów z porozumieniem się. W Polsce przebywa ponad milion Ukraińców, którzy mają możliwość dobrze poznać krajów swoich sąsiadów… A jednak nie przekłada się to na szerszą wiedzę.

Dlatego popełniamy błąd poznawczy, oceniając dzisiejsze zachowania Ukraińców tak, jakby mieli oni tę samą wiedzę i świadomość o zbrodni wołyńskiej. My uważamy, że ktoś obnoszący się z symboliką UPA jest automatycznie zwolennikiem nacjonalizmu integralnego i popiera ludobójstwo na Polakach. A on najczęściej – o czym sam nieraz miałem okazję się przekonać – nie ma pojęcia ani o jednym, ani o drugim.
Ktoś jednak takie a nie inne symbole, takie a nie inne postaci wybrał i umieścił w panteonie chwały ukraińskich bohaterów. Kluczową rolę odgrywają tutaj oczywiście elity, zwłaszcza zaś historycy i politycy.

Świadomość na temat OUN-UPA kształtowana jest na Ukrainie przede wszystkim przez ludzi odpowiedzialnych za tamtejszą politykę historyczną, których głównym reprezentantem pozostaje szef Instytutu Pamięci Narodowej w Kijowie Wołodymyr Wjatrowycz. W prezentowanej przez nich wizji przeszłości nie istnieje coś takiego, jak zaplanowana eksterminacja ludności polskiej na Wołyniu. Dziś dominuje tam termin „druga wojna polsko-ukraińska 1942-1947” oraz narracja o symetrycznych działaniach obu stron.
Politykom z kolei – w obliczu zbrojnej konfrontacji z Rosją – potrzebni są bohaterowie narodowi, których można stawiać jako wzór bezkompromisowej walki z Moskwą. Do takiej roli nadają się doskonale żołnierze UPA, którzy są gloryfikowani i przedstawiani niemal jak rycerze bez skazy. W tak namalowanym portrecie nie ma miejsca na ludobójstwo wołyńskie. Jest ono albo pomijane, albo ukazywane jako część polsko-ukraińskiej wojny partyzanckiej. Taki właśnie przekaz otrzymuje przeciętny mieszkaniec Ukrainy.
Dlatego pretensje, zarzuty i ataki ze strony polskiej najczęściej przyjmowane są przez zwykłych Ukraińców z niezrozumieniem. Kłócą się one bowiem ze wszystkim, czego dowiadują się z oni mediów, z wypowiedzi historyków czy polityków.
Na dodatek tych samych argumentów – czyli oskarżeń o ludobójstwo – używa wobec UPA strona rosyjska. A ponieważ wszystkie nieprzychylne dla Ukrainy przekazy, które płyną z Moskwy, są traktowane jako załgana propaganda, pojawia się automatyczna reakcja odrzucenia ich jako nieprawdziwych.

W Polsce nie mamy świadomości tych wszystkich ukraińskich uwarunkowań, choć przecież istnieje internet, wspólna granica, ruch bezwizowy itd. Nie wiemy, że to, co dla nas jest oczywiste, tam pozostaje nieznane.
Niestety – to moja smutna konstatacja po ostatniej wizycie na Ukrainie – polska strona ma tam ograniczoną możliwość przedstawienia swoich racji. Powstał liberalno-lewicowy oligopol informacyjny. Wiadomości o naszym kraju, jakie docierają nad Dniepr i Dniestr, są zapośredniczone przez media tego właśnie nurtu, często niemieckie, często nadwiślańskie, jak np. środowiska Michnika czy Sierakowskiego. Obraz Polski, jaki się w z nich wyłania, przypomina komentarze Beylina, Maziarskiego, Sadurskiego i Stasińskiego: autorytarny reżim irracjonalnego Kaczyńskiego, który ze wszystkimi na świecie wywołuje swoje małe prywatne wojenki (z Rosją o Smoleńsk, z Żydami o Holocaust, z Niemcami o reparacje wojenne itd.).

