Pierwszokomunijne „dziwactwa” liturgiczne. Dzieci tego nie potrzebują!

Aktualizacja: 2018-05-31 11:34 am

Skoro dziecko pragnie w pełni uczestniczyć w tajemnicy Eucharystii, nie można mu jej przedstawić ledwie połowicznie, ignorując treści fundamentalne. Tymczasem z podobną „narracją” można spotkać się coraz częściej, uczestnicząc w pierwszokomunijnych celebracjach Mszy Świętej, które aranżowane są na kształt Ostatniej Wieczerzy.

Tegoroczny „sezon pierwszokomunijny” otworzyła – tak przynajmniej sugerowały pojawiające się tu i ówdzie zapowiedzi prasowe – premiera kinowa filmu „Tam, gdzie mieszka Bóg”. W filmie, którego fabuła została osadzona w kontekście wydarzenia, jakim jest przygotowanie dzieci do przyjęcia sakramentu Komunii świętej, papież Franciszek zapytany: Jak i gdzie możemy poznać Jezusa?, odpowiada: Czytając Ewangelię, ucząc się katechizmu, rozmawiając z Jezusem.

Opowiedziana na ekranie historia dodaje do tego zestawu jeszcze jedno źródło doświadczenia Bożej obecności: przyjaźń i odwaga w podejmowaniu wyzwań. Katolickie dziecię mogłoby się zadziwić: Ale dlaczego papież nie powiedział, że Jezusa możemy poznać, spotykając Go na Mszy i w Komunii świętej? Cóż, może dlatego, że film ukazuje katechezę i Mszę świętą jako formy bezradnie puste wobec żywego dziecięcego pragnienia poznania Boga, który byłby żywy i prawdziwy, a nie tylko opowiedziany. To dopiero doświadczenie przyjaźni i miłości ludzkiej przygotowuje małych bohaterów do pełnego uczestnictwa we Mszy świętej, która w filmie, nota bene, przedstawiona jest jako uroczyste zgromadzenie wokół ołtarza bliskich sobie ludzi, którzy wraz z kapłanem wspominają Jezusa… Jest to prawda, delikatnie mówiąc, niezwykle powściągliwie wyrażona. Swoiste editio ad usum Delphini, uzasadnione przy założeniu, że delfin ma lat co najwyżej cztery, jednak nie wówczas, gdy ma ich dwa razy więcej. Skoro dziecko pragnie w pełni uczestniczyć w tajemnicy Eucharystii, nie można mu jej przedstawić ledwie połowicznie, ignorując treści fundamentalne. Tymczasem z podobną „narracją” można spotkać się coraz częściej, uczestnicząc w pierwszokomunijnych celebracjach Mszy świętej, które aranżowane są na kształt Ostatniej Wieczerzy. Służą temu nagromadzone specyficzne dekoracje ołtarza, zamiana czytań mszalnych z dnia na rzecz tych, które mówią o ustanowieniu Eucharystii. Dzieciom na różne sposoby sugeruje się w czasie Mszy rolę apostołów spożywających wieczerzę z Jezusem w wieczerniku, bywa, że na czas konsekracji chleba i wina zapraszane są za ołtarz. Duszpasterska gorliwość kapłanów sięga niekiedy aż do granic realnych przestępstw liturgicznych, kiedy to np. główny celebrans zamienia ornat na strój „historycznego” Jezusa i wita zgromadzonych wiernych na „pamiątce Ostatniej Wieczerzy” (sic!), sadzając dzieci za symbolicznie nakrytym stołem, ustawionym przed stopniami ołtarza. Pierwsze pełne uczestnictwo w liturgii Mszy świętej często zdominowane zostaje przez nadmierne zaangażowanie dzieci w celebrację: modlitwę wiernych odczytuje nie jedno dziecko, ale połowa klasy, podobnie czytania i psalm śpiewany przez kilkoro dzieci, dary ofiarne do ołtarza przynosi niemal szkolna wycieczka…

