Antypolski obłęd nad Sekwaną. Motorem diaspora żydowska i… Polacy?

Aktualizacja: 2018-02-22 12:16 pm

Środowiska pragnące zbić kapitał na eskalacji polsko-żydowskiego konfliktu rozpętały antypolską nagonkę nie tylko w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, ale również we Francji. To, co w ostatnich tygodniach wypisuje się w tamtejszych mediach na temat Polaków, woła o pomstę do nieba. 

Polska trafia na łamy francuskich gazet dość rzadko. W przypadku konfliktu o nowelizację ustawy o IPN jest jednak inaczej. Francuskie media komentują sprawę dość szeroko. Warto przypomnieć, że w tym kraju żyje największa diaspora żydowska w Europie. Dodatkowo, występujące tam dość licznie incydenty antysemickie łatwo przykryć częściowo antypolską narracją. Można tu przypomnieć choćby ilustrację artykułu o „polskim antysemityzmie” z gazety w Izraelu, która przedstawiała sprofanowane nagrobki żydowskiego cmentarza właśnie we… Francji.

Przegląd francuskich mediów wskazuje jednak, że najdalej idą oskarżenia formułowane pod adresem Polski ze strony środowisk żydowskich wywodzących się właśnie z naszego kraju. Poza emigrantami powojennymi, są tu silne środowiska emigrujących po 1968 roku oraz ich potomków, szczególnie nieprzychylne obecnej władzy w Polsce. Mamy jednak i głosy rozsądku, także w samym środowisku żydowskim.

Zaniedbania

Przez długie lata obraz Polski we Francji kształtowali głównie lewicowi twórcy, politycy w rodzaju Geremka czy Michnika. Z literatury współczesnej przekładano niemal wyłącznie lewicowych autorów. Polska kultura to dla Francji Lupa, Holland (Agnieszka) czy Warlikowski. Medialne informacje o Polsce do końca XX wieku były ilustrowane widokiem jadącego drogą wozu drabiniastego. Ostatnio Polska zwykłemu czytelnikowi francuskich gazet może się zaś kojarzyć z dumpingiem socjalnym, pracownikami delegowanymi, którzy zabierają pracę tubylcom, „łamaniem praworządności”, wycinką puszczy, faszystowskimi wybrykami na ulicach i innymi ekscesami „rządów ultrakonserwatystów”, teraz doszedł antysemityzm.

Somosierra

Walka z utrwalanymi stereotypami przypomina trochę szarżę, bez perspektywy wygranej.  Kilka tygodni temu sam zresztą spróbowałem i… poległem. Tygodnik „L’Express” zamieścił bowiem wywiad z historykiem z Kanady Janem Grabowskim (naśladowca publicystyki Grossa piszący o polowaniach chłopów polskich na Żydów), który już w tytule zawierał sugestię, że „celem polskiej ustawy o Holokauście jest paraliż badań historycznych”. Treść była dość typowa dla tego rodzaju publicystyki, choć Grabowski przyznawał, że obozy były „konstrukcji niemieckiej”. Pod artykułem znalazł się jednak komentarz czytelnika, który sugerował, że „wielu Polaków pracowało w obozach koncentracyjnych na swoim terenie”. Komentarz można było rozumieć dwuznacznie, więc na wszelki wypadek postanowiłem sprawę postawić jasno. Chociaż rzadko to robię, zalogowałem się na konto francuskiego tygodnika i w imię prawdy historycznej napisałem, że Polacy nie należeli do obsługi obozów koncentracyjnych, a jeśli już pracowali, to jako pierwsi więźniowie. Dopisałem jeszcze, że omawiana ustawa ma jedynie za cel obronę historycznej prawdy i wyjaśnienie, że KL były obozami nazistów niemieckich na terytorium okupowanej przez Niemców Polski. No i się doczekałem. Mój komentarz nie tylko się nie pojawił, ale w mailu od redakcji „L’Express” napisano: „Prosimy nie korzystać z naszej witryny w celu rozpowszechniania fałszywych informacji”…

Schematy

Tygodnik „L’Express” eksplorował temat ustawy o IPN zresztą dość często. Ogólne przesłanie brzmi – znajdująca się u władzy partia dąży do przepisania historii na nowo, aby uniemożliwić swobodę badań historycznych.