W tym kontekście wszelkie krytyczne głosy w sprawie Wołynia są przedstawiane (także przez usłużne „autorytety z Warszawy”) jako taktyczna gra Jarosława Kaczyńskiego obliczona na zdobycie prawicowego elektoratu. W związku z tym nie można jej brać na poważnie i przejmować się nią, ponieważ to tylko brudna rozgrywka polityczna, a nie żadne dążenie do uznania prawdy historycznej.

Taki właśnie ton dominuje w doniesieniach z Polski na temat tragedii wołyńskiej. Do umysłów wtłaczane jest przekonanie, że problemem, który nas dzieli, nie jest wcale pamięć o Wołyniu, ale cyniczna polityka PiS. Dlatego najbardziej pożądanym rozwiązaniem dla stosunków polsko-ukraińskich byłoby odsunięcie tej partii od władzy.
Jak na dłoni widać, że obóz dobrej zmiany nie ma przełożenia na ukraińskie elity polityczne i intelektualne. Nie posiada możliwości przedstawienia swojego punktu widzenia i wyartykułowania własnych racji (dotyczy to zresztą nie tylko sprawy Wołynia, ale sporów z Komisją Europejską, reformy sądownictwa i wielu innych problemów). Nie ma przetartych szlaków nieoficjalnej dyplomacji, nieformalnych kanałów dotarcia do opiniotwórczych środowisk, skutecznych narzędzi prowadzenia polityki „soft power”. Ostatnia ekipa, która miała dobre kontakty nad Dnieprem, zginęła razem z Lechem Kaczyńskim w Smoleńsku. Po niej pozostała pustka.

Grzegorz Górny

Grzegorz Górny – Reporter, eseista, publicysta, reżyser, producent filmowy i telewizyjny. Założyciel i redaktor naczelny kwartalnika „Fronda“ (w latach 1994-2005 i 2007-2012). Współautor i producent kilku cykli telewizyjnych dla TVP1, TVP2, TVP Polonia, TVP Historia, TV Puls, Polsat. W latach 2005-2006 redaktor naczelny tygodnika „Ozon“. Autor ponad 30 książek, które doczekały się 19 wydań zagranicznych w językach: angielskim (4 książki w USA), hiszpańskim, francuskim, niemieckim, węgierskim, chorwackim, bułgarskim. Laureat wielu nagród dziennikarskich, filmowych i książkowych (m.in. Grand Press, Feniks i nagroda SDP im. J. Zieleńskiego). Odznaczony przez prezydenta Węgier Rycerskim Krzyżem Zasługi. Obecnie stały publicysta tygodnika „Sieci“ i portalu wpolityce.pl. Prowadzi Klub Trójki w Programie 3 PR.

za: https://wpolityce.pl/polityka/403599-wielka-pustka-czyli-wolyn-w-swiadomosci-historycznej

Za: Hej-kto-Polak! (13 lipca 2018)

 


 

„To profesjonalna propaganda”. Skandaliczne słowa ukraińskiej pisarki o filmie „Wołyń”

Ukraińska pisarka, poetka i eseistka Oksana Zabużko ostro skrytykowała film „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego, określając go jako „propagandę” i „manipulację”. Jej opinia ma charakter skandaliczny.

Zbuźko powiedziała, że „ten film tworzy obraz Ukraińca rzeźnika”

Film Smarzowskiego pokazuje jedną z największych tragedii w historii polskiego narodu, ludobójczą rzeź dokonaną przez ukraińskie podziemie OUN-B i UPA na cywilnej ludności polskiej na Wołyniu latem 1943 r.

„To się nadaje na 20-stronicowy esej, poważną analizę z pokazaniem, jak dobrze działa propaganda i jak odbywa się konstruowanie obrazu wroga” – oceniła Oksana Zabużko w wywiadzie, udzielonym portalowi wp.pl. Odnosząc się do filmu Smarzowskiego, dodała, że musiałaby „wziąć flamaster, iść od strony do strony i pokazywać, gdzie zaczyna się propaganda, gdzie zaczyna się manipulacja, gdzie film historyczny niezauważalnie i subtelnie zmienia się w ideologię i film propagandowy” – powiedziała ukraińska pisarka.