Wszystko to ostatecznie służy temu, by dzieci raczej poczuły się świetnie zorganizowanymi gospodarzami liturgii niż tymi, którzy stoją nieśmiało zdumieni łaską, jakiej dostępują. Tymczasem Msza święta to nie jest wieczerza dla braci, którą trzeba sprawnie zorganizować. Przypominają się tu słowa Pana Jezusa: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (Łk 10,41-2). Modlitewne skupienie i kontemplacja, które, jak podkreślają ojcowie soborowi w Konstytucji o liturgii świętej Sacrosantum Concilium, są istotą aktywnego uczestnictwa we Mszy świętej, to wielkie wyzwanie dla dziewięciolatka, tymczasem atmosfera „uczty z Panem Jezusem i przyjaciółmi”, ciągły ruch między ławkami a ołtarzem, stres związany z „wystąpieniem na ołtarzu” w wewnętrznej modlitwie nie pomagają. Owszem, zajmują dzieci na czas długiej celebracji, ale czy o to chodzi, żeby je CZYMŚ zająć? Czy nie lepiej byłoby odsłonić przed nimi przejmującą rzeczywistość Eucharystii, owszem, ustanowionej przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy, ale po to, by uobecniać do końca czasów Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie? Zamiast wątpliwie się ekscytować, że siedzimy za stołem i spożywamy ledwie „na pamiątkę”, nie lepiej podkreślić przed dziećmi tę poruszającą prawdę, że najlepiej uczestniczymy we Mszy św., gdy podążamy za modlitwami kapłana z takimi samymi uczuciami, jakie by nas przenikały, gdybyśmy się znajdowali u stóp krzyża? Czy w każdej parafii można uczciwie powtórzyć za św. Janem Pawłem II: „Nawet jeżeli logika uczty budzi rodzinny klimat, Kościół nigdy nie uległ pokusie zbanalizowania tej zażyłości ze swym Oblubieńcem i nie zapomniał, że On jest także jego Panem, a uczta pozostaje zawsze ucztą ofiarną, naznaczoną krwią przelaną na Golgocie” (Ecclesia de Eucharistia 48)?

Katecheza, która wyłania się zza coraz bardziej śmiałych form pierwszokomunijnych celebracji eucharystycznych, zdaje się być przesiąknięta lekkim duchem braterskiej miłości, jakby Ciało Chrystusa było, proszę wybaczyć, fajeczką pokoju. Można to ująć w zdawkowe: Pan Jezus, który jest Chlebem, kocha nas i karmi, żebyśmy i my kochali innych ludzi, tak jak On. I na koniec, żeby pomóc dzieciom doświadczyć tej prawdy wszystkim zmysłami, otrzymują one np. błogosławione przy ołtarzu chlebki miłości / pokoju, którymi mogą podzielić się z bliskimi po Mszy, zwłaszcza z tymi, którzy nie mogli przyjąć wraz z nimi Komunii św. (!). O ileż lepiej byłoby posłać te dzieci do ich bliskich jako małych apostołów nawrócenia, a nie jako wątpliwych pocieszycieli. Żaden „chlebek” nie sprawi ani  nie wyrazi tego, że posileni Ciałem i Krwią Syna i napełnieni Duchem Świętym stajemy się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie (por. Missale Romanum), za to ryzyko zbanalizowania świętej rzeczywistości jest ogromne. Po pierwsze, serwujemy dzieciom rozmycie istotnych granic przez utożsamienie Chrystusa, który jest chlebem żywym, z pachnącą i chrupiącą bułeczką. Tymczasem Jezus mówi wyraźnie: „Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” (J 6, 51). Już św. Cyryl Jerozolimski wzywał, by nie przywiązywać wagi do zmysłowej postaci chleba i wina, ponieważ „Pan sam powiedział, że są Jego Ciałem i Jego Krwią: potwierdza to wiara, chociaż zmysły sugerują ci coś innego”. Po drugie, w Ofierze Mszy św. nie chodzi jedynie o „zwykłe darowanie się Chrystusa jako pokarm duchowy dla wiernych, bowiem dar Jego miłości i Jego posłuszeństwa aż do ostatniego tchnienia jest przede wszystkim darem dla Jego Ojca”, jak pisze św. Jan Paweł II. „Msza św. uobecnia ofiarę Krzyża (…) nie może być zatem pojmowana jako coś oddzielnego, niezwiązanego z krzyżem lub też odnoszącego się jedynie pośrednio do ofiary na Kalwarii” (Ecclesia de Eucharistia 12-13). Uczestnicząc we Mszy św., nie ucztujemy z Jezusem, ale składamy Go w ofierze Bogu, a z wraz z Nim samych siebie. Ktoś powie, że to zbyt przerażająca wizja dla dziecka… Gdyby to była tylko teoria, owszem, można by się zgodzić, ale doświadczenie wiary podpowiada, że gdy Pan daje pragnienia, to daje również siły, by przyjąć to, czego pragniemy. Chrystus mówi, że Eucharystia jest jedynym źródłem naszej pełnej radości. Można z niej zrobić spotkanie doraźnie pokrzepiające dla wszystkich, ale jej rzeczywistym i najwspanialszym celem jest przemieniać nas tu na ziemi, byśmy mogli znaleźć się w niebie – przez naśladowanie oddania się Syna Ojcu aż do śmierci, do całkowitego wyniszczenia i ofiary, bez względu na własne doczesne ludzkie szczęście. Ciało i Krew Chrystusa są pokarmem, byśmy nie osłabli w tej heroicznej drodze, by to, co po ludzku niemożliwe, stało się dla nas osiągalne. Jeśli nie będziemy odważnie i ufnie głosili tej pełnej i trudnej prawdy o Eucharystii, wychowamy nasze dzieci na duchowe karły, niezdolne do żarliwej i rozumnej obrony wiary.