W tymże periodyku czytamy np. o sytuacji w Polsce: „odbywają się tu regularne wybory, ludzie mogą swobodnie się wypowiadać, nie ma oszustw wyborczych, armia pozostaje w koszarach, a kraj ten jest członkiem Unii Europejskiej…”, ale w Polsce „opozycja została ograniczona („spłaszczona”), rządzący czują się bezkarnie, nazywają oponentów zdrajcami, zniewalają media, ścigają dziennikarzy, a nacjonalizm stał się oficjalną doktryną”.

Ten sam tygodnik pisze, że „Premier RP jest autorem skandalicznej wypowiedzi na temat żydowskich autorów Holocaustu stając w obronie uchwalonego ostatnio kontrowersyjnego prawa, które ma na celu obronę Polski przed zarzutami o współudział w ludobójstwie razem z nazistami” (chodzi o odpowiedź na pytanie izraelskiego dziennikarza na monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa).

Z kolei tygodnik „Le Point” zamieścił artykuł Étienne’a Gernelle pod tytułem „Rougir pour la Pologne” (Czerwienić się za Polskę). Autorka twierdzi, że w naszym kraju „pokusa nacjonalizmu została zdublowana pokusą rewizjonizmu”, a reszta Europy jest już takim sojusznikiem zaniepokojona.

Wiele gazet publikuje po prostu materiały agencyjne AFP. Niestety i one są pełne schematów, a niektóre wręcz przepisywane ze źródła o nazwie „Gazeta Wyborcza”.

Dziennik „Le Figaro” zauważa, że „Stany Zjednoczone i Izrael krytykują warszawską chęć odcięcia się państwa polskiego od zbrodni nazistowskich podczas II wojny światowej”. Ma to być próba ingerencji polityki w historyczną debatę i narzucenia własnej wersji. To, że akurat sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie, nie jest już nijak zauważalne. Gazeta przyznaje, że „Polska była mocno dotknięta wojną. Zdarzyło się tam wiele okrucieństw. Z 6 milionów zabitych, 3 miliony to Żydzi. W oczach konserwatystów sprawujących władzę w Polsce priorytetem jest niedopuszczenie do używania terminu polskie obozy śmierci”. Jednak, ustawa ma wypaczać historię.

Dalej idzie dziennik „Le Monde”, który twierdzi, że „jesteśmy świadkami pojawienia się państwowego rewizjonizmu”. Tutaj też znajdziemy garść „komplementów”, ale ze znacznie większą dawką dziegciu – „chociaż wielu Polaków donosiło o obozach zagłady i wspierało Żydów, to nie zmienia to faktu, że były też egzekucje, donosy, a udział w eksterminacji również był faktem, a Polacy byli naznaczeni religijnym antysemityzmem i występowali przeciw osiadłej tam od dawna ludności żydowskiej”. Nie zmienia tego fakt, że „sprawiedliwi wśród narodów świata” są w Polsce liczniejsi niż gdzie indziej, a „Obozy zostały zbudowane lub przekształcone przez hitlerowskich najeźdźców”, a nawet  to, że „znaczna część Polaków była ofiarami represji”.

Warto też było zwrócić uwagę na stacje radiowe i TV. France Culture informuje o „dwóch twarzach”’ Polski w czasie okupacji.  Pierwsza to Żegota, ale w cieniu jest „Jedwabne i inne pogromy”.