Dodała przy tym, że „Wołyń” jest filmem „bardzo profesjonalnie zrobionym. „A z propagandą jest tak, że im lepsza, tym niebezpieczniejsza”

Co najdziwniejsze w tym wszystkim Oksana Zabużko sama nie widziała filmu, natomiast swoją opinię sformułowała na podstawie scenariusza, który otrzymała od jednego z ukraińskich aktorów.

Zabużko skrytykowała Smarzewskiego błędy merytoryczne: „w filmie jest scena w kościele greckokatolickim z księdzem, który święci siekiery, noże, widły i sierpy. Problem w tym, że na Wołyniu w ogólnie nie było kościołów greckokatolickich od 1830 roku! To znaczy, że Smarzowski otwarcie kłamie” – uznała. „To całe święcenie siekier i wideł jest wzięte z mitologii z XVIII wieku. Smarzowski nie mógł nie wiedzieć, że to fantazja” – podkreśliła Zabużko, laureatka Nagrody Literackiej Europy Środkowej „Angelus” za powieść „Muzeum porzuconych sekretów”.

Ukraińska pisarka ponadto oskarża Polaków o wbijanie Ukraińcom noża w plecy w obecnej trudnej sytuacji.

„Ukraińcy nie popierają tego, co było na Wołyniu w 1943 r. Ale (…) my tu teraz umieramy, my tu zdychamy, my stawiamy czoła Rosjanom, a Polacy byli naszymi przyjaciółmi i adwokatem w ciągu ostatnich 20 lat. I jak się zachowują? (…) Walczymy o życie, krzyczymy o pomoc. I nagle sąsiad – Polska – który zawsze był przyjacielem, z którym miło się gawędziło, wyłania się zza rogu i krzyczy: a pamiętasz, co mi w 1943 zrobiłeś?”

Opinia ukraińskiej pisarki jest typowa dla części ukraińskiej elity, zwłaszcza tej, która pochodzi z Zachodniej Ukrainy. Oni chcieliby ludobójstwo dokonane przed ich przodków zamieść po prostu pod dywan. Nie widać u nich ani chęci skruchy za to ludobójstwo, ani też zgody na przyznanie się do niego.

Źródło: onet.pl

Za: Najwyższy Czas! (13/07/2018)

 


 

Kto zdenazyfikuje Ukrainę?

1 lipca Petro Poroszenko złożył najlepsze życzenia państwu, które uznał za „najbardziej szczerego przyjaciela Ukrainy”. Cóż to jest za państwo? Może to najbliższy zachodni sąsiad Ukrainy? Tak mogłoby się wydawać zważywszy, że władze w Warszawie od 1991 roku nieustannie wspierają Ukrainę.

Batiuk-5.jpg

A to poprzez „pożyczki spreadowe” z rezerwy Narodowego Banku Polskiego, a to wyrażając sprzeciw wobec gazociągu jamalskiego, a teraz Nord Stream 2, ponieważ godzą one w interesy Ukrainy, a to żądając na forum UE w interesie Ukrainy nowych sankcji wobec Rosji itd. Nie mówiąc już o utrzymywaniu ekonomicznym Ukrainy przez Polskę – w tym finansowaniu przez polski budżet ukraińskiego systemu emerytalnego – oraz przyjmowaniu w Polsce ogromnej imigracji ukraińskiej, której daje się pracę i mieszkania, zapewnia bezpłatne studia, a nawet bezpłatne przejazdy komunikacją miejską. Tak wygląda polityka III RP wobec Ukrainy. Można ją podsumować znanym sloganem Tadeusza Mazowieckiego o „postawie służebnej”.

Ale to niestety nie Polskę miał na myśli władający Ukrainą oligarcha Poroszenko. „Nie ma na świecie drugiego tak szczerego przyjaciela Ukrainy jak Kanada” – napisał Poroszenko z okazji przypadającego 1 lipca święta narodowego tego państwa. W związku z tym życzył Kanadzie, „w której żyją tacy wspaniali ludzie”, przede wszystkim „szczęścia i rozkwitu” [1].

