BIBUŁA - pismo niezależne

Numer 17, grudzień 2003

Dział: Kościół

 

"Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: Na krzyż z Nim! Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. A cały lud zawołał: Krew Jego na nas i na dzieci nasze" (Mt 27, 24-25).


 

BOLESNA MĘKA

Lech Maziakowski


Gdy przeszło dwa lata temu Mel Gibson, znany aktor i reżyser ogłosił, że przygotowuje się do nakręcenia filmu przedstawiającego Mękę Chrystusa, światek hollywoodzki wzruszył ramionami, dziennikarze nie przejęli się tak nieciekawym tematem, a hierarchia kościelna poczuła się nieco zakłopotana. Środowiska wrogie chrześcijaństwu nie były jednak obojętne i od początku bacznie przyglądały się przedsięwzięciu, od razu montując front zniesławiająco-oskarżycielski.

 

W tym samym czasie uaktywniła się też grupa "katolików", czyli tych najbardziej nagłaśnianych przez media postaci, od lat znanych ze swych poglądów przepisujących historię i odwracających treść i cały sens Bibli. W tej najbardziej wokalnej grupie nie zabrakło też księży, którzy dawno sprzeniewierzyli się swemu powołaniu. Grupy dysydentów katolickich i naturalnych wrogów chrześcijaństwa po raz kolejny połączyły się ideowo i razem przypuściły atak na reżysera oraz wprost na Ewangelię i Kościół katolicki.

Korzystając z pierwszego, nieautoryzowanego, na dodatek zwyczajnie wykradzionego scenariusza oraz nie widząc ani jednej klatki filmu, 2 maja 2003 roku grupy te wydały ostre potępiające oświadczenie[1]. Pięciu żydowskich i czterech "katolickich" naukowców w ramach tzw. Roboczej Komisji (Ad Hoc Commission) zarzuciły reżyserowi niemal wszystko: od rozmiaru krzyża użytego w scenach ukrzyżowania, przez "niezrozumiałe" języki użyte w filmie[2], aż do - jakżeby inaczej - rozbudzania antysemityzmu. Ten centralny zarzut 18-stronicowego dokumentu Komisji sfromułowany został wprost, bowiem najbardziej niebezpieczne dla członków Komisji jest: "graficzne przedstawienie w filmie ukrzyżowania [Chrystusa] mogące obudzić te antysemickie postawy, walcząc z którymi poświęciliśmy całe swoje kariery".

Do chóru protestujących przyłączyła się też od razu żydowska Liga Przeciwko Zniesławieniu (Anti Defamation League - ADL) - organizacja znana od 90 lat tak ze skrytej jak i z otwartej walki z wolnością słowa oraz z chrześcijaństwem, a przede wszystkim z katolicyzmem -  wydając 24 czerwca oświadczenie[3] bardzo przebiegłe w swej treści.

"Podczas ostatnich czterdziestu lat" - ADL stwierdza - "kościół Rzymsko-Katolicki, jak i większość kościołów protestanckich wydały pastoralne i naukowe dokumenty, które interpretują śmierć i zmartwychwstanie Jezusa w swych historycznych i teologicznych kontekstach. Kościoły te odrzucają nauczanie, które dawało pożywkę dla chrześcijańskich oskarżeń, iż Żydzi byli "zabójcami Chrystusa". [Kościoły te] stwierdzają jasno, iż właściwe chrześcijańskie odczytywanie i zastosowanie Nowego Testamentu musi unikać prowokowania czy wzmacniania antysemickich postaw i zachowań."

O jakich to "kontekstach" mówi ADL? Jakie to "właściwe odczytywanie" Pisma Świętego ma na myśli? Kto niby ma sterować tym "właściwym odczytywaniem" Pisma Świętego? Czy mają to być ludzie, którzy wdarli się do Kościoła, zawładnęli nim i dziś - na stanowiskach profesorów tzw. katolickich uczelni, na plebaniach modernistycznych kościołów czy na łamach pewnych "katolickich" pism - reinterpretują Biblię według poprawności politycznej i judeofilicznych przekrętów? A może schizmatyczne "kościoły" protestanckie, których interpretacja Biblii jest równie prawdziwa dla każdego z nich i dla każdego jej członka, czyli, w myśl nawet zwykłej logiki, nieprawdziwa dla wszystkich? A może mamy opierać się na interpretacjach i kolejnych tłumaczeniach Pisma Świętego, tym razem prowadzonych pod dyktando protestanckich, żydowskich czy jawnie antykatolickich "katolików", których kolejne wydania mnożą się i zalegają w księgarniach, a tłumacze - również i ci z Papieskiej Komisji Biblijnej[4] - wmawiają wszystkim, iż to właśnie oni posiedli wszechwiedzę "właściwych interpretacji"?

Tak, w myśl tych naszych współczesnych "nauczycieli", mamy odrzucić 2000-letnią tradycję Kościoła, spalić "antysemickie" tłumaczenia św. Hieronima, dzieła św. Augustyna, św. Tomasza, wszystkich Doktorów Kościoła, świętych i męczenników, bowiem głosili oni to, co Chrystus im przekazał i co jest i dla nas jedyną, niepodzielną i niezastąpioną Prawdą, iż extra Ecclesia nulla est salus, że tylko przez Chrystusa można wejść do Królestwa Niebieskiego i że ci, którzy świadomie odrzucają Go, skazują się na wieczne potępienie. Owszem, wiedzieli o tym Żydzi i wtedy, gdy na Górze Kalwarii konał Chrystus, zabity ich rękami i ich świadomą wolą. Nie przyjęli Chrystusa i odrzucili Go z Jego posłaniem mesjańskim. Nie uwierzyli w Jego Boskość. Można silić się na talmudyczną ekwilibrystykę, ale nie sposób zmazać jednoznacznych wersetów  Biblii i wyraźnych słów Chrystusa.