Brice Couturier zauważa, że obozy były niemieckie. Dalej pisze – „możemy wyśmiewać się z obsesji ultra-konserwatywnego polskiego rządu, który śledzi używanie w prasie zagranicznej wyrażenie polskie obozu śmierci. Izraelski dziennikarz Ronen Bergman zaliczył 260 oficjalnych protestów polskich ambasadorów z całego świata tylko w  2017 roku. A polska dyplomatka, która pracowała w Berlinie, Jagoda Walorek, powiedziała w New York Times, że od lat zadaniem powierzanym stażystom w polskich ambasadach w całej Europie było skanowanie lokalnych mediów w aspekcie używania tego wyrażenia. (…) Jednak wolą ultra-konserwatywnego polskiego rządu jest kontrola historii II wojny światowej i Holocaustu na jego ziemi, co irytuje dwóch strategicznych sojuszników Polski – USA i Izraela”. Później jest już o „ciemnych stronach okupacji” z przywołaniem obowiązkowej pozycji, czyli „Sąsiadów” i „Strachu” Jana Grossa („Kilkuset Żydów zostało pobitych na śmierć, inni zamknięci w stodole, którą podpalili Polacy. I nie jest to jedyny przypadek, w którym Polacy brali udział w masakrach swoich żydowskich rodaków”). Autor kończy ekspresyjnym pytaniem – „Czy za fakt, który wspomniałem, pan Morawiecki wsadzi mnie do więzienia podczas kolejnego pobytu w Polsce?”.

Targowiczanie?

Duży udział w atakach ustawę o IPN mają i sami nasi rodacy. Francuskojęzyczny „Le Temps” ze Szwajcarii pisze o „Polsce i polityce bezwstydu”. I nie musi szukać własnych autorów, bo publikuje po prostu stanowisko PEN Clubu o „haniebnym show” polskiego rządu: „W ciągu dwóch lat kłóciliśmy się z naszymi najbliższymi sąsiadami, społecznością krajów sojuszniczych i strategicznymi partnerami państwa polskiego. Każdy kolejny konflikt otwiera się w imię fikcyjnej obrony Polski przed wyimaginowanym atakiem skierowanym przeciwko jej interesom (…) Obraz Polski, ohydnie irracjonalny, jeszcze bardziej pogarsza jej izolację w świecie i nie wróży dobrze. Tolerancja dla zakapturzonych patriotów, ośmielonych bezkarnością, manifestuje się – coraz częściej – przez wznoszenie dobrze znanych rasistowskich sloganów i neofaszystowskich symboli (…).

We francuskich mediach można znaleźć także wypowiedzi usłużnych dziennikarzy z Polski, którzy postawią tezy jeszcze dalej idące, niż ich francuscy koledzy. Korespondentka z Warszawy kilku francuskich gazet, Maja Zoltowska donosi, że „Polska ponownie pisze historię Holocaustu”, a „partia rządząca w Warszawie chce narzucić wyidealizowaną wizję roli Polski w Holokauście”. Korespondentce wszystko się zresztą ładnie składa w „długi proces odwracania historycznej polityki wstydu poprzedniego liberalnego rządu”: „PiS najpierw próbował przerobić lata spędzone pod jarzmem Moskwy. W ten sposób prawo zobowiązuje gminy do zmiany nazwy ulic i miejsc mających związek z komunizmem. Ostatnie pomniki Armii Czerwonej zostały usunięte z przestrzeni publicznej. Politycy, podobnie jak nowy premier, Mateusz Morawiecki, nawet posunęli się do tego, że myślą o zburzeniu Pałacu Kultury i Nauki, gigantycznej wieży, którą Stalin umieścił w sercu Warszawy (…). PiS zaatakowało Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, wielki międzynarodowy projekt zagrożony zamknięciem i oskarżony o brak podkreślania bohaterstwa Polaków. W przeciwieństwie do tego rząd zainaugurował w 2016 r. pierwsze muzeum poświęcone polskiej prawdzie w miejscowości Markowa. W publicznej telewizji podkreśla się historie ratowania Żydów w czasie II wojny światowej”. Co więcej, wg Zoltowskiej, która przytacza opinię Barbary Engelking, „nauczyciel lub przewodnik nie będzie mógł, jeśli nowelizacja ustawy wejdzie w życie, powiedzieć, że Polacy są częściowo odpowiedzialni za Holocaust. Podczas gdy są”.