To zupełnie oczywiste. Kanada przyjęła po drugiej wojnie światowej prawie całą banderowską diasporę – większość zbrodniarzy z OUN, UPA i dywizji Waffen-SS „Galizien”, którzy dzięki wstawiennictwu za nimi u aliantów gen. Władysława Andersa uniknęli wydania w ręce ZSRR. Dzięki wsparciu Kanady wielu z nich mogło robić kariery naukowe historyków i politologów, pisać i rozpowszechniać w języku angielskim publikacje o UPA jako „ruchu wyzwoleńczym” i „armii nieśmiertelnych”, negujące jej kolaborację z III Rzeszą i jej ludobójcze zbrodnie. Banderowski skansen w Kanadzie odegrał kluczową rolę w przeszczepieniu dżumy nacjonalizmu Doncowa i Bandery na niepodległą Ukrainę po 1991 roku i sprowadzeniu tego kraju na polityczne manowce w wyniku przewrotów z 2004 i 2014 roku.

Pielęgnująca na swojej ziemi banderowskie chwasty Kanada jako pierwsza wprowadziła w 2014 roku antyrosyjskie sankcje, ubiegając tym krokiem USA i UE. Jako pierwsza rozpoczęła też dostawy broni na pomajdanową Ukrainę. Z ukraińskiej diaspory – liczącej tam 1,3 mln osób – rekrutowali się także liczni ochotnicy do banderowskich bojówek na Majdanie i paramilitarnych formacji pacyfikujących Donbas. Z kolei ukraińska ambasada w Kanadzie zamieszczała w Internecie mapy, na których południowo-wschodnie tereny Polski były zaznaczone jako ziemie ukraińskie. Oczywiście bez reakcji ze strony władz kanadyjskich.

Wdzięczność oligarchy Poroszenki wobec Kanady jest więc całkowicie zrozumiała. Ostentacyjna manifestacja tej wdzięczności ze strony Poroszenki pokazuje, że pamajdanowa Ukraina ma na świecie większych i możniejszych przyjaciół niż Polska i dlatego na polskiej przyjaźni nie musi jej zależeć. I nie zależy.

Oligarcha Poroszenko bynajmniej nie zapomniał w tych dniach także o Polsce. 75. rocznica banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz zapowiedziane w Warszawie podniosłe społeczne obchody tej rocznicy skłoniły reżim w Kijowie do działania. Rząd Ukrainy zapowiedział zorganizowanie 6 lipca uroczystości, która ma być przeciwwagą dla uroczystości wołyńskich w Warszawie. Wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko oraz szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz wybierają się 6 lipca do miejscowości Rudka Kozińska na Wołyniu, by uczcić rzekome wymordowanie w tej wsi 17 Ukraińców przez „300 uzbrojonych ludzi, przeważnie Polaków” 9 lipca 1943 roku. Ukraina będzie więc czcić na wołyńskiej ziemi w rocznicę ludobójstwa banderowskiego na narodzie polskim rzekomy mord polski na 17 Ukraińcach. Na tak bezczelną ukraińską prowokację w przededniu rocznicy Krwawej Niedzieli, prowokację w typowo banderowskim stylu, ze strony władz w Warszawie nie ma tradycyjnie żadnej reakcji [2].

To na władzach w Warszawie – nie tylko zresztą na władzach, ale też na opozycji, na całej „klasie politycznej” – spoczywa obowiązek ultymatywnego żądania od Ukrainy zaprzestania negacji ludobójstwa OUN-UPA na Polakach i gloryfikacji jego sprawców. Dopóki Ukraina nie zmieni swojej polityki historycznej, powinna być ze strony polskiej izolowana na arenie międzynarodowej. Państwo nazywające się Rzeczpospolitą Polską ma moralny obowiązek ze względu na co najmniej 130 tys. Polaków wymordowanych w latach 1943-1944 przez banderowców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, którym pomajdanowa Ukraina odmawia do tej pory chrześcijańskiego pochówku i upamiętnienia, domagać się na arenie międzynarodowej politycznego i gospodarczego bojkotu reżimu w Kijowie.