Innym przykładem bądź to żałosnej niewiedzy, bądź ohydnej świadomej chęci przepisania historii są słowa założyciela i dyrektora Centrum im. Szymona Wiesenthala w Los Angeles, rabina Marvin Hier, który o filmie Pasja powiedział: "To jest historia, w wyniku której miliony ludzi w przeszłości przypłaciło swoim życiem. Byli oni paleni na stosach, zabijani w pogromach i podczas Inkwizycji. Również i te idee przysłużyły się jako podstawa do [zaistnienia] Holocaustu."

Nie, to nie pomyłka, przecieranie oczu nic nie pomoże: ludzie, którzy zawiadują dzisiaj najbardziej wpływowymi instytucjami stwierdzają jednoznacznie, że to właśnie katolicyzm był przyczyną tzw. Holocaustu. Nie zagłębiając się teraz w wielce zakłamaną tematykę II Wojny Światowej i pomijając to, że wiedza tych ludzi o wiekach średnich jest obaraczona absolutną indolencją, to oskarżanie chrześcijaństwa o zaistnienie tzw. Holocaustu jest zwykłą obelgą rzuconą na każdego katolika. Serwowane nam tego typu myślenie jest typową reakcją obronną obserwowaną wśród przestępców, którzy przerzucają swoją winę na ofiarę. Pięknie tego typu zjawisko ujął Arystoteles, mówiąc, iż: "Człowiek chory patrzy przez pryzmat swojej choroby".

Nie za wiele jednak przypominania, iż to właśnie wrogowie religii katolickiej byli twórcami Nazizmu, a finansowymi poplecznikami Hitlera byli najbogatsi żydowscy bankierzy. Wygodnie "zapomina" się też i pomija w pracach historycznych, że antysemityzm Hitlera i jego wyznawców był w dużym stopniu inspirowany zachowaniem się grup żydowskich, był w pewnym sensie chorobliwą reakcją na patologię społeczną.[5]

 
Iudaica Perfidia[6]

ADL próbuje szukać sojuszników we wspólnej walce z - realnym i wyimaginowanym (choć najczęściej z tym drugim) - antysemityzmem. W wydanym przez siebie Oświadczeniu wciągnęli oni w tę grę Konferencję Biskupów i publicznie kłamliwie zasugerowali wspólne działania ADL i Sekretariatu Biskupów w ewaluacji filmu. Oświadczenie stwierdza, iż "w kwietniu 2003 roku, ADL połączyła się z Sekretariatem do Spraw Ekumenicznych i Międzyreligijnych Konferencji Biskupów Amerykańskich, celem zorganizowania naukowców żydowskich i katolickich mających za zadanie ocenienie wczesnej wersji scenariusza filmowego." Mark Chopko, rzecznik Konferencji Biskupów Amerykańskich, oddalił tę insynuację stwierdzając, iż "Konferencja Biskupów wiedziała tylko o tym, że pewna grupa naukowców zamierzała zaoferować producentom komentarz do ich prywatnego rozpatrzenia". Okazało się - zresztą nie po raz pierwszy -  że grupa "katolickich" profesorów (niestety związana od lat z Konferencją Biskupów jako jej doradcy), bezprawnie wydała oświadczenie w imieniu Konferencji. Rzecznik Konferencji odciął się od komentarzy tej samozwańczej grupy, i dodał, że Konferencja "nie autoryzowała, nie przeglądała i nie aprobowała raportu spisanego przez członków [Komisji Roboczej]". Tak zatem wygląda "wspólne działanie" ADL z Sekretariatem Konferencji Biskupów w potępieniu filmu. Swoim zwyczajem ADL przemilczało te zafałszowania, jak i to, iż posługiwano się skradzionym scenariuszem, który - na wyraźne żądanie M. Gibsona - zwrócono jego wytwórni Icon Production. No i nie odcięło się od "odkryć" samozwańczej grupy. Wręcz przeciwnie.

ADL ucieka się również do bardziej komediowo-cenzorskich działań, żądając od reżysera usunięcia z filmu "fikcyjnych nie-ewangelicznych elementów", takich jak "nadmierna przemoc, [oraz tych obrazów, w których] Żydzi fizycznie znęcają się nad Jezusem przed [Jego] ukrzyżowaniem". Czyli prawda historyczna ma przemienić się w fikcję, o historycznych obrazach żydowskiego okrucieństwa należy zapomnieć, a całą Ewangelię najlepiej obwołać tworem antysemickim. Abraham Foxman, dyrektor ADL burzy się i żąda ocenzurowania scen, w których pokazuje się arcykapłana żydowskiego Kajfasza naciskającego na ukrzyżowanie Chrystusa i pozbycia się scen z żydowskim pospólstwem krzyczącym "Ukrzyżyj Go!". Może lepiej byłoby od razu wyrwać całe kartki Ewangelii opisujące te wydarzenia? Tak, tu bowiem tkwi sedno sprawy. Jak ujął to dyrektor Katolickiego Centrum Informacyjnego w Waszyngtonie, ks. C. John McCloskey: "Jeśli uzna się Ewangelię jako [twór] antysemicki, to i film [Gibsona] również uznany będzie antysemickim." Właśnie, aby przypodobać się możnym Tego Świata należy potulnie powycinać, wymazać z pamięci i "właściwie zinterpretować" te wszystkie wydarzenia, w których Żydzi ukazani są w "złym świetle".


Przeciwnicy filmu i wrogowie Ewangelii

Przyjrzyjmy się teraz sylwetkom najbardziej wokalnych przeciwników Pasji, sygnatariuszy Oświadczenia. Powtarzają się tu ciągle te same nazwiska, kreowane przez media jako "znawcy", "badacze biblijni", "naukowcy chrześcijańscy", czy też - a jakże! - jako "katolicy".