Gdy św. Tarsycjusz (poł. III w.) ginął pod ciosami tych, którzy chcieli odebrać mu konsekrowany Chleb, jaki w tajemnicy niósł uwięzionym chrześcijanom, odwagę czerpał nie tylko z miłości do Chrystusa, ale i z troski o życie swych prześladowców. Nie chciał, by postępując niegodnie z Ciałem Pańskim, ściągnęli na siebie śmierć wieczną.

Sprowadzając tajemnicę zanurzenia w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa do przyjacielskiego spotkania wokół ołtarza, gdzie miłość miałaby polegać na tym, że przymykamy oko na grzech i ignorujemy wszystko, co nas dzieli, by utrzymać miły klimat, w którym każdy czuje się akceptowany, wychowujemy pokolenie podobne do tego, któremu dziś przyglądamy się z troską, smutkiem, może wręcz przerażeniem, w niemieckim czy belgijskim Kościele, który jakże chętnie podzieliłby się z każdym sakramentalnymi znakami Obecności Bożej, lekceważąc jednocześnie Prawdę, jaka pod tymi znakami się kryje. A wszystko to w imię rzekomej miłości bliźniego. Jakże daleko odeszliśmy od korzeni.

Kinga Wenklar

[Wybrane wypowiedzi internautów pod w/w tekstem na stronie źródłowej:]

Jak bardzo uczestnicy tych “wydarzeń” nie zdają sobie sprawy z tego, że wszystko tu oparte jest na emocjach, i za kilka lat emocje w wierze już nie wystarczą, i tych dzieci w większości w Kościele nie będzie! Jako egzemplifikacja tego stanu rzeczy może posłużyć ten oto przykład: Archidiecezja Poznańska, duża podmiejska parafia – do Sakramentu Bierzmowania w tym roku przystąpiło 20 gimnazjalistów podczas gdy w tym samym roczniku,kilka lat temu, do Pierwszej Komunii św. przystąpiło około 100 dzieci, czyli mamy 20%. Już argument, że do zawarcia związku małżeńskiego jest potrzebny Sakrament Bierzmowania, nie wystarcza; Sakrament Małżeństwa jest już też passé.
eMGa

Zapraszanie dzieci do stołu podczas Mszy, kładzenie przez nie rąk na stole podczas ofiarowania jest nadużyciem liturgicznym. O takich sytuacjach nalezy powiadamiac odpowiednie organy diecezji.
Kola

Powrót do Tradycji, stare katechizmy, Msza Wszechczasów, pokuta, pokuta, pokuta. Bez tego zginiemy.
Leaf427

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=101884 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]