Państwo nazywające się Rzeczpospolitą Polską ma także moralny obowiązek ostrzegać społeczność międzynarodową przed demonami przeszłości, które doszły do głosu na Ukrainie po 2004 i 2014 roku. A co robi to państwo? Kogo wspierają, kogo reprezentują i komu służą jego elity? Tak rządowe, jak i opozycyjne?

Polityka polska ponosi ogromną odpowiedzialność za – trzeba to nazwać po imieniu – nazyfikację Ukrainy, jaka ma miejsce od przewrotu kijowskiego w 2014 roku. Oczywiście osoby takie jak Jerzy Targalski czy Przemysław Żurawski vel Grajewski stanowczo zaprzeczają takiemu nazwaniu rzeczy po imieniu, a każdego kto tak nazywa rzecz po imieniu mianują od razu „agentem Rosji”. To jednak w niczym nie zmienia stanu rzeczy. A stan rzeczy jest taki, że Ukraina brunatnieje.

Przykładów tego jak demony przeszłości, wyciągnięte z trumien w 2004 i 2014 roku, hulają sobie po Ukrainie można podać wiele. Odwołam się do najnowszych przykładów ze Lwowa.

W marcu tego roku departament oświaty i nauki Lwowskiej Obwodowej Państwowej Administracji (a więc centralnej administracji rządowej, nie lokalnego samorządu) zorganizował konkurs plastyczny dla młodzieży na temat „Ukraińscy ochotnicy w szeregach dywizji Galicja 1943-1945”. Oczywiście chodzi – czego w nazwie konkursu kłamliwie nie podano – o ukraińską dywizję Waffen-SS „Galizien” („Hałyczyna”), odpowiedzialną za zbrodnie na ludności polskiej oraz udział w tłumieniu Słowackiego Powstania Narodowego (1944) i walki z partyzantką jugosłowiańską. Uczeń lub student, który zdobył pierwsze miejsce w tym konkursie mógł wygrać trzy tysiące hrywien. Dla pozostałych przewidziano nagrody po dwa tysiące i tysiąc hrywien, dyplomy, książki i koszulki.

Wręczenie nagród odbyło się 28 kwietnia podczas dorocznego marszu nacjonalistów i neonazistów ukraińskich we Lwowie ku czci rocznicy – w tym roku 75-tej – powstania dywizji Waffen-SS „Galizien”. Dotychczas obchody tej rocznicy organizowały różne formacje postbanderowskie, neobanderowska partia „Swoboda” i zdominowany przez nią samorząd Lwowa. W tym roku po raz pierwszy w obchody rocznicy powstania galicyjskiej dywizji SS włączyły się władze państwowe Ukrainy, które ambasador Jan Piekło, polski rząd i polskie media mainstreamowe bronią do upadłego przed oskarżeniami o związki z nacjonalizmem ukraińskim, a co dopiero z nazizmem.

Z inicjatywy Lwowskiej Obwodowej Państwowej Administracji – czyli administracji podległej „demokratycznemu” rządowi Wołodymyra Hrojsmana – zorganizowano w tym roku wystawę ku czci dywizji Waffen-SS „Galizien”. „Ponad 80 tysięcy ochotników z Zachodniej Ukrainy zgłosiło się do naboru do dywizji, która w perspektywie miała stać się główną armią niezależnej Ukrainy” – napisała w anonsie owej wystawy ukraińska administracja państwowa we Lwowie3. Miała stać się nazistowską armią nazistowskiej Ukrainy u boku Niemiec hitlerowskich – taka jest prawda historyczna.

Na wystawie tej, otwartej z wielką pompą w samym centrum Lwowa, zaprezentowano umundurowanie i uzbrojenie dywizji Waffen-SS „Galizien” oraz przedstawiono jej kłamliwie spreparowaną historią. Nie było oczywiście ani słowa o zbrodniach ukraińskich esesmanów. Partnerami administracji państwowej we Lwowie w uczczeniu 75. rocznicy powstania dywizji Waffen-SS „Galizien” były Korpus Narodowy – neobanderowska, a właściwie neonazistowska partia polityczna utworzona przez weteranów pułku ochotniczego „Azow” (tego, który używa jako emblematu „wilczego haka” dywizji Waffen-SS „Das Reich”) – oraz neobanderowski batalion „Ajdar”, który swego czasu spotkał się z wielką sympatią ze strony „Gazety Polskiej” oraz posłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej [4]. Warto przypomnieć, że brytyjski dziennik „Guardian” już trzy lata temu potwierdził, że batalion „Ajdar” odwoływał się do symboliki nazistowskiej – m.in. używając emblematu 36. Dywizji Grenadierów Waffen-SS „Dirlewanger” [5].