Poczet "znawców" otwiera dr Mary C. Boys, SNJM, profesor Teologii Praktycznej nowojorskiego seminarium Union Theological Seminary. Siostra Mary to znana postać działająca w światku "dialogujących katolików". Razem z innymi osobami wymienionymi poniżej, podpisała ona w 2002 roku dokument pt. "Święte Zobligowanie: Przemyślenia na temat wiary chrześcijańskiej w relacji do Judaizmu i Żydów"[7], które oznajmia, że: "Chrześcijanie przez całe wieki utrzymywali, że ich przymierze z Bogiem zastąpiło [...] przymierze Żydów. Odrzucamy tę pretensję". Innymi słowy: siostra Mary odrzuca to, co przez całe wieki chrześcijanie nauczali, w co wierzyli, co było - i niezaprzeczalnie dalej i niezmiennie jest! - podstawą Wiary.

Dalej dokument obwieszcza, że "Przy niedawnym przyznaniu się chrześcijan, iż przymierze Boga z Żydami jest wieczne, chrześcijanie mogą teraz rozpoznać w tradycji żydowskiej działanie zbawczej siły Boga. Jeśli zatem Żydzi, którzy nie dzielą naszej wiary w Chrystusa są w stanie przymierza z Bogiem, chrześcijanie potrzebują nowych dróg na zrozumienie uniwersalnego znaczenia Chrystusa".

Z tej nowomowy wynika niewątpliwie, iż dokonano niedawno pewnej teologicznej transakcji odwracającej podstawy wiary katolickiej. Jak ma jednak konkretnie wyglądać to "uniwersalne znaczenie Chrystusa", tego siostra Mary nie wyjaśnia. Czyżby ta "uniwersalność" to nic innego tylko rozmycie Osoby Chrystusa w historyczno-mitologiczno-sentymentalną postać, wygodną dla wszystkich, w tym i dla Żydów?

Po tym wszystkim oczywiście nie dziwi jasne stwierdzenie, iż "Chrześcijanie nie powinni dążyć do konwersji Żydów." W sumie jest to znane motto posoborowego Kościoła, który wyrzekł się nawracania Żydów uważając, iż każdy powienien czekać na "swojego" Mesjasza. Dla Żydów niezbędnym krokiem w przyjściu "ich" Mesjasza jest polityczne zaistnienie państwa Izrael i jego ekspansja do "Wielkiego Izraela". Również i te dążenia popierają sygnatariusze.

Podpisując swego czasu inny list[8], siostra Mary Boys wyznała, iż nie wierzy w natchnione księgi Pisma Świętego, nazywając je zwyczajnie "opiniami" autorów. Zaś bojąc się filmu Gibsona wyznała, iż: "Jako członek Kościoła Katolickiego, oceniam jego [Reżysera] myślenie jako dziwaczne i niebezpieczne i sugeruję, by Żydzi sądzili go w ten sam sposób. Wydaje się, że mamy [w osobie reżysera i w samym filmie] do czynienia, w najlepszym przypadku, z pobrzeżami katolickości, z tragicznie przekręconymi stosunkami pomiędzy Judaizmem a Chrześcijaństwem. Jest to pomnożone przez arogancję wielkiego bogactwa[9] pozwalającego na wyprodukowanie filmu, który otworzy [zabliźnione] rany historii."

Wobec tego typu stwierdzeń należy zadać kilka zasadniczych pytań do ludzi pokroju siostry Mary: czy dalej recytują oni Credo, czy dalej wyznają oni Prawdy w nim zawarte? Wydaje się, że stając się neokatolikami całkowicie wymienili je na modernistyczny relatywizm.

 

Innym maniakalnym przeciwnikiem filmu, filmu którego oczywiście nie widział - tak jak i wszyscy inni krytykanci - jest profesor Philip Cunningham, dyrektor Centrum Nauczania Chrześcijańsko-Żydowskiego z Boston College[10], który powiedział, iż "jest niemożliwe zrobienie filmu w oparciu tylko o Ewangelię". Według profesora Ewangelia nie powinna wogóle służyć jako źródło do filmu, ponieważ "[Ewangeliści] nie zgadzają się ze sobą w niektórych zasadniczych detalach."[11] Ciekawe co zatem według profesora miałoby służyć za źródło takiego filmu; czyżby instrukcje środowisk żydowskich, a może sam Talmud? "Spodziewam się wyraźnej i jednoznacznej krytyki [filmu Gibsona] ze strony katolickiego Magisterium", przewiduje prof. Cunningham, i dodaje, że film "wymaga silnej reakcji ze strony wszystkich chrześcijan zaangażowanych w dialog żydowsko-chrześcijański". Czy profesor wogóle zdaje sobie sprawę co mówi? Czy wie, że Magisterium nie jest od promowania czy potępiania filmów? No, chyba, że ma on na myśli liberalne siły w Kościele (do których sam należy) posuwające się do rewizjonistycznych reinterpretacji Pisma Świętego i dogmatów wiary.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak zdanie sobie sprawy, iż dr Cunningham[12]  - i jemu podobni -  jest nie tylko współsprawcą tragicznych przemian we współczesnym Kościele, ale też i ofiarą, bowiem operuje on tymi samymi myślami, które spotkać można w niektórych ostatnich dokumentach kościelnych, choćby w niedawnym dokumencie watykańskiej Papieskiej Komisji Biblijnej. Przypomnijmy, że dokument "Refleksje nad Przymierzem i Misją" dobitnie pokazuje jak daleko można posunąć się w odwróceniu całej wiekowej i ponadczasowej teologii Kościoła. Na ten właśnie dokument powołuje się prof. Cunningham wzywając wszystkie siły, przede wszystkim te liberalne, biorące dzisiaj górę w Kościele, do zespolenia się w walce z Tradycją katolicką. 