Na koniec jeszcze warto wspomnieć o skandalicznym liście nauczycieli z warszawskiego Wielokulturowego Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia – Sebastiana Matuszewskiego i Piotra Laskowskiego. Publikowała go „Gazeta Wyborcza”, ale francuska wersja ukazała się w dzienniku „Liberation”.  Francuz dowie się więc, że „Państwo polskie w czasie wojny – innymi słowy – rząd na uchodźstwie w Londynie, do czerwca 1942 roku odmawiała potępienia zbrodni przeciwko Żydom. Spotkało się to z milczeniem w audycjach w oficjalnym radiu i ciszą w prasie Polskiego Państwa Podziemnego” (…)  „Dziś instytucje państwowe nie pozwalają mówić prawdy o tym, co wydarzyło się podczas II wojny światowej. W wielu miastach i wsiach mieszkańcy są świadomi zabójstw i grabieży popełnianych przez Polaków wobec ich żydowskich sąsiadów i chcą wyrazić to poczucie winy”, itd.

Opinie francuskich środowisk żydowskich

Najciekawsza publikacja tego typu ukazała się na forum Unii Francuskich Żydów dla Pokoju (UJFP). Pod dość długim artykułem podpisało się kierownictwo stowarzyszenia „Valiske” (walizka): Régine Waksman, Richard Aboaf i André Kosmicki. Stowarzyszenie Valiske, które ma siedzibę we Francji ma podobno ponad 4000 członków z Francji, Izraela, Szwajcarii i Belgii. Wśród nich mają też być „ocaleni z Holokaustu i ich bliscy”. Valiske zajmuje się m.in. organizacją „pobytów pamięci” i „towarzyszy rodzinom w poszukiwaniu śladów ich zaginionych krewnych z Europy Wschodniej”.

W tym przypadku warto przytoczyć obszerniejsze fragmenty, które chyba dobrze rekonstruują żydowski punkt postrzegania problemu: „Dopiero 73 lata temu Ukraiński Front Armii Czerwonej wyzwolił obóz Auschwitz-Birkenau w okupowanej Polsce. W czasie, gdy wiele nie-żydowskich i żydowskich instytucji z całego świata oraz organizacji międzynarodowych przygotowywało się do obchodów Międzynarodowego Dnia Pamięci o Holokauście 27 stycznia, niższa izba polskiego parlamentu (sejm) przegłosowała ustawę, która grozi wyrokiem 3 lat więzienia każdemu kto przypisuje polskiemu narodowi odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez niemiecką III Rzeszę  lub każdą inną zbrodnię przeciwko ludzkości”.

Po tym wstępie robi się jeszcze ciekawiej. Autorzy dają bowiem przegląd najnowszej historii Polski: „Rządzona w latach 2007-2015 przez Chrześcijańsko-Demokratyczną prawicę (partia liberalno-konserwatywna Platforma Obywatelska) Polska dokonała ogromnego postępu gospodarczego, społecznego i politycznego. Nastał okres stabilności, wolności i pluralizmu, a w kraju zajęto się także  zakazanym w okresie PRL problemem polskiego udziału w Holokauście. Ważne badania przeprowadzili polscy historycy (Jan Grabowski, Barbara Engelking, Dariusz Libionka, Małgorzata Melchior, Jan Tomasz Gross, Piotr Trojański, Jolanta Ambrosewicz Jacobs, Robert Szuchta, Anna Bikont i inni). Wiele zagranicznych prac zostało przetłumaczonych i opublikowanych w języku polskim. Francuski film dokumentalny “Shoah” emitowano w polskiej telewizji. Polska opinia publiczna odkryła pogromy podczas i po Holokauście, działania pols

Przede wszystkim doszło do publicznych przeprosin ze strony rządu i polskiego Kościoła katolickiego za aktywną współpracę ludności polskiej w Holokauście” (…).