Setki ludzi paradowały 28 kwietnia 2018 roku po ulicach Lwowa w mundurach SS – formacji uznanej przez Trybunał Norymberski za zbrodniczą, której wychwalanie jest karane w wielu krajach świata. Tego w Warszawie, Waszyngtonie, Brukseli, Londynie, Berlinie i Paryżu nikt nie widzi? Czy jest do pomyślenia, żeby np. władze państwowe Niemiec zorganizowały obchody rocznicy powstania jakiejś dywizji SS, żeby uczciły ją konkursem plastycznym dla młodzieży i wystawą plenerową oraz marszem ludzi w mundurach SS w centrum jakiegoś dużego niemieckiego miasta? Jaka wtedy byłaby reakcja świata? W wypadku Ukrainy takiej reakcji niema. Dlaczego? Dlatego, że Ukraina dostała koncesję na rehabilitację nazizmu? Jeśli tak, to od kogo ją dostała? Od USA, czy także od RFN? No i po co ją dostała? Jaki jest cel perspektywiczny instalowania neonazistowskiego skansenu na Ukrainie przy dyskretnym milczeniu Zachodu?

Nikt nie zastanawia się też, zwłaszcza w Warszawie, jaki wpływ na wychowanie, osobowość i świadomość ukraińskiej młodzieży będzie miało formowanie jej charakterów na tego typu treściach? Przecież tak zindoktrynowana młodzież ukraińska – wychowana na kłamstwie historycznym, negacji i trywializacji zbrodni oraz ideologii nienawiści opakowanej w papierek „patriotyzmu”– masowo przyjeżdża do Polski. Nikt nie zastanawia się do czego ta młodzież może zostać użyta, na Ukrainie lub gdziekolwiek indziej? Przecież to jest doskonały materiał dla wszelkich organizacji terrorystycznych i ruchów ekstremistycznych.

Jak wygląda wychowanie współczesnej młodzieży ukraińskiej, pokazała afera Marjany Batiuk. Pani Marjana Batiuk ma tylko 28 lat, ale do niedawna była nauczycielką historii i wicedyrektorką szkoły miejskiej nr 100 we Lwowie. Taki awans zawdzięczała w tak młodym wieku niewątpliwie przynależności do neobanderowskiej partii „Swoboda”, z której ramienia zasiada w Radzie Miasta Lwowa. Jako radna lwowskiego samorządu pani Batiuk zasłynęła dotychczas inicjatywą w sprawie wywieszania flagi OUN-UPA na równi z flagą państwową, projektem uchwały w sprawie zakazu śpiewania piosenek po rosyjsku, czy przyozdobieniem mównicy w lwowskim ratuszu wraz z innymi radnymi „Swobody” flagą banderowską. 20 kwietnia br. – w 129. rocznicę urodzin Adolfa Hitlera – pani Batiuk zamieściła na swoim koncie na Facebooku zdjęcie wodza III Rzeszy z podpisem: „Wielki człowiek, jakby nie patrzeć…”. Dołączyła do tego symbol serca i dwa cytaty z „Mein Kampf” [6].

Jej wpis na Facebooku został bardzo szybko rozpowszechniony przez internautów na całym świecie i wywołał międzynarodowy skandal. To spowodowało, że mer Lwowa Andrij Sadowy zwolnił po kilku dniach panią Marjanę Batiuk z pracy. „Nie dopuścimy do tego, by we lwowskich szkołach pracowali ludzie, którzy chwalą tych, którzy zabili miliony Ukraińców” – ogłosił publicznie mer Lwowa i zarazem przywódca „umiarkowanie nacjonalistycznej” partii „Samopomoc” [7].