 

Jeszcze jednym "katolikiem" ostrzegającym nas przed filmem Gibsona jest ksiądz - oczywiście nominalnie katolicki - dr Lawrence E. Frizzell, dyrektor Instytutu Studiów Judeo-Chrześcijańskich w Seton Hall University w East Orange, New Jersey. On również w swoich pracach "wykazuje" niespójność Ewangelii, wzywa do (dalszych) zmian w liturgii, np. w liturgii Wielkiego Piątku (dalszych, bowiem posoborowe zmiany już usunęły modlitwy o nawrócenie Żydów), a religię, w tym religię katolicką, nazywa wprost konsekwencją "ignorancji ludzkiej, która zdominowała myślenie wykształconych ludzi". Tak więc ten "ksiądz katolicki", z wewnętrznego oddania się zgubnym ideałom rewolucji francuskiej i herezjom modernizmu, bardziej zawierzył ludzkiej niedoskonałej myśli naukowej niż Kościołowi Katolickiemu, który, warto przypomnieć słowa Papieża Piusa XI: "utworzony został przez Chrystusa jako perfekcyjna społeczność".


  Dla nas najbardziej interesującym jednak przypadkiem aberracji jest ojciec dr John T. Pawlikowski, profesor Etyki Społecznej i dyrektor Studiów Katolicko-Żydowskich Catholic Theological Union w Chicago [13]. Ojciec Pawlikowski ta znana postać, szczególnie udzielająca się w środowisku polonijnym i nieustraszony tropiciel tzw. antysemityzmu. Jest on członkiem Komitetu Doradczego Konferencji Biskupów Amerykańskich do spraw relacji katolicko-żydowskich, oraz przez prawie ćwierć wieku członkiem zarządu Muzeum Holocaustu. Ojciec Pawlikowski jest, jak przyznaje w piśmie The Jewish Week "naturalnie całkiem zaniepokojony możliwością [wyświetlania] tego filmu" oraz obawia się, że "ci, którzy obejrzą ten film bez wiedzy i podstaw najnowszych interpretacji biblijnych, będą okropnie oszukani." O jakich to "najnowszych interpretacjach biblijnych" mówi ojciec Pawlikowski też nie tak trudno zgadnąć porównując jego ataki na tradycyjny ergo prawdziwy katolicyzm z interpretacjami np. Papieskiej Komisji Biblijnej. Cóż, przykład idzie wyraźnie z góry...

Ojciec Pawlikowski wielokrotnie w swoich licznych i nagłaśnianych wypowiedziach przyznawał, że Nowy Testament naszpikowany jest błędami ludzkimi, kwestionował inspirację Ducha Świętego oraz - co stało się jego idee fixe - oskarżał tradycyjny katolicyzm o kreację i  inspirację współczesnego antysemityzmu. Jako członek wielu żydowskich organizacji, uhonorowany przez nie za swą działalność licznymi odznaczeniami i wyróżnieniami, jest aktywnym i głośnym "katolickim" duchownym, biorącym udział w każdej liczącej się konferencji rozprawiającej nieustannie o tzw. Holocauście. Głównym motywem kilkunastu swoich książek jest oskarżanie katolicyzmu o współsprawstwo w tzw. zagładzie Żydów i nawoływanie do bicia się w piersi katolików za popełniane przez nich zbrodnie, z tzw. Holocaustem jako konsekwencją chrześcijańskiej nienawiści. Obsesja ojca Pawlikowskiego obejmuje również dzisiejszą Polskę i nierozłącznie nawiązuje do walki z wolnością słowa. Już wiele lat temu, podczas jednej z konferencji ojciec Pawlikowski oskarżał Radio Maryja o podsycanie antysemityzmu w Polsce i w ostrych słowach nawoływał do zastosowania - cytat "środków zaradczych". [14]

 

Ze strony żydowskiej Oświadczenie podpisała m.in. dr Paula Fredriksen, wykładowca studiów biblijnych na Uniwersytecie w Bostonie. W przeszłości wiele razy zasłynęła ona swymi mądrościami, choćby jako konsultant do tworzonego w 1998 roku przez publiczny kanał telewizyjny PBS czterogodzinnego programu z serii Frontline pt. "Od Jezusa do Chrystusa: pierwsi Chrześcijanie" [15]. Powtórzyła tam swoje fobie antyewangeliczne, najpierw nazywając Pismo święte "rodzajem religijnej reklamy [propagandy]", a potem tłumacząc, że Ewangelia to nic innego tylko "indywidualne interpretacje autorów, którzy wykorzystali Jezusa z Nazaretu jako narzędzie do głoszenia swoich poglądów." W 2001 roku, na trzy dni przed Świętami Bożego Narodzenia ta sama Fredriksen [16] w The Washington Post szczerze wyznała, iż "nie zna ani jednego badacza Nowego Testamentu, który uznaje [spisaną w Ewangelii śmierć Jezusa] jako historycznie pewną.". Dodaje też, że "większość badaczy wierzy, że Chrystus wcale nie urodził się w Betlejem."[17] Ale to nie wszystko. Dr Fredriksen jest o krok od otwartego nazwania religii chrześcijańskiej ideologią zła, "przewidując", iż ludzie, którzy obejrzą film (cytat): "wywołają niepokoje społeczne". Dr Fredriksen twierdzi zatem, że filmowe przeżycie Męki Pańskiej wyzwolą w chrześcijanach szał zabójstwa i aktów agresji. Czyżby "badacze" wśród których obraca się ta pani profesor, wmówili jej, że katolicy po każdej piątkowej Drodze Krzyżowa czy przeczytanych w skupieniu słowach Ewangelii opisujących Pasję Chrystusa wychodzą na ulice i dokonują mordów rytualnych? W jakich kręgach obraca się pani doktor, nietrudno zgadnąć, jednak grozę budzi fakt, iż szczycąc się takimi poglądami tacy właśnie ludzie kształtują opinię publiczną[18], prowadzą "dialog katolicko-żydowski", a wykładając na uniwersytetach wychowują pokolenia przyszłych antychrześcijańskich, a szczególnie antykatolickich bigotów.