Kwitnąca dzięki „wyznaniu win” Polska zeszła jednak na złą drogę, kiedy to „od 2015 roku Jarosław Kaczyński, a zwłaszcza polski Rasputin, ksiądz katolicki Tadeusz Rydzyk, przejęli przywództwo i stali się źródłem większości decyzji państwa kierowanego obecnie przez ich ekstremalną partię PiS (prawo i sprawiedliwość). W menu: upolitycznienie gospodarki, kontrola środków masowego przekazu, czystki na wszystkich poziomach sprawiedliwości i przywrócenie katolickiej moralności zgodnie w duchu Polaka-katolika. Wszystko to w populistycznym, antyeuropejskim klimacie nacjonalistycznym. Polska skrajna prawica lubi europejskie dotacje (kraj jest największym beneficjentem pomocy finansowej z Unii Europejskiej) i swobodę pracowników delegowanych, ale odrzuca cały projekt europejski i popada w serię konfliktów z władzami Unii. (…)”

Dalej jest jeszcze m.in. o ministrze Sellinie, który 20 stycznia 2016 r. ogłosił – „To my pokażemy  naszą interpretację historii (…). Polityka historyczna powinna być mocna i zmusić świat do szanowania Polaków. Minister ogłosił utworzenie w kraju kilku muzeów patriotycznych”.

Autorzy idą za ciosem i poddają krytyce muzeum rodziny Ulmów w Markowej. Pokazuje to, że żadne gesty i żadne fakty nie są w stanie zmienić wręcz fizjologicznej niechęci niektórych środowisk do Polski, a niemal wszystko da się zinterpretować na własne potrzeby. I tak „wieś Markowa w Galicji (południowa Polska) została wybrana przez polskich polityków i przez polski Kościół katolicki jako oś propagandy patriotycznej z pomnikiem polskich Sprawiedliwych (“Muzeum Polaków, którzy uratowali Żydzi “) zainaugurowanym przez Dudę, młodego polskiego prezydenta z PIS, w dniu 17 marca 2016 r.  W rzeczywistości, między końcem 1942 r. a wiosną 1944 r. rodzina Ulmów z Markowej ukryła z wyjątkową odwagą dwie żydowskie rodziny: Szall i Goldman. 24 marca 1944 r. trzy rodziny (dwie żydowskie i jedna polska), w sumie 16 osób zostało zamordowanych przez Gestapo. Jednak Markowa pokazuje złożoność polskich zachowań podczas Holokaustu i złożoność natury ludzkiej.

W Markowej zbudowano pomnik Sprawiedliwych kosztem 6,5 miliona złotych z budżetu (1,6 miliona euro), ale może on być też dowodem na udział Polski w Shoah, ponieważ rodzina Ulmów została wydana przez Polaka, Włodzimierza Lesa, a czterech polskich policjantów pomagało gestapowcom w zabójstwie i kradzieży mienia trzech zabitych rodzin. Ale najgorsze wydarzyło się po masakrze: 24 innych Żydów ukrytych w Markowej i okolicach przez polskich chłopów zostało zabitych przez ich opiekunów, którzy również obawiali się kary”.

Dalej autorzy piszą – „pomimo tych tragicznych wydarzeń, około 20 Żydów w Markowej na 120, które wieś miała przed Holokaustem, przetrwało dzięki niezwykłej solidarności ich polskich sąsiadów”, ale ich zdaniem „polski pomnik jest pozbawiony refleksji nad przyczynami tych bohaterskich czynów w strasznym czasie Zagłady”.