Oczywiście pan Andrij Sadowy wykazał się wielką obłudą, ponieważ pani Marjana Batiuk zamieszczała tego typu treści na Facebooku od wielu lat. Internauci udostępnili screeny innych wpisów na tym portalu społecznościowym, w których radna „Swobody” wyrażała się pozytywnie o III Rzeszy lub wyciągała rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. Jakoś nie budziło to wtedy sprzeciwu pana mera Sadowego ani władz szkolnych we Lwowie. Nie było też ich sprzeciwu jak Batiuk pochwalała na Facebooku neonazistowską symbolikę pułku „Azow” i Korpusu Narodowego, ani jak chwaliła się, że jej uczniowie bawili się w akcję rekrutacyjną do dywizji Waffen-SS „Galizien”, ani jak zamieściła swoją fotografię z podpisem: „Jestem banderowcem, czym się szczycę”. To wszystko było w porządku, dopóki nie wybuchła afera międzynarodowa z powodu jej wpisu z okazji rocznicy urodzin Hitlera.

Ale przecież dwa dni wcześniej – 18 kwietnia – pani Batiuk oficjalnie uczestniczyła razem ze swoimi uczniami w prezentacji umundurowania i broni dywizji Waffen-SS „Galizien” na wspomnianej wystawie plenerowej, którą zorganizowała lwowska administracja państwowa. W otwarciu tej wystawy uczestniczył także pan mer Andrij Sadowy. Może zatem siebie powinien zwolnić on w pierwszej kolejności. O tym, jakie panują nastroje wśród Ukraińców we Lwowie najlepiej świadczy fakt, że 27 kwietnia w obronie Marjany Batiuk „spontanicznie” demonstrowało w tym mieście około 200 osób – jej uczniów, rodziców tych uczniów i działaczy neobanderowskiej „Swobody” [8].

Zachowało się w Internecie zdjęcie z wizyty Marjany Batiuk i jej uczniów na wystawie plenerowej ku czci dywizji Waffen-SS „Galizien”. Widzimy na nim pięciu chłopców w wieku 10-14 lat, którzy pozują z niemiecką bronią z okresu drugiej wojny światowej. Za nimi stoi ich koleżanka oraz czterech mężczyzn w mundurach esesmańskich. Obok uśmiecha się młoda kobieta o ciemnoblond włosach, w czerwonej kurtce i dżinsach. To Marjana Batiuk. Na innym zdjęciu z jej konta na Facebooku widzimy czterech jej uczniów, którzy mają chyba niewiele ponad 10 lat, stojących z wykonanymi przez siebie emblematami dywizji Waffen-SS „Galizien” oraz z rękami wyciągniętymi w hitlerowskim pozdrowieniu. Tak Marjana Batiuk uczyła ich historii. Tak się na Ukrainie – państwie stowarzyszonym z Unią Europejską – uczy młodzież historii.

Musi się tutaj zrodzić pytanie o to kim będą w przyszłości uczniowie Marjany Batiuk. Co wyrośnie z tych dzieci zatrutych kultem kolaboracyjnej, hitlerowskiej i zbrodniczej formacji, wychowanych na kłamstwie oraz relatywizacji dobra i zła? Do czego ci chłopcy zostaną użyci, gdy jako dorośli otrzymają broń do ręki od epigonów Stepana Bandery i Romana Szuchewycza?

galizien 2.jpg

Tych pytań nikt sobie w Warszawie nie stawia, bo w Warszawie miarodajne są tylko pytania stawiane przez ambasadę USA. Przypadek pani Batjuk nie jest odosobniony i nie dotyczy tylko sytemu edukacji na Ukrainie. W połowie maja tego roku wyszło na jaw, że konsul Ukrainy w Hamburgu Wasyl Maruszczyneć od lat zamieszczał na swoim profilu na Facebooku skrajnie szowinistyczne treści wobec Polaków, Żydów, Węgrów, Romów i innych narodowości. Zapowiadał wyzwolenie siłą ziem ukraińskich aż „do Warty. Albo nawet do Odry-Nysy!”.