 

Pomijając może casus prof. Fredriksen - bo jest to raczej oczywiste - należałoby zadać pytanie: skąd tyle nienawiści w tych ludziach do Ewangelii, Tradycji katolickiej, chrześcijaństwa i wręcz do samego Chrystusa? Czy wobec swoich wypowiedzi i działalności mają oni jakiekolwiek prawo do nazywania siebie katolikami, jeśli z taką wzgardą odnoszą się do wszystkiego co niese sobą Wiara, Nauka i Tradycja katolicka? Postronną osobę powinna dziwić bierność władz uczelni tzw. katolickich, które wyraźnie mają sobie za nic choćby wykładnię Ex Corde Ecclesiae. Powinna też dziwić bierność przełożonych wobec tych duchownych, których wypowiedzi, czy to jawnie zaprzeczających dogmatom wiary, czy też - co może nawet gorsze - stosujących półprawdy i manipulujących obiektywną rzeczywistością, odwracają ich samych od Prawdziwej Wiary  i odciągają inne, często niewinne dusze od Zbawienia. Ale właśnie, czy powinna dalej dziwić taka bierność? Czy powinna dziwić, jeśli dzisiejszy Kościół dąży wielkimi krokami do samozagłady, prowadzony przez całe rzesze apostatów, a może nawet i ukrytych wrogów? Już dawno temu błogosławiony Papież Pius IX ostrzegał: "Liberalni katolicy są największymi wrogami Kościoła". W dzisiejszym kościele właśnie nimi obsadzone są niemal wszystkie urzędy kościelne[19] i dalej konsekwentnie się nimi obsadza. Tego typu "konie trojańskie" rozsadzają budowlę Kościoła i przyczyniają się do upowszechnienia błędów modernizmu, do których należy zaliczyć należy i "dialog katolicko-żydowski".

 
Dialog jako narzędzie dezintegracji katolicyzmu

Niestety, należy z przykrością dodać, iż coraz więcej spotkać można ludzi, również ulokowanych bardzo wysoko w Kościele, którzy ulegają absurdalnym mirażom porozumienia,  uczestnicząc w pozorowanym "dialogu". Pozorowanym, bo tego typu dialog nigdy nie osiągnie żadnego mądrego celu, chyba, że weźmiemy pod uwagę możliwość teologicznego kompromisu. A ten prowadzi przez rezygnację z dogmatów katolickich do oficjalnego uznania "religii Holocaustu" jako "Nowej Uniwersalnej Religii". Cierpienia żydowskie podczas II Wojny Światowej walczą bowiem o prymat ważności z Męką Chrystusa, a niektórzy teologowie stwierdzają niedwuznacznie, iż: "Nie można już uprawiać teologii, która pomijałaby fakt, jakim jest Auschwitz [20]". Naciski na pomniejszenie Mesjanizmu Chrystusa są najistotniejszym elementem "dialogu" prowadzonego przez wszystkie odłamy współczesnego judaizmu, szczególnie tego tradycyjnego, "ortodoksyjnego", zaś dla wyznawców doktryny "holocaustycznej", prezentowanej głównie przez środowiska syjonistyczne, równie istotne staje się korzystanie z terroru antysemityzmu.

W tym aspekcie należy odczytywać próby układania się Kościoła ze współczesnością zainicjowane ambiwalentymi dokumentami Soboru Watykańskiego II, a często podawana w tym kontekście "Deklarcja O stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate" [21] jest narzędziem nie tyle rzetelnego dialogu, ile elementem ukazującym ugięcie się Kościoła w uznaniu współczesnego judaizmu jako kontynuatora starotestamentowych Hebrajczyków. Nic nie może być bowiem bardziej błędnego niż postawienie znaku równości pomiędzy judaizmem biblijnym, a pobiblijnym, a wszelkie tego typu "dialogi" prowadzą nieuchronnie do, z jednej strony przyjęcia warunków środowisk żydowskich do wspólnej walki z antysemityzmem - cokolwiek ma się pod tym pojęciem kryć  - a z drugiej, do wyzbycia się dogmatów wiary katolickiej. Ponieważ nie można patrzeć na judaizm pobiblijny jako na kontynuatora starotestamentowego Zakonu, tak samo nie można mówić o "wartościach judeo-chrześcijanskich". Ten, tak popularny obecnie, zlepek słów mający przedstawić jedność ideową, kulturową i teologiczną, jest sztucznym tworem łączącym dwa antagonistyczne światy. Odwoływanie się w dialogach do "wspólnych korzeni", mając na myśli pobiblijny świat judaistyczny, jest wznoszeniem budowli na piasku, łączeniem wody z ogniem, tworzeniem nowej, sztucznej religii.

  

Tzw. dialog katolicko-żydowski zabrnął w ślepy zaułek i jedyną logiczną i uczciwą teologicznie drogą dialogu z Żydami jest... porzucenie wszelkiego dialogu. Kościół nie może bowiem prowadzić dialogu z każdym Żydem z osobna, a do tego sprowadza się ta cała zabawa przy braku odpowiednika Magisterium po drugiej stronie. Pozostaje przypomnieć, że zadaniem każdego katolika i całego Kościoła jest powrót do źródeł i wznowienie skutecznej walki o każdą duszę i nawracanie na łono Kościoła Chrystusowego każdego człowieka. ""Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego" - powiedział Jezus. Dzisiejsi filosemiccy apologeci [22] prostują Chrystusa, dodając: "wszystkie, z wyjątkiem narodu żydowskiego". Tym "otwartym na świat" zaangażowanym w "dialog" dedykuję w tym miejscu nieomylne słowa Papieża Piusa XII wyrażone w zapominanej dzisiaj Encyklice Mystici Corporis Christi:

     "Umierając na Krzyżu, Jezus zniósł Zakon przykazań i przepisów oraz przekreślił pismo Starego Testamentu przybiwszy go do Krzyża, a ustanowił mocą Krwi, przelanej za cały rodzaj ludzki, Testament Nowy. Tak naocznie dokonało się wtedy przerzucenie z Prawa na Ewangelię, z Synagogi na Kościół, z ofiar licznych na jedną - jak wyraża się św. Leon Wielki o Krzyżu Pańskim - że, gdy Pan oddał ducha, rozdarła się z gwałtowną siłą od wierzchu aż do spodu mistyczna zasłona, zakrywająca sobą wnętrze świątyni i tajemnice świętości."