Kolejny fragment jest jeszcze lepszy. Okolice Markowej, zdaniem autorów były „wielokulturowym regionem z silnym ruchem chłopskim i spółdzielczym, który udanie oparł się przedwojennemu polskiemu faszyzmowi Romana Dmowskiego. Bo to właśnie idee Dmowskiego i jego faszystowskiej partii “Narodowa demokracja” przygotowały w latach trzydziestych grunt pod polski udział w Holokauście. Niestety to właśnie Dmowski inspiruje dziś Kaczyńskiego, Rydzyka i innych”.

Lektura artykułu wywołała u mnie odruch podobny do tego, kiedy to pierwszy raz wpadła mi w ręce książka o nazwie „Krótki kurs historii WKP(b)”. Najpierw było śmiesznie, ale dość szybko robiło się też… strasznie. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że autorów tamtych kłamstw i omawianego artykułu coś łączy, może… duża wyobraźnia?

Zostańmy jeszcze przy wyobraźni kierownictwa „Walizki” i omówieniu czym jest w Polsce IPN: „Instytut Pamięci Narodowej lub Komisja ds. Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu powstała w grudniu 1998 r. Jego głównym celem jest badanie zbrodni nazistowskich i komunistycznych, ściganie tych, którzy popełnili te zbrodnie i edukowanie na ten temat społeczeństwa. Jednak główny wysiłek Instytutu dotyczy zbrodni popełnionych przez komunistyczne władze Polski przed 1989 rokiem. Biura regionalne IPN znajdują się w całej Polsce, w pobliżu Sądów Apelacyjnych. Instytut regularnie publikuje listy osób podejrzanych i ściganych przez polskie sądy zgodnie z wytycznymi bieżących gier politycznych i potrzeb rządzącego PIS. Jest na nich nazwisko m.in. laureata Pokojowego Nobla Lech Wałęsa, oficjalnie oskarżonego przez IPN o bycie komunistycznym agentem, a nieoficjalnie za to, że jako pierwszy polski polityk potępił polski udział w Holokauście i powojenne pogromy (w Kielcach w 1946 r.). Według polskiej skrajnej prawicy, Polacy cierpieli od okrucieństw niemieckich podobnie jak Żydzi, a dodatkowo musieli znosić komunizm często budowany także przez Żydów. W skrócie, zgodnie z propagandą PIS, Polacy są podwójnymi ofiarami i cierpieli więcej, niż Żydzi, bo także po 1945 r. (…) Pamięć opowiadana przez Instytut jest bardzo selektywna i całkowicie przypisuje odpowiedzialność za Holokaust Niemcom. Instytut jest też odpowiedzialny za tworzenie historycznych narracji pozauniwersyteckich na wniosek PiS i dla jego potrzeb”.

Rozdzialik o IPN kończy mały donosik: „Szkoda, naszym zdaniem, że ten rewizjonistyczny i negacjonistyczny Instytut uczestniczy w międzynarodowych sieciach i projektach, takich jak na przykład projekt Europejskiej Infrastruktury Badawczej Holokaustu (EHRI). Lista partnerów Instytutu jest długa, między innymi w Muzeum Holokaustu w Stanach Zjednoczonych”.

Liczba pomieszczonych tu bzdur i wyjątkowo złej woli przyprawia o zawał. Dodajmy, że wspomniano także o prezesie IPN Jarosławie Szarku „znanym rewizjoniście”. Wyjaśnia się też, czemu nie było Polaków w obsłudze obozów – „pomimo że Polacy byli zatrudnieni przez nazistów do budowy obozów, byli oni jedynie wyjątkowo ich pracownikami. Naziści nie ufali Polakom i woleli Ukraińców”. Autorzy wyjaśniają także cele ustawy o IPN. Ma to być „wewnętrzna walka polityczna” i gra „kartą antysemityzmu”, która doda PiS popularności. Wreszcie „kontrolowanie badań nad Holokaustem i „prawne ściganie nieupolitycznionych i nie-rewizjonistycznych naukowców i dziennikarzy, czym zajmie się IPN”. Zrównywanie nazizmu i komunizmu ma być też „typowym trendem działań skrajnej prawicy w Europie Wschodniej, szczególnie na Węgrzech, w krajach bałtyckich i w Polsce”. Jednak „głównym celem ustawy jest wykorzystanie Holokaustu w żądaniu reparacji, jakie polska prawica obecnie przygotowuje dla Republiki Federalnej Niemiec”!!!