Twierdził, że Aryjczycy to „najbardziej starodawna nazwa dawnych Ukraińców, która jest nam znana. Pierwsi oracze świata. Udomowili konia, wynaleźli koło i pług. Pierwsi na świecie uprawiali żyto, pszenicę i proso. Swoje umiejętności uprawy roli i rzemiosła zanieśli do Chin, Indii, Mezopotamii, Palestyny, Egiptu, Północnych Włoch, na Bałkany, do Zachodniej Europy i Skandynawii” (to jest parafraza tekstu z „Mein Kampf” Hitlera, jakby ktoś nie wiedział). Maruszczyneć zamieścił też mapę przyszłego aryjskiego imperium ukraińskiego, które będzie graniczyć z Niemcami po podziale ziem polskich. „Niech żyje teutońsko-aryjska (dzisiaj niemiecko-ukraińska) przyjaźń!” – podpisał tę mapę Maruszczyneć [9].

To nie jest kolejny odosobniony przypadek. To jest oblicze ideowo-polityczne ludzi, którzy doszli do władzy na Ukrainie w wyniku brutalnego przewrotu z 2014 roku, wspieranego przez USA i Zachód. Tak wyglądają ludzie, którzy stoją za plecami Poroszenki i Hrojsmana. To są partnerzy polityczni i antyrosyjscy sojusznicy polskiej „klasy politycznej”. Zarówno tej jej części, której patronuje „Gazeta Polska”, jak i tej, której patronuje „Gazeta Wyborcza”. Ideowo-politycznego oblicza tych partnerów nie da się ukryć, choćby nie wiem jak głośno polska „klasa polityczna” wyzywała od „agentów Rosji” każdego kto to upiorne oblicze jej ukraińskich partnerów odsłoni.

Rodzi się pytanie, czy polska „klasa polityczna” rzeczywiście nie rozumie, że jej ukraińscy partnerzy nie zamierzają budować razem z nią żadnego „Trójmorza” ani czegokolwiek innego. To nie był, nie jest i nigdy nie będzie ich cel polityczny.

Pisałem już kiedyś, że z nacjonalizmem ukraińskim w wersji banderowskiej, czyli nazistowskiej, żartów nie ma. Dlatego rodzi się też pytanie o to, kto zdenazyfikuje Ukrainę. Na pewno nie zrobią tego Stany Zjednoczone Ameryki, które nigdy nie troszczyły się, nie troszczą i nie będą się troszczyć o wielowymiarowe skutki swojej polityki destabilizacji kolejnych państw i obszarów geopolitycznych.
Kto zdenazyfikuje Ukrainę i ile ofiar będzie to kosztować, w tym też ofiar polskich?

Bohdan Piętka

[1] „Poroszenko pisze o najbardziej szczerym przyjacielu Ukrainy”, www.kresy.pl, 3.07.2018.
[2] „Ukraina organizuje wołyńskie kontrobchody”, www.kresy.pl, 5.07.2018.
[3] „Lwów: państwowe władze zorganizowały konkurs dla młodzieży z okazji 75-lecia SS Galizien”, www.kresy.pl, 24.04.2018.
[4] „We Lwowie prezentowano mundury i uzbrojenie Waffen-SS Galizien”, www.kresy.pl, 20.04.2018.
[5] „The Guardian potwierdza: dirlewangerowcy w szeregach ukraińskich ochotników”, www.kresy.pl, 7.03.2015.
[6] „Radna Swobody ze Lwowa o Hitlerze: wielki człowiek”, www.kresy.pl, 20.04.2018.
[7] „Ukraińską radną, która chwaliła Hitlera, zwolniono z pracy w szkole”, www.kresy.pl, 25.04.2018.
[8] „Lwów: »spontaniczny protest« w obronie radnej Swobody, która wychwalała Hitlera”, www.kresy.pl, 28.04.2018.
[9] „Konsul Ukrainy wzywał do odebrania »ukraińskich ziem« Polsce? MSZ Ukrainy wyjaśnia”, www.kresy.pl, 14.05.2018.

Za: Myśl Polska, nr 29-30 (15-22.07.2018)

 


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , , , , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=102759 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]