 

Brak reakcji na prawdziwy antysemityzm

Osobę stojącą z boku powinna zdziwić zupełna cisza tych środowisk "katolickich", a przede wszystkich cisza ich duchowych mocodawców żydowskich (i często nie tylko duchowych...) wobec właśnie wyświetlanego filmu Luter [23]. Nie ma protestów, nie ma oświadczeń, nie debatuje się, po prostu "zapomina" się o prawdziwym antysemityźmie Marcina Lutra. A przecież nie kto inny, tylko ten właśnie heretyk, ojciec duchowy dzisiejszych dwudziestu sześciu tysięcy  "kościołów" protestanckich wzywał do "unicestwienia wrogiego żydostwa". To on publicznie wzywał władze administracyjne do przemocy wobec Żydów. To właśnie pisma Lutra były inspiracją dla Hitlera i zaowocowały zbrodniczą ideologią nazistowską. Oto do czego, 400 lat przed Hitlerem nawoływał ten fanatyk antykościoła ale i również antyjudaizmu: "Wyrzućcie ich [Żydów] na zawsze z tego kraju [z Niemiec]. Bowiem, tak jak słyszeliśmy, gniew Boga na nich jest tak wielki, że umiarkowane miłosierdzie uczyni ich tylko gorszymi i gorszymi, a wielka łaska niewiele ich zreformuje. Zatem, w każdym przypadku, wynocha z nimi!"

Jak zaświadczają liczne dokumenty i opracowania biograficzne, Marcin Luter stał się antysemitą w momencie gdy odrzucił wiarę katolicką. Odrzucenie Prawdziwej Wiary oraz rozumnego myślenia uczyniło z niego wielce agresywnego i bezczelnego człowieka - na próżno jednak szukać tych elementów w filmie, będącym apologetycznym wizerunkiem "uczciwego reformatora i geniusza walczącego z tyranią Kościoła" [24].

Wobec filmu Luter cisza tych, zwykle głośnych środowisk tak "wrażliwych na każdy przejaw antysemityzmu", jest tylko pozornie zastanawiająca. W sumie chodzi bowiem nie o prawdziwą walkę z chorobą antysemityzmu (bowiem autentyczny antysemityzm jest chorobą i jest grzechem), lecz o wybiórcze traktowanie zjawisk społecznych i sterowanie zachowaniami mas, a przede wszystkim o walkę z prawdą historyczną i walkę ze swym naturalnym przeciwnikiem: Kościołem Katolickim. Dzisiejsza tzw. walka z antysemityzmem wspomnianych wyżej środowisk jest tylko narzędziem w wojnie o utrzymanie kastowości i poczucia "wybraństwa" oraz politycznym przyrządem dominacji nad innymi. Posługiwanie się tą retoryką jest też wygodną i skuteczną metodą zastraszania społeczeństw, czyli - według obecnych definicji - zwykłym terrroryzmem politycznym.

 

Kto jeszcze boi się filmu?

Pasja Chrystusa [25] nie jest i nie może być filmem antysemickim. Jest historycznym filmem ukazującym Chrystusa ukrzyżowanego prawie 2000 lat temu przez władców narodu, z którego sam pochodził. Jest próbą ukazania w możliwie jak najwierniejszy sposób ostatnich 12 godzin życia Odkupiciela. I w tym właśnie tkwi problem: ten "najwierniejszy sposób" może stanowić dla niektórych i - jak widać - stanowi, kość niezgody. Również dla dzisiejszego Kościoła. Posoborowy Kościół odrzuciwszy konieczność nawracania Żydów[26], zaplątał się bowiem w labirynt sprzeczności teologicznych i historycznych i zmierza w kierunku mętnej przyszłości wyznaczonej synkretyzmem i fałszywym ekumenizmem. Jakże ma więc patrzeć spokojnie na próby "powracania do kościoła trydenckiego", przywoływania Tradycji i opieranie się na tych niewygodnych wersetach Biblii? Film Gibsona wprowadził w szeregi niektórych hierarchów niepokój i kilkakrotnie ewaluowano już film, nawet w watykańskich kręgach[27]. Czy inne filmy o Jezusie kiedykolwiek oceniane były przez tak wysokie gremia? Czy ktokolwiek z hierarchii interesował się w przeszłości innymi produktami Hollywoodu, najczęściej po prostu bluźnierczymi wyrobami antychrześcijańskiej wyobraźni, i to przed ich dystrybucją? Nie, nikt nawet nie reagował, bowiem były "niegroźne dla dialogu" i często zgodnie wpisywały się w liberalne - a obecnie obowiązujące - spojrzenie na Ewangelię. Film Gibsona burzy tę konwencję i burzy spokój budowniczych Nowej Religii. Stąd ich zainteresowanie filmem, oczywiście pod kątem istnienia akcentów przeszkadzających tej budowie. Czyżbyśmy wkraczali zatem w epokę Indeksów au rebours?

 

Środowiska wrogie katolicyzmowi stosując terror duchowy i polityczny szukają w swej walce sprzymierzeńców. Niestety, znajdują ich często właśnie w liberalnych kręgach kościelnych. Być może reakcja widzów na tak potrzebny w dzisiejszych czasach film przedstawiający realistycznie Mękę Chrystusa, nieco pokrzyżuje ich plany.[28] Być może rozbudzi też miłość do przeżywania Jego Męki, bowiem jak mówi Święty Augustyn "uronienie choć jednej łzy w przypomnieniu sobie Pasji Jezusa jest warte więcej niż pielgrzymka do Jeruzalem czy roczny post o chlebie i wodzie". Miejmy nadzieję, że prawdziwie wylane łzy zaowocują licznymi nawróceniami. Tak liberalnych katolików jak i Żydów.