Dowiadujemy się także, że „w języku świata Holokaustu ludzi, którzy tropili Żydów ukrywanych po stronie nie-żydowskiej (aryjskiej) nazywano shmaltzovniki (jidysz shmaltz = tłuszcz), ale od kilku miesięcy, w mózgach polskiej skrajnej prawicy, też pojawił się pomysł, żeby zarobić na Holokauście i prosić Republikę Federalną Niemiec o odszkodowanie za zniszczenia spowodowane podczas wojny. Ofiary wydane i sprzedane hitlerowskim oprawcom przez shmaltzovników podczas Holokaustu mogą być ponownie odsprzedane, a nawet zamordowane! Nie, panowie Kaczyński, Jaki, Ziobro, Rydzyk, Duda – sytuacja Żydów w czasie Zagłady nie była sytuacją nieżydowskich Polaków. Nie. Holokaust nie był wojną, a ludobójstwo nie było niemiecką okupacją Polski. Niemcy są odpowiedzialne za Holocaust, ale nie sami. Jest za to odpowiedzialna cała Europa, z kilkoma wyjątkami. Także Stany Zjednoczone, które wiedziały o wszystkim i robiły zdjęcia lotnicze Auschwitz bez bombardowania torów, po których przywieziono milion Żydów do Birkenau”.  (…) Nie. Nie macie prawa kwestionować pracy historyków na temat odpowiedzialności zbiorowej i polskiego, francuskiego, holenderskiego lub każdego innego, udziału w Holokauście. Mamy nadzieję, że wasze więzienia nie będą wystarczająco duże, aby pomieścić wszystkich tych, których potępicie według waszego małego prawa, które jest niczym innym jak czystym negacjonizmem!”.

Są i inni

Po tej porcji złej woli, teorii spiskowych i odwracania kota ogonem, warto jednak zauważyć, że w środowisku żydowskim pojawiają się i rozsądniejsze głosy. Znany dziennikarz Eric Zemour napisał na łamach „Le Figaro”, że „po drugiej wojnie światowej wszystkie kraje najechane przez Niemcy zostały wyróżnione przez Izrael i jego zwolenników i poniosły odpowiedzialność za nadużycia, które mogły zostać popełnione na Żydach przez okupanta podczas okupacji”. Francja stała się tu mistrzem „litanii pokuty”, samobiczowania i poczucia winy. Tymczasem Polska, „kraj, który był szczególnie umęczony w tym okresie, zaprotestował przeciwko swojej odpowiedzialności” i jej „instrumentalizacji przez zapisanie tego w ustawie”. Zemmour dodaje, że Polacy „nie są przytłoczeni ciężarem pokuty, która pozwala na manipulację psychiczną na Zachodzie” i wynikające z niej np. żądania finansowe. Publicysta nie tylko rozumie racje Polaków, ale przeciwstawia je francuskiej klasie politycznej wytresowanej do polityki „wstydu” – „Polacy nie robią nic podobnego do innych. Szkolą kompetentnych hydraulików; zamykają swoje granice na fale migracji z krajów muzułmańskich; nie dają wszystkich uprawnień swoim sędziom; nie zaprzeczają swoim chrześcijańskim korzeniom. Ostatnia rzecz, która wywołała na Zachodzie skandal to głosowanie nad prawem zabraniającym historykom mówić o polskich obozach śmierci”.

Jednak okazuje się, że zrozumienie dla stanowiska Polski wymaga sporo odwagi cywilnej. Zemmour został szybko zaatakowany np. przez Benoit Rayskiego, na łamach portalu „Atlantico” : „Polski parlament, zdominowany przez obskurancką prawicę, właśnie uchwalił ustawę zakazującą używania terminu polskie obozy śmierci. (…) Przez ponad 70 lat słowa polskie obozy śmierci były używane na całej planecie, w tym w Polsce. Wszyscy rozumieli, że jest to lokalizacja geograficzna i nic więcej. (…) Tymczasem polska władza postanowiła schlebiać najmroczniejszej tkance nacjonalizmu (…) Ale wszystko to jest prawdopodobnie zbyt skomplikowane dla Erica Zemmoura. W Le Figaro, pamflecista serdecznie gratuluje polskiemu rządowi złamania kajdan „samooskarżeń”. „Zemmour jest francuskim suwerenistą. (…) Najwyraźniej jednak nie czytał ustawy, której przyklasnął. Diabeł często tkwi w szczegółach. Te szczegóły sformułowane są w wystarczająco niejednoznaczny sposób, by ścigać każdego, historyka, a przede wszystkim dziennikarza, który na przykład chciałby pisać o polskich pogromach, chociaż były one polskie. (…) Zemmour nie zaprzecza, że ​​nadużycia zostały popełnione przez Polaków podczas wojny. I ma tu trzeźwą opinię. Oni (polscy uczestnicy pogromów) wykorzystali dobrodziejstwo (okupację nazistowską), aby mścić się na  Żydach, których nienawidzili”.  

Głos Polski

Dość wyjątkowe są głosy przedstawiające oficjalne stanowisko Polski. Trzeba przyznać, że sporo robi tu Polonia, czy Ambasada RP, choć możliwości są mocno ograniczone. Pierre Haski w „Nouvelle Observateur” zamieścił np. artykuł, który przyznaje, że „Polacy mają oczywiście rację, uznając termin polskie obozy zagłady, regularnie używany w związku z nazistowskimi obozami na terytorium Polski, za niesprawiedliwy. Ale chociaż było wiele przypadków, w których Polacy angażowali się w ochronę Żydów przeznaczonych do eksterminacji przez hitlerowców, są jednak i niezliczone przykłady antysemityzmu, pogromów antyżydowskich w Polsce przed i podczas II wojny światowej”. Jednak dodaje, że nowa ustawa to „część wojny kulturalnej prowadzonej w Polsce przez populistyczną prawicę, która ma na celu zmycie win z narodu polskiego, którego krew jest czysta, jak twierdziły  dziesiątki tysięcy demonstrantów na ulicach Warszawy w listopadzie ubiegłego roku”…

W tym przypadku „Nouveles Observateur” zamieścił jednak po tych insynuacjach także rzeczową i spokojną odpowiedź ambasadora Tomasza Młynarskiego. Nie jest to jednak praktyką większości tytułów, a w wojnie o pamięć i narrację historyczną obydwie strony prezentują siły dość nierówne.

Bogdan Dobosz

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

    Tags: , , , ,

    Drukuj Drukuj

     

    ZASADY PRZEDRUKU Z SERWISU INFORMACYJNEGO BIBUŁY:
    Przedruki dozwolone, pod warunkiem podania źródła (np. "bibula.com" lub "Serwis Informacyjny BIBUŁA"), i/lub pełnego adresu internetowego: http://www.bibula.com/?p=100008 oraz niedokonywania jakichkolwiek skrótów lub zmian w tekstach i obrazach.


    Przedruk materiałów zastrzeżonych przez Autora tekstu źródłowego bądź strony źródłowej, dozwolony jedynie po uzyskaniu stosownej zgody Autora.


    Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na łamach BIBUŁY są własnością autorów i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom wyrażanym przez Redakcję pisma BIBUŁY oraz Serwis Informacyjny BIBUŁY.


    UWAGI, KOMENTARZE:

    Wszelkie uwagi odnośnie tekstów, które publikowane były pierwotnie w innych mediach, prosimy kierować pod adresem redakcji źródłowej.
    Uwagi do Redakcji BIBUŁY prosimy kierować korzystając z formularza [tutaj]