 


PRZYPISY

[1]  Angielski tekst Oświadczenia dostępny jest pod adresem: http://www.bc.edu/research/cjl/meta-elements/texts/news/dramatizing_the_death_of_jesus.htm

[2]  Według dotychczasowych ustaleń, dla zachowania autentyczności, film nie będzie miał tłumaczeń i napisów, a językami mówionymi są aramejski i łacina. Tłumacząc to w jednym z wywiadów, reżyser powiedział: "Obrazy Caravaggio też nie mają napisów, ale ludzie rozumieją przesłanie. Balet Dziadka do orzechów też nie ma napisów, ale widzowie rozumieją przesłanie. Myślę, że obraz przełamie barierę językową. Mam w każdym razie taką nadzieję."

[3] ADL Statement on Mel Gibson's 'The Passion'" dostępne jest pod adresem

[4] Rozwinięcie tego zagadnienia: "BIBUŁA - pismo niezależne", Numer 15, grudzień 2002: http://www.bibula.com/15/w_strone_apokalipsy.html

[5] Rozwinięcie tematu: prof. Kevin McDonald, The Culture of Critique: An Evolutionary Analysis of Jewish Involvement in Twentieth-Century Intellectual and Political Movements, 1stBooks Library, 2002 ; A People That Shall Dwell Alone: Judaism As a Group Evolutionary Strategy, With Diaspora Peoples,  iUniverse.com, 2002 ; Separation and Its Discontents: Toward an Evolutionary Theory of Anti-Semitism, Praeger Publishers, 1998.

[6]  "Perfidia" jest łacińskim słowem i - jak wyjaśniła 10 czerwca 1948 r. Święta Kongregacja ds. Obrzędów - oznacza dokładnie 'brak wiary'.

[7] A Sacred Obligation: Rethinking Christian Faith in Relation to Judaism and the Jewish People"

[8]   List podpisany przez Mary C. Boys, SNJM, dr. P. Cunnignham i ojca J. Pawlikowskiego wydrukowany został w neokatolickim piśmie America, 14 października, 2002

[9]  Mel Gibson wyłożył swoje własne pieniądze na wyprodukowanie filmu, co - jak widać - i tego przeciwnicy nie mogą ścierpieć.

[10]   Dr. Philip A. Cunningham, Executive Director, Adjunct Professor of Theology, Center for Christian-Jewish Learning at Boston College

[11]   Wypowiedź Philip Cunningham, w piśmie Jewish Week, marzec 2003.

[12]  Cunnighana oklaskiwany był na wspólnym spotkaniu z Davidem I.Keretz, żydowskim autorem jadowicie antykatolickiej książki "Papieże przeciwko Żydom: Rola Watykanu w rozwoju współczesnego antysemityzmu". "The Popes Against the Jews: The Vatican’s Role in the Rise of Modern Anti-Semitism". Spotkanie miało miejsce w Newton Free Library w październiku 2001, gdzie wspólnie reklamowali i podpisywali książki.

[13]  Warto od razu przypomnieć, iż Catholic Theological Union,  największa w Stanach Zjednocznych uczelnia określająca się jako "uczelnia Rzymsko-Katolicka",  ze swym utworzonym w 1997 roku Centrum [kardynała] Bernardina (Joseph Cardinal Bernardin Center for Theology and Ministry), jest jedną z tych najbardziej produktywnych wylęgarni dysydentów katolickich w Ameryce. Gdyby na serio brać nawet te obecnie obowiązujące przepisy Kodeksu Kanonicznego, uczelnie tego typu już dawno utraciłyby prawo nazywania siebie uczelniami katolickimi. Zmarły w 1996 roku Kardynał Joseph Bernardin - ultraliberalny hierarcha -  patronuje Centrum, którego misją  jest  "Edukacja mężczyzn i kobiet, osoby konsekrowane i laikat, do posługi w duchu Soboru Watykańskiego II. Poprzez innowacyjny akademicki trening, z pomocą hojnych stypendiów, studenci Centrum [kard.] Bernardina skupiają się na najistotniejszych elementach wizji Kardynała: pojednania, dialogu międzyreligijnym, służbie zdrowia, niesieniu pokoju i Wspólnym Dobru." Tyle oficjalna "misja" tego (pseudo)-katolickiego Centrum. Czy tak ma wyglądać misja uczelni katolickiej? Jak widać zapomniano o naczelnych i ponadczasowych zadaniach katolików, a zastąpiono je litanią stricte humanistycznych haseł.

[14]  Np. Konferencja w 2000 roku w USA, w której udział wziął m.in. dr Stanisław Krajewski z Polski. Ojciec Pawlikowski podczas rozmowy z Autorem w 2002 roku, wspominał o monitorowaniu Radia Maryja w Stanach Zjednoczonych.

[15]   PBS's "Frontline": "From Jesus to Christ: The First Christians" wyświetlony w sezonie Wielkanocnym w 1998 roku.

[16]    P. Fredriksen wychowana została w rodzinie katolickiej, lecz porzuciła Wiarę i przeszła na judaizm. Często wypowiada się jako "specjalista obu religii".

[17]    Na trzy dni przed Bożym Narodzeniem w 2001 roku, The Washington Post opublikował komentarz prof. Fredriksen o Nowym Testamencie.

[18]    Dr Paula Fredriksen była konsultantem w licznych programach sieci telewizyjnych i radiowych, jak PBS, Fox, BBC czy National Public Radio. Regularnie udziela wywiadów popularnym tygodnikom amerykańskim. Właśnie do P. Fredriksen po opinię jako "eksperta od spraw religii chrześcijańskiej" zwrócił się znany komentator telewizyjny Peter Jennings z sieci ABC w programie "The Search for Jesus", nadanym w czerwcu 2000 roku.

[19]    I dalej skutecznie się nimi obsadza - choćby ostatnie kardynalskie nominacje Papieża Jana Pawła II tak radykalnych liberałów jak Kardynał Keith Patrick O'Brian w Szkocji, który znany jest od lat z np. otwarej walki z celibatem księży ("[które jest zaprzeczeniem] danemu przez Boga prawa księży do seksu i miłości" - jak stwierdził Arcybiskup O'Brian w kwietniu 2002 roku), obrony jawnych dysydenckich księży ze swojej diecezji, propagowania antykoncepcji, czy też z publicznego, nadanego na całą Szkocję programu, w którym (wtedy jeszcze) Arcybiskup nie może zrozumieć, dlaczego ten "radykalny Kościół Katolicki" nie pozwala mu otrzymać "Eucharystii" w "kościele" presbiteriańskim. Już podczas pierwszej Mszy św. po nominacji, powtórzył te swoje fobie. Wobec tego wszystkiego, martwiący się o losy Kościoła wierni świeccy, wielokrotnie wystosowywali listy i apele, w tym ostatni, po wręczeniu insygniów kardynalskich, do Kardynała Ratzingera. (Zob. The Remnant, Numer 18, 2003)

[20]    Stwierdzenie chrześcijańskiego teologa Jana-Chrzciciela Metza.

[21]    Warto przypomnieć w tym miejscu, iż twórcami tego przełomowego i przekreślającego całą 2000-letnią tradycję Kościoła dokumentu, był żydowski historyk Jules Isaac i kardynał Agostino Bea.

[22]   W tym niemal wszyscy wysoko postawieni hierarchowie kościoła, a szczególnie takie "filary dialogu"  jak np. kardynał Jean-Marie Lustiger (Dla przypomnienia: dzisiejszy kardynał Jean-Marie Lustiger urodzony w rodzinie żydowskich emigrantów z Polski jako Aaron Lustiger, podczas wojny w 1940 roku, w wieku 14 przechodzi na katolicyzm. Wobec tego należy zadać pytanie czy było to autentyczne nawrócenie czy taktyczne, bezpieczne schronienie się, bowiem dzisiaj kard. Lustiger dumnie przypomina o swoich żydowskich korzeniach i twierdzi, że "urodził się Żydem i umrze jako Żyd."). Pewne koła widzą w nim przyszłego Papieża.

[23]    "Luther" - Oficjalna strona internetowa filmu: www.lutherthemovie.com. Nie zdecydowano jeszcze jaki tytuł film będzie nosił w dystrybucji w Polsce.

[24]   Oficjalne motto filmu: "Rebeliant. Geniusz. Wyzwoliciel". ("Rebel. Genius. Liberator.")

[25]   Po proteście wytwórni Miramax mającej posiadać prawa do tytułu "Pasja" ("Passion"),  M. Gibson zmuszony został do zmiany tytułu filmu na "Pasja Chrystusa" ("The Passion of Christ"). Film "Pasja Chrystusa" ma wejść na ekrany w Środę Popielcową 24 lutego 2004 roku. Jak do tej pory, tylko jedna firma: Newmarket Films podpisała kontrakt na rozprowadzanie filmów. Inne sieci dystrybucyjne, w tym 20th Century Fox po obejrzeniu filmu nie wyraziły zainteresowania tłumacząc to "kontrowersyjnym tematem". 

[26]   Posoborowy Kościół Katolicki zaprzestał również nawracania prawosławnych, zgodnie z porozumieniem zawartym w 1993 roku w Balamand. Fałszywy ekumenizm i próby odwoływania się do koncepcji "siostrzanych kościołów" wobec schizmatycznego prawosławia - które zerwało z Rzymem w XI wieku - lansowany szczególnie przez  obecny Pontyfikat, nie daje i może dać żadnych owoców i tak jak dialog katolicko-żydowski zmierza donikąd. Zadaniem katolika jest nawracanie na łono Kościoła, a nie jałowe rozwijanie kontaktów ze schizmą wschodnią, której podstawą swego istnienia jest zaprzeczenie katolickim doktrynom. Dotychczasowe kontakty z patriarchami nie tylko nie przynoszą żadnych owoców, ale wręcz powodują jeszcze większą ich wrogość do Kościoła.

[27]   Kardynał Dario Castrillon Hoyos, Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, obejrzał w Rzymie film w październiku 2003 roku, a Papież Jan Paweł II miał obejrzeć film w początkach grudnia. Kardynał Hoyos, po obejrzeniu filmu nazwał go "triumfem sztuki i wiary" i dodał że "Mel Gibson nie tylko ściśle kroczy za narracją Ewangelii, dając widzowi [możliwość] nowego docenienia biblijnych wersetów, ale jego [reżysera] artystyczne wybory również tworzą film wierny znaczeniu Ewangelii".
Może warto podkreślić, że wiara wyznawana i pielęgnowana przez reżysera jest przez kościół posoborowy uważana często jako "schizmatyczna". Mel Gibson jest katolikiem, uczestniczącym we Mszach św. określanych dzisiaj jako tzw. trydenckie, to jest odprawianych w niezmienny sposób od wieków. Podczas kręcenia filmu codziennie były odprawiane Msze Święte w rycie przedsoborowym, dla aktorów i osób uczestniczących w produkcji. Wielu z uczestników doznało autentycznych nawróceń.

[28] Wiemy z najnowszych doniesień, iż największe organizacje żydowskie (World Jewish Federation, Anti Defamation League i inne) szykują się do rozpętania szerokich kampanii protestacyjnych, chociaż pewne grupy w tych organizacjach wzywają do taktycznego umiarkowania.




BIBUŁA - pismo niezależne
http://www.bibula